— „Jakie duże mieszkanie kupili ci rodzice” — powiedziała z zazdrością żona brata, rozglądając się dookoła.

— Wyobrażasz sobie, Masza? Rodzice Julii kupili jej mieszkanie! — Irina nerwowo owijała wokół palca pasmo farbowanych blond włosów, przytrzymując telefon między ramieniem a uchem.

*Jakie ogromne mieszkanie kupili ci rodzice* — pomyślała z zazdrością, rozglądając się po nowym mieszkaniu swojej szwagierki.

Jej smukłe palce z perfekcyjnym pastelowym manicure zdradzały, że miała zwyczaj dbać o siebie mimo skromnych dochodów.

— I to nie byle jakie mieszkanie — trzypokojowe w zupełnie nowym budynku! W Sunny Park, kojarzysz? Tym z fontanną na dziedzińcu i podziemnym parkingiem!

— No cóż, to wspaniale. Cieszę się z Julii — odpowiedziała spokojnie Masza. — To dobra osoba. Zasłużyła na to.

— Zasłużyła? — Irina nagle zatrzymała się pośrodku wynajmowanego mieszkania. — Niby czym dokładnie? Tym, że w wieku dwudziestu siedmiu lat nadal żyje na koszt rodziców? Tym, że zarabia grosze w tej bibliotece naukowej?

— Ira, daj spokój…

— Nie, posłuchaj! — Irina podeszła do okna i odsunęła syntetyczną zasłonę — tanią, ale całkiem przyzwoitą. — Mój Andriej — ich syn również, przypominam — codziennie ciężko pracuje. Jest kierownikiem działu w dużej firmie! A my nadal wynajmujemy tę kawalerkę. Wyobrażasz sobie? Wczoraj znowu zalali nas sąsiedzi z góry, a właścicielka nie chce niczego naprawić!

— Prosiliście jego rodziców o pomoc? Może po prostu nie wiedzą, że macie trudny okres.

Irina zawahała się, przyglądając się swojemu odbiciu w szybie. W wieku trzydziestu dwóch lat wyglądała znakomicie: szczupła sylwetka, modna fryzura i luksusowa szminka. Nikt nie domyśliłby się, że jej markowa bluzka została kupiona na wyprzedaży.

— My… właściwie ja… próbowałam porozmawiać o tym z teściową. Na urodzinach Andrieja, pamiętasz? Miesiąc temu? Zrobiła wtedy ten tort, o którym wszyscy mówili. Powiedziałam: „Och, byłoby tak miło, gdybyśmy wszyscy mogli spotykać się w naszym własnym mieszkaniu, a nie w wynajmowanym”. A ona tylko się uśmiechnęła i podała wszystkim po kolejnym kawałku.

— A co Andriej o tym myśli?

— Andriej! — prychnęła Irina. — Wiesz, co mi wczoraj powiedział? „Kochanie, jutro kupimy Julii jakąś ładną roślinę do nowego mieszkania. Tak się cieszę, że moja siostra wreszcie ma własny kąt!”

— No cóż, to dobrze, że ma bliską relację z siostrą…

— Dobrze? W jakim sensie dobrze? — przerwała jej Irina. — Jego siostra ma teraz trzypokojowe mieszkanie w luksusowym kompleksie, a on jest zachwycony! Powinnaś to zobaczyć. Byliśmy tam, zanim je kupili. Dziewięćdziesiąt metrów kwadratowych, trzy metry wysokości, panoramiczne okna! A łazienka! Boże, moja sypialnia jest mniejsza niż jej łazienka!

— Ira — głos Maszy stał się stanowczy — za bardzo się nakręcasz. Może powinnaś…

— Nie, Masza — wyszeptała Irina. — Jutro, na parapetówce, powiem im wszystko. Muszą wiedzieć, co oznacza dzielenie dzieci na ulubione i mniej ważne. Zapytam ich przy wszystkich, dlaczego jedno dziecko dostaje wszystko, a drugie nic.
 

— Irina! Nawet się nie waż! Pokłócisz się z całą rodziną!

— Nie mogę już dłużej milczeć! Od pięciu lat żyjemy jak biedacy. Na moje urodziny teściowa dała mi torebkę. Torebkę! A swojej córce podarowała mieszkanie! — Irina przesunęła dłonią po idealnie ułożonych włosach. — Andriej dobrze zarabia, ale wszystko idzie na czynsz i moje kosmetyki. Muszę wyglądać reprezentacyjnie — jestem żoną menedżera! Nie mogę chodzić na firmowe imprezy mojego męża ubrana byle jak!

W zamku obrócił się klucz.

— To Andriej — szybko wyszeptała Irina. — Porozmawiamy jutro. Opowiem ci, jak poszło.

Zakończyła rozmowę i odwróciła się w stronę drzwi, przybierając serdeczny uśmiech.

Andriej wszedł do środka — wysoki mężczyzna o ciemnych włosach, łagodnych brązowych oczach i lekkim zaroście. Mimo zmęczonego wyglądu uśmiechał się.

— Cześć! Kupiłem coś do jedzenia po drodze. Przepraszam, spotkanie trwało dłużej, niż planowałem. Wziąłem też twoje ulubione croissanty — kokosowe i z orzechami laskowymi.

— Nic się nie stało, kochanie. — Irina szybko pocałowała go w policzek, jednocześnie zerkając na torbę ze zwykłego supermarketu. — Jak minął dzień?

— Świetnie! Wiesz, bardzo się cieszę z Julii. Przez lata oszczędzała na własne mieszkanie, a rodzice jej pomogli! — Andriej zaczął rozpakowywać zakupy.

Irina przygryzła wargę.

*Wszystko dobrze* — pomyślała. *Jutro rozmowa będzie wyglądała zupełnie inaczej. Mam dość milczenia i udawania, że wszystko jest idealne.*

Następnego ranka Irina spędziła prawie dwie godziny na przygotowaniach. Przejrzała garderobę i przymierzyła wszystkie swoje eleganckie sukienki. Ostatecznie wybrała kremową sukienkę ołówkową, kupioną miesiąc wcześniej na wyprzedaży — stonowaną, ale efektowną.

— Ira, spóźnimy się! — zawołał Andriej z kuchni. — Julia prosiła, żebyśmy przyszli wcześniej i pomogli przy ustawianiu mebli.

— Już idę, już idę — odpowiedziała Irina, po raz ostatni przeczesując włosy. — Co, twoja siostra nawet sama nie potrafi ustawić własnych mebli?

Andriej pojawił się w drzwiach sypialni.

— Ira, dlaczego tak mówisz? Julia po prostu potrzebuje odrobiny pomocy.

— Oczywiście. — Irina zacisnęła różowe usta w cienką linię. — Po co myśleć albo się wysilać, skoro można poprosić starszego brata o pomoc? Jak zwykle.

— Co ci dzisiaj jest? — Andriej podszedł i położył dłonie na jej ramionach. — Jesteś taka spięta.

Irina spojrzała na jego odbicie w lustrze. Jego brązowe oczy były pełne szczerego niepokoju. Przez chwilę zrobiło jej się wstyd z powodu własnych złośliwych uwag, ale zaraz przypomniała sobie przestronne pokoje nowego mieszkania Julii.

— Nic mi nie jest — powiedziała z wymuszonym uśmiechem. — Chodźmy. Nie powinniśmy kazać twojej siostrze czekać.

Nowy kompleks mieszkaniowy robił wrażenie: wysokie, nowoczesne budynki ze szkła i betonu, starannie zaprojektowane ogrody oraz ochrona przy wejściu. Irina poczuła nieprzyjemny ścisk w żołądku, gdy przechodzili przez przestronny, designerski hol.

— Wyobrażasz sobie, że mają dwóch concierge’ów? — mówił radośnie Andriej, gdy wchodzili do windy. — I podziemny parking. Nieźle, co?

— Bardzo imponujące — syknęła Irina przez zaciśnięte zęby.

Julia przywitała ich w drzwiach — drobna brunetka o błyszczących zielonych oczach, ubrana w zwykłe dżinsy i luźną koszulę. Wcale nie wyglądała jak zachwycona właścicielka prestiżowej nieruchomości, zauważyła Irina.

— Andriusza! Iroczka! — Julia przytuliła brata. — Tak się cieszę, że przyszliście!

— My też się cieszymy — odpowiedziała Irina z wymuszonym uśmiechem, wchodząc do ogromnego przedpokoju.

— Wchodźcie, wchodźcie! — promieniała Julia. — Nie zwracajcie uwagi na bałagan. Jeszcze nie skończyłam się rozpakowywać.
 

Irina rozejrzała się. Nie było żadnego bałaganu. Duże kartony stały równo ustawione wzdłuż ścian, a podłogę przykrywała folia ochronna, zabezpieczająca nowy parkiet. W powietrzu unosił się zapach świeżej farby i nowych mebli.

— Ale masz przestronny przedpokój — zauważyła Irina, zdejmując szpilki. — Musisz być zachwycona, że masz tyle miejsca.

— Tak, jest nawet garderoba. — Julia wskazała rząd przesuwanych drzwi. — Tylko nie wiem, czym ją zapełnię. Nie mam aż tylu rzeczy.

— Nie martw się. — Irina się uśmiechnęła, lecz jej oczy pozostały chłodne. — Teraz, kiedy masz gdzie je trzymać, szybko ich przybędzie.

Andriej rzucił żonie ostrzegawcze spojrzenie, które ta udała, że nie zauważyła.

— Chodźcie, wszystko wam pokażę! — Julia oprowadziła ich po mieszkaniu. — Tutaj będzie salon. Spójrzcie na te okna! I balkon!

— Niesamowite — westchnęła Irina, przyglądając się panoramicznym oknom. — Ile kosztuje takie szczęście?

— Ira! — przerwał jej Andriej.

— Co? — zamrugała niewinnie. — Jestem tylko ciekawa. Może pewnego dnia my też będziemy mieli tyle szczęścia i takie mieszkanie po prostu spadnie nam z nieba.

Julia znieruchomiała, a jej policzki lekko poczerwieniały.

— Ira, przecież wiesz, że nasi rodzice pracowali całe życie…

— Tak, oczywiście — przerwała jej Irina. — Pracowali, a jakimś cudem to właśnie ty jako jedyna dostałaś mieszkanie. Ciekawe, prawda?

Zapadła ciężka cisza.

Julia bezradnie przenosiła wzrok z brata na szwagierkę, nerwowo skubiąc rękaw swojej prostej niebieskiej koszuli. Na czole Andrieja pojawiła się głęboka zmarszczka.

— Irina, możemy wyjść na chwilę? — Jego głos był niezwykle stanowczy.

— Po co? — Irina teatralnie rozłożyła ręce. — Mówię tylko głośno to, co wszyscy myślą. Powiedz mi, Julio, nie wydaje ci się dziwne, że rodzice kupili tak ogromne mieszkanie tylko dla ciebie? Czy nie byłoby bardziej logiczne kupić dwa mniejsze — jedno dla ciebie, a drugie dla twojego brata?

— Ira, wystarczy — powiedział twardo Andriej.

Ale Iriny nie dało się już zatrzymać. Powoli przeszła przez wielki salon, a jej obcasy wbijały się w ochronną folię na podłodze.

— Twój brat i ja od pięciu lat wynajmujemy kawalerkę. Pięć lat! A ty masz to wszystko — zatoczyła ręką wokół — tylko za swoje piękne oczy.

— Ira. — Julia zrobiła krok naprzód, a w jej zielonych oczach pojawiły się łzy. — Ja nie myślałam…

— Oczywiście, że nie myślałaś! — Irina podniosła głos. — Po co miałabyś myśleć? Masz kochających rodziców, którzy wszystko za ciebie rozwiązują! A my tymczasem… — urwała i otarła wyimaginowaną łzę. — Co miesiąc liczymy każdy rubel, próbując odłożyć na wkład własny do kredytu hipotecznego. A tu nagle — ot tak — luksusowe trzypokojowe mieszkanie spada z nieba!

— Dość! — Andriej chwycił ją za łokieć. — Chodź ze mną. Musimy porozmawiać.

— Nie dotykaj mnie! — Irina wyrwała rękę. — Jeszcze nie skończyłam! Julia musi wiedzieć, że…

— Julka, przepraszam — przerwał jej Andriej. — Zaraz wrócimy.

Praktycznie wyciągnął protestującą Irinę na korytarz, a potem na dużą, zabudowaną loggię, stanowczo zamykając za nimi szklane drzwi.

— Co ty właściwie robisz? — zapytał, wyraźnie akcentując każde słowo.

Irina skrzyżowała ręce na piersi, a jej idealnie pomalowane usta wykrzywiły się w obrażony grymas.

— Co w tym takiego strasznego? Mówię tylko prawdę. Spójrz na to mieszkanie! Ten żyrandol musi kosztować tyle, co miesięczny czynsz za nasze mieszkanie!

— Nic nie wiesz. — Andriej ze zmęczeniem przetarł twarz dłonią.

— Czego niby nie wiem? — Irina podeszła bliżej. — Że twoi rodzice zawsze bardziej kochali swoją ukochaną córeczkę? Że ona dostaje wszystko, podczas gdy my…

— Rodzice zaproponowali mi mieszkanie trzy lata temu.

Irina znieruchomiała z otwartymi ustami.

— Co?

— Odmówiłem. — Andriej spojrzał jej prosto w oczy. — Powiedziałem im, że moja siostra potrzebuje go bardziej. Jest kobietą. Kobieta potrzebuje stabilnej podstawy. Ja sam zapracuję na swoje.

— Ty… zrobiłeś co? — Irina pobladła, a jej perfekcyjny makijaż nagle wyglądał zupełnie nie na miejscu. — Dlaczego mi o tym nie powiedziałeś?

— Zrozumiałabyś? — Andriej uśmiechnął się gorzko. — Patrząc na to, jak zachowałaś się dzisiaj, powiedziałbym, że nie.

— Ale przecież… — Irina z trudem przełknęła ślinę. — Powinieneś był porozmawiać o tym ze mną! Jestem twoją żoną!

— O czym miałem z tobą rozmawiać? — Andriej pokręcił głową. — O tym, że moja młodsza siostra żyje ze skromnej pensji bibliotekarki i wynajmuje pokój ze współlokatorami? Że co miesiąc odkłada połowę wypłaty, odmawiając sobie wszystkiego, podczas gdy ty co tydzień chodzisz do salonów kosmetycznych?
 

Irina cofnęła się o krok, a jej obcas ostro stuknął o płytki balkonu.

— Nawet nie próbuj mnie krytykować za to, że chodzę do salonów! Jestem żoną menedżera. Muszę odpowiednio wyglądać!

— Musisz odpowiednio wyglądać? — Andriej przesunął dłonią po włosach. Jego zazwyczaj spokojna twarz była pełna goryczy. — Wiesz, jak wygląda Julia? Od trzech lat nosi tę samą sukienkę. I nigdy się nie skarży.

— Ach, więc o to chodzi? — Irina podeszła bliżej, a starannie ułożone włosy opadły jej na ramiona. — Podoba ci się, że twoja siostra jest taka skromna? Taka porządna? A ja jestem rozrzutna?

— Nie o to chodzi. — Andriej pokręcił głową. — Chodzi o twoje zachowanie. Zdajesz sobie sprawę z tego, co właśnie zrobiłaś?

Przez szklane drzwi było widać sylwetkę Julii, która chodziła tam i z powrotem po salonie, wyraźnie zdenerwowana. Jej ramiona były zgarbione, a policzki mokre od łez.

— A jak niby miałam się zachować? — Irina podniosła głos. — Miałam się cieszyć? Klaskać w dłonie? „Och, jakie to cudowne! Moja szwagierka dostała mieszkanie warte piętnaście milionów rubli, a my nadal mieszkamy w wynajmowanej kawalerce z przeciekającym sufitem!”

— Największy problem… — Andriej uważnie wpatrywał się w żonę. — To nie twoja zazdrość. Tylko to, że nigdy nie myślisz o innych. Powiedz mi, czy kiedykolwiek zastanawiałaś się, jak żyje Julia? Co robi? O czym marzy?

Irina prychnęła.

— Nad czym tu się zastanawiać? Siedzi w bibliotece i wydaje książki.

— W zeszłym roku obroniła doktorat — powiedział cicho Andriej. — Z historii dawnych rękopisów. Pisała go przez cztery lata, nocami po pracy. W dzień oprowadzała wycieczki po bibliotece, żeby trochę więcej zarobić.

— I co z tego? — Irina wzruszyła ramionami, choć w jej głosie pojawiła się niepewność.

— To, że kiedy rodzice zaproponowali mi mieszkanie, wiedziałem, że Julia potrzebuje go bardziej. Ma całe życie przed sobą. Może wiele osiągnąć. Marzy o otwarciu szkoły kaligrafii — odkąd była dzieckiem. A ty… — urwał.

— Powiedz! — W oczach Iriny zabłysły łzy gniewu. — A ja co?

— Tobie zależy tylko na pozorach — powiedział Andriej bez gniewu, ale z pewnego rodzaju wyczerpaną rezygnacją. — Cały czas myślałem, że może ci to przejdzie. Że może dojrzejesz i zaczniesz cenić coś więcej niż pieniądze i status.

W tej chwili rozległ się dzwonek do drzwi. Przybyli pierwsi goście. Julia otarła oczy i pobiegła do przedpokoju.

— Co masz na myśli? — Irina podeszła bliżej, mrużąc idealnie pomalowane oczy.

— Pamiętasz, co powiedziałaś mojej mamie na moich urodzinach? Że byłoby cudownie spotykać się we własnym mieszkaniu?

— I co?

— Mama potem płakała. Bo pamięta, że odmówiłem przyjęcia mieszkania. Teraz uważa, że mieszkamy w wynajmowanym przez nią.

Irina cofnęła się, zaciskając wypielęgnowane palce na balustradzie.

— Nie próbuj wzbudzać we mnie poczucia winy! Twoja matka doskonale wie…

— Nie, posłuchaj. — Andriej chwycił ją za ramiona i odwrócił ku sobie. W jego brązowych oczach widać było ból. — Wiesz, co mama powiedziała mi tamtego dnia? „Synku, czy zrobiliśmy coś źle? Może powinniśmy byli nalegać, żebyś przyjął mieszkanie? Masz przecież rodzinę”. A ja stałem i nie wiedziałem, co odpowiedzieć, bo to moja własna żona zarzucała im, że pomogli córce.

W środku zebrało się już więcej gości. Słychać było stłumione śmiechy i brzęk kieliszków. Julia, z wymuszonym uśmiechem, mówiła coś do rodziców. Ich matka, drobna kobieta o łagodnych oczach w prostej niebieskiej sukience, co chwilę spoglądała w stronę balkonu.

— Twoi rodzice mogli kupić dwa mieszkania — powiedziała uparcie Irina, choć w jej głosie nie było już dawnej pewności siebie.

— Mogli — spokojnie przyznał Andriej. — Ale wiesz co? Oszczędzali te pieniądze przez dwadzieścia lat. Tata brał nadgodziny w fabryce. Mama wieczorami udzielała korepetycji uczniom. Odmawiali sobie wszystkiego. A ty przychodzisz tutaj i zaczynasz liczyć cudze pieniądze.

— Ja tylko chciałam…

— Wiem, czego chciałaś — przerwał jej Andriej. — Chciałaś, żeby wszyscy zobaczyli, jak bardzo niesprawiedliwie cię potraktowano. Ale… — urwał. — Ja już nie mogę.

— Co masz na myśli, mówiąc, że już nie możesz? — Irina nerwowo poprawiła włosy drżącą dłonią.

— To znaczy, że jestem zmęczony. — Andriej odwrócił się i spojrzał przez panoramiczną szybę. — Mam dość twojego wiecznego niezadowolenia. Mam dość tego, że ciągle liczysz cudze pieniądze. Mam dość sposobu, w jaki traktujesz moją rodzinę.

Z salonu dobiegł zaniepokojony głos ich matki.

— Julciu, kochanie, gdzie są Andriusza i Irina? Co się stało?

— Zaraz przyjdą — odpowiedziała niepewnie Julia. — Po prostu rozmawiają… o urządzeniu balkonu.

— I co teraz? — zapytała Irina.

Andriej powoli odwrócił się w jej stronę. Na jego twarzy pojawił się wyraz, którego Irina nigdy wcześniej nie widziała — mieszanka determinacji i głębokiego zmęczenia.

— Zawsze byłem dumny z tego, że wszystko osiągnąłem sam. Dobra praca, kariera — zdobyłem to własnym wysiłkiem. Nie wstydziłem się odmówić pomocy rodziców, bo wiedziałem, że poradzę sobie sam. Zapomniałem tylko o jednej rzeczy…

— O czym? — wyszeptała Irina.

— Że moja żona nie potrafi cieszyć się szczęściem innych ludzi. Nawet jeśli tym człowiekiem jest moja siostra.
 

W salonie robiło się coraz głośniej, bo przybywali kolejni goście. Przez szklane drzwi widzieli Julię, która dyskretnie ocierała oczy, przyjmując gratulacje i prezenty. Jej prosta niebieska koszula była lekko pognieciona, a blada twarz zaczerwieniona od emocji.

— Myślę, że powinniśmy dołączyć do gości. — Irina ruszyła w stronę drzwi, ale Andriej zagrodził jej drogę.

— Nie — powiedział z nietypową dla siebie surowością. — Najpierw skończymy tę rozmowę.

— Skończymy co? — Irina próbowała się uśmiechnąć, ale wyszedł z tego grymas. — Andriusza, straciłam panowanie nad sobą. Każdemu się zdarza.

— Nie chodzi tylko o to — powiedział z goryczą. — Pamiętasz swoją reakcję, kiedy dowiedziałaś się, że Julia dostała się na doktorat? Powiedziałaś: „Oczywiście. Niektórzy przez lata żyją na koszt rodziców i udają naukowców”.

— Chciałam tylko…

— A kiedy obroniła doktorat? Powiedziałaś: „Wielkie osiągnięcie — bawić się starymi książkami”. Czy kiedykolwiek zapytałaś ją, czym naprawdę się zajmuje? Co bada?

Irina milczała, nerwowo obracając pasek drogiego zegarka — ostatniego prezentu urodzinowego od Andrieja.

— I wiesz co jeszcze? — ciągnął Andriej. — Odrestaurowała kilka zaginionych tekstów z XVIII wieku. Jej praca została wyróżniona na międzynarodowej konferencji. Nie wiesz o tym, bo nic cię nie interesuje poza pieniędzmi i statusem.

Za szybą przemknęła sylwetka ich ojca: wysokiego, siwego mężczyzny w prostym szarym garniturze. Rozmawiał z niepokojem z żoną, raz po raz spoglądając w stronę balkonu.

— Andriusza. — Irina położyła dłoń na jego ramieniu. — Nie psujmy święta. Przyznaję, że się myliłam. Przeproszę Julię.

— Nie. — Delikatnie, ale stanowczo zdjął jej rękę. — Tu nie chodzi o przeprosiny. Wciąż miałem nadzieję, że się zmienisz. Że zrozumiesz, iż w życiu istnieje coś więcej niż pieniądze i prestiż. Ale dzisiaj… — pokręcił głową. — Dzisiaj zrozumiałem, że się myliłem.

— Co masz na myśli? — W głosie Iriny pojawił się strach.

— Pamiętasz, jak się poznaliśmy? — zapytał zamiast odpowiedzieć. — Na tej firmowej imprezie? Byłaś taka piękna i pewna siebie. Zakochałem się w twoim uśmiechu i śmiechu.

— Andriej…

— A potem wszystko się zaczęło — ciągnął, jakby jej nie słyszał. — Najpierw potrzebne było mieszkanie w modnej dzielnicy. Potem markowe ubrania, bo byłaś „żoną menedżera”. Salony kosmetyczne, restauracje, oznaki statusu… Miałem nadzieję, że ci przejdzie. Że pewnego dnia nauczysz się doceniać proste rzeczy.

Andriej spojrzał jej prosto w oczy.

— Wiesz, co przeraża mnie najbardziej? Nie poznaję już dziewczyny, w której się zakochałem. Ona potrafiła cieszyć się drobiazgami, szczerze się śmiać, marzyć. A ty… tylko liczysz cudze pieniądze i zazdrościsz innym.

— Ja nie… — zaczęła Irina, ale umilkła pod jego spojrzeniem.

— Dzisiaj upokorzyłaś moją siostrę w jej własnym domu. Obraziłaś moich rodziców, którzy całe życie pracowali dla swoich dzieci. — Wziął głęboki oddech. — Jestem ci wdzięczny.

— Wdzięczny? — Irina zamrugała zdezorientowana.

— Tak. Bo teraz już wiem na pewno, że powinniśmy się rozwieść.

Irina pobladła jak ściana. Jej perfekcyjny makijaż wyglądał nagle jak niepasująca maska.

— Nie możesz…

— Mogę — powiedział cicho Andriej. — I muszę. Bo nie chcę obudzić się za dwadzieścia lat i zdać sobie sprawy, że żyję z kimś, kto potrafi tylko zazdrościć i żądać.

Z salonu dobiegł głos jego matki.

— Andriusza! Iroczka! Na co czekacie?

Andriej chwycił za klamkę drzwi balkonowych.

— Wracam do gości. Ty możesz odejść albo zostać i szczerze pogratulować Julii. Wybór należy do ciebie.

Otworzył drzwi i wszedł do środka, zostawiając Irinę samą na ogromnym balkonie.

Patrzyła, jak podchodzi do siostry, mocno ją obejmuje i szepcze jej coś do ucha. Widziała, jak twarz Julii się rozjaśnia. Widziała, jak ich rodzice z ulgą wzdychają, gdy córka się uśmiecha.

Irina spojrzała na swoje odbicie w szybie.

Piękna, zadbana kobieta w drogiej sukience. Wszystko było idealne — włosy, makijaż, manicure.

Tylko oczy były puste.

Wyjęła telefon i zamówiła taksówkę. Potem, rzuciwszy ostatnie spojrzenie na szczęśliwą rodzinę za szybą, w milczeniu opuściła mieszkanie.
 

W wielkim lustrzanym holu stukot jej obcasów odbijał się echem, które brzmiało wyjątkowo samotnie.

*Dziewięćdziesiąt metrów kwadratowych* — pomyślała, gdy winda zjeżdżała na dół. *Jedni mają dziewięćdziesiąt metrów kwadratowych, inni rozwód.*

Na zewnątrz padała drobna mżawka. Irina wyjęła z torebki lusterko i z przyzwyczajenia poprawiła szminkę.

Ale po raz pierwszy od bardzo dawna było jej zupełnie obojętne, czy jej odbicie wygląda idealnie.

Leave a Comment