— Podpisałam umowę, tak jak prosiłeś, Kolya. Teraz cały rodzinny biznes należy do ciebie — powiedziała Zoya, podając mu teczkę przewiązaną cienką skórzaną wstążką.
— Doskonale, moja droga. Postąpiłaś właściwie. A teraz usiądź. Powiem ci coś, co może ci się nie spodobać — przyjmij to z godnością — odpowiedział, nie odrywając wzroku od wypolerowanej powierzchni biurka.
Nikolai ostrożnie wziął dokumenty z rąk żony i zaczął je przeglądać z nieskrywaną satysfakcją, metodycznie sprawdzając każdy podpis i każdą pieczątkę. Na jego wąskich ustach pojawił się ledwie widoczny uśmiech. Powoli podniósł się z burgundowego skórzanego fotela i miarowym krokiem podszedł do masywnej dębowej szafy, w której przechowywano ważne dokumenty — i sekrety ich wspólnego życia.
Zoya uważnie obserwowała, jak jej mąż wkłada teczkę do dolnej szuflady między inne dokumenty prawne. Śledziła jego precyzyjne ruchy, czując niewytłumaczalny, lecz narastający niepokój. Coś w jego zachowaniu wydawało się nienaturalne, jakby odgrywał rolę, którą ćwiczył od dawna.
Nikolai zdecydowanie zamknął szufladę małym złotym kluczykiem i powoli odwrócił się do Zoyi. Jego zwykle otwarta twarz nagle przybrała zimny, obojętny wyraz, jakby maska, którą nosił przez lata, wreszcie opadła.
— Złożyłem pozew o rozwód — powiedział spokojnie, z przerażająco rzeczową obojętnością, wracając do mahoniowego biurka.
Zoya zamarła.
— Co? Dlaczego? Co się stało? — powtórzyła drżącym głosem, mając nadzieję, że źle usłyszała albo że to jakiś okrutny żart.
— Dobrze usłyszałaś. Rozwodzimy się. To nie podlega dyskusji — Nikolai pewnie oparł się o fotel, składając zadbane dłonie na kolanach.
— Ty… czekałeś, aż przepiszę na ciebie swój udział, prawda? — Zoya chwiejnie podeszła bliżej biurka, podpierając się o jego krawędź. — Zaplanowałeś to, Kolya? Przez cały ten czas? Przez wszystkie te lata?
— Biznes powinien należeć do tego, kto naprawdę nim zarządza — odpowiedział z irytującym spokojem, niedbale wzruszając ramionami. — To ja zawsze byłem mózgiem firmy. Sama o tym wiesz.
— Zaczynaliśmy razem! — wybuchła Zoya. — Włożyłam w to wszystkie swoje pieniądze, całą siłę, całą siebie! Jesteś obrzydliwym kłamcą. Łajdakiem!
— Nie ma potrzeby robić scen — Nikolai celowo spojrzał na zegarek. — Nie roszczę sobie praw do twojego mieszkania przy Prospekcie Leningradzkim. BMW też zostaje przy tobie. Rozstańmy się jak cywilizowani dorośli ludzie.
— Cywilizowani? — Zoya przycisnęła drżące dłonie do zimnej powierzchni biurka. — Podstępem odebrałeś mi dzieło mojego życia i nazywasz to cywilizowanym? Kim ty się stałeś, Nikolai?
— Proponuję ci szybki, bezbolesny rozwód bez niepotrzebnych problemów i publicznego skandalu — przerwał jej Nikolai. — A może wolisz długą, brudną wojnę, którą na pewno przegrasz? Mam dość kontaktów i zasobów, żeby bardzo uprzykrzyć ci życie.
Zoya powoli się wyprostowała, patrząc na mężczyznę, z którym spędziła siedem lat — a którego, jak jej się teraz wydawało, nigdy tak naprawdę nie znała.
Siostra Zoyi wysłuchała historii jej upadku w milczeniu, od czasu do czasu kiwając głową i dolewając jej gorącego napoju. Za oknem padał delikatny jesienny deszcz, nadając bolesnej rozmowie dziwnie przytulny ton.
— Byłam taką idiotką — Zoya przeczesała palcami ciemne włosy. — Jak mogłam podpisać te wszystkie papiery? Nawet przez myśl mi nie przeszło, że coś takiego może się wydarzyć. On praktycznie wyssał ze mnie biznes — wszystko, co zbudowałam.
Irina zamyśliła się, mieszając kawę; srebrna łyżeczka cicho uderzała o porcelanę. Filiżanki były rodzinną pamiątką — należały do ich babci, która zawsze powtarzała, że w trudnych chwilach nic nie pomaga tak bardzo jak szczera rozmowa przy dobrym napoju.
— Wiesz, szybki rozwód może nie być najgorszym rozwiązaniem — powiedziała w końcu, odkładając łyżeczkę na spodek. — Uwolnisz się od męża, który najwyraźniej od dawna cię nie szanował. A jeśli chodzi o stronę finansową… — Irina urwała, patrząc na przejeżdżające samochody — mieszkanie na Leningradzkim i BMW to nie jest nic. Wiele kobiet odchodzi z dużo mniejszym dorobkiem.
— Mówisz poważnie? — Zoya spojrzała na siostrę z niedowierzaniem. — On zabrał dzieło mojego życia! Budowaliśmy ten biznes razem, od zera. Zainwestowałam nie tylko pieniądze, ale i duszę. Każdy kontrakt, każdy klient — za tym wszystkim stały bezsenne noce, moje pomysły, mój wysiłek.
— Posłuchaj — Irina przysunęła się bliżej i delikatnie ujęła dłoń siostry, tak samo opiekuńczo jak w dzieciństwie, gdy broniła młodszej siostry przed łobuzami z podwórka. — Biznes, z którego faktycznie zrezygnowałaś, podpisując te papiery… w większości nie składa się z materialnych aktywów. To praca intelektualna, kontakty, decyzje zarządcze. Nikolai ma rację przynajmniej w jednym: był mózgiem firmy. Sama to zawsze przyznawałaś, pamiętasz?
— Czyli jesteś po jego stronie? — Zoya spojrzała na nią z bólem w oczach. Mięśnie jej szczęki napięły się — Irina znała ten znak z dzieciństwa: jej siostra zaraz wybuchnie.
Irina pokręciła głową i spokojnie upiła łyk stygnącej kawy.
— Jestem po twojej stronie. Zawsze byłam i zawsze będę. Właśnie dlatego mówię: zgódź się na szybki rozwód. Zachowaj godność i to, co ci zostało. Mieszkanie, samochód, konto w banku — to coś znaczy. A potem… — w jej oczach błysnęło coś, czego Zoya nigdy wcześniej w nich nie widziała — potem pomyślimy, co zrobić z twoim drogim mężem.
Zoya przez dłuższą chwilę przyglądała się siostrze. W jej głowie zaczęła układać się mozaika. Dziwny spokój Iriny, jej pewność siebie… Może miała coś na myśli?
— Masz rację — powiedziała powoli, obracając w dłoniach półpustą filiżankę. — Zgodzę się na rozwód. Wezmę to, co jest. Ale wiesz, Ira — ja mu nie wybaczę. To, co zrobił… było zaplanowane. Zimne i wyrachowane. Czekał, a potem uderzył.
— Oczywiście, że nie wybaczysz — Irina uśmiechnęła się, a w jej ustach pojawiło się coś drapieżnego. Odstawiła filiżankę i pochyliła się do przodu, ściszając głos niemal do szeptu. — Ja też bym nie wybaczyła. To nie jest zwykły rozwód; to czysta zdrada. A zdrady nie powinno się wybaczać. To kwestia nie tylko sprawiedliwości, ale i szacunku do samej siebie.
— Sprawię, że zapłaci — powiedziała Zoya stanowczo, a pewność zaczęła wracać do jej spojrzenia. Łzy wyschły; ramiona się wyprostowały. — Jeszcze nie wiem jak, ale pożałuje, że postanowił grać ze mną nieczysto. Myśli, że jestem złamana, że się poddam i pogodzę z tym. Nie zna mnie tak dobrze, jak mu się wydaje.
Irina skinęła z aprobatą, a w jej oczach błyszczała duma.
— Zemsta to danie, które najlepiej smakuje na zimno. A ja z przyjemnością pomogę ci je przygotować. Nikolai nie ma pojęcia, z kim zadarł.
Za oknem deszcz przybrał na sile, bębniąc o szybę, jakby popierał postanowienie sióstr i pieczętował ich cichy pakt przeciw wspólnemu wrogowi.
Sala sądowa, mimo nowoczesnego remontu i klimatyzacji, wydawała się Zoyi duszna i ciasna. Sprawa rozwodowa przebiegła szybko, niemal formalnie — wszystkie kwestie majątkowe zostały wcześniej ustalone. Sędzia ogłosił rozwiązanie małżeństwa.
Nikolai, stojący dwa metry dalej, nie okazał żadnych emocji. Gdy tylko formalności się zakończyły, wyjął telefon i, ignorując byłą żonę, wybrał numer.
— Halo, Viktor? Tak, gotowe — powiedział Nikolai pewnym, biznesowym tonem, jakby właśnie zamknął udaną transakcję, a nie przekreślił siedem lat wspólnego życia. — Porozmawiajmy o warunkach z Alpha-Trade. Myślę, że możemy podnieść stawkę o dziesięć procent…
Zoya słuchała tego, wkładając papiery do torebki. Gdy Nikolai zauważył jej spojrzenie, zakrył mikrofon dłonią.
— No i? Wszyscy zadowoleni? Ty dostałaś mieszkanie i samochód, ja dostałem biznes. Wydaje mi się, że to sprawiedliwe — powiedział bez śladu ironii, naprawdę wierząc, że podział był równy.
— Widzę, że jesteś zadowolony — odpowiedziała sucho Zoya, zapinając torebkę. — Mam nadzieję, że nie zapomniałeś, że należy mi się odprawa. Pracowałam w firmie od samego początku.
Nikolai zawahał się przez sekundę, po czym pokręcił głową.
— Zoya, rozumiesz przecież, że nie będziesz już u mnie pracować — powiedział cicho, niemal protekcjonalnie. — Dlaczego miałbym wypłacać ci odprawę? Otrzymałaś więcej niż wystarczającą rekompensatę.
— Zgodnie z prawem mi się należy — nalegała Zoya. — Nie proszę o jałmużnę. Tylko o to, do czego mam prawo.
— Nie należy ci się nic ponad to, co już otrzymałaś — Nikolai przeszedł na biznesowy ton. — Odeszłaś z własnej woli, nie z powodu redukcji etatu. Żadnej odprawy.
Zoya patrzyła na tego mężczyznę — swojego męża przez siedem lat — i nie poznawała go. Czarny garnitur, fryzura, zimne wyrachowane spojrzenie. Czy naprawdę dzieliła z tym obcym człowiekiem łóżko, marzenia i plany?
— Czyli to wszystko? — zapytała cicho.
— Dokładnie — Nikolai znów podniósł telefon do ucha. — Biznes to biznes. Nic osobistego.
Zoya odwróciła się na pięcie i wyszła. Każdy krok po marmurowej posadzce odbijał się echem w jej głowie, przypominając jej, jak łatwo pozwoliła się oszukać. Plan odwetu dopiero zaczynał nabierać kształtów, ale już wiedziała jedno: Nikolai pożałuje dnia, w którym postanowił ją zdradzić.
Olga Dmitrievna zaparzyła ziołową herbatę, co chwilę zerkając na córkę. Zoya siedziała, obejmując ramiona, i patrzyła na deszczową panoramę Moskwy. Przez tydzień po rozwodzie prawie nie wychodziła z domu.
— Napij się miętowej herbaty — powiedziała łagodnie matka, stawiając przed nią parującą filiżankę. — Uspokoi ci nerwy.
Zoya objęła filiżankę dłońmi, ale nie upiła ani łyka.
— Mamo, nie mogę przestać myśleć o tym, jak mnie oszukał. Wszystko było zaplanowane. Czekał, aż przepiszę na niego udział w firmie, a potem… jak nożem w serce.
Matka usiadła obok niej.
— Wiesz, życie przynosi różne rzeczy. Zdrady, rozczarowania. Kiedy rozwiodłam się z twoim ojcem, myślałam, że świat się skończył…
— To co innego, mamo — Zoya gwałtownie się odwróciła. — Tata nie ukradł ci biznesu. Przez miesiące Nikolai nalegał, żebym przerejestrowała dokumenty, mówił o optymalizacji podatkowej i ochronie przed przejęciem, obiecywał, że to tylko formalność. A kiedy dostał to, czego chciał… — Zoya zacisnęła pięści. — Niczego nie podejrzewałam. Siedem lat razem, siedem lat mu ufałam…
— Jesteś młoda, piękna, mądra. Zaczniesz od nowa. Życie się tu nie kończy.
— Nie o to chodzi — upierała się Zoya. — Nie mogę wybaczyć podłości. Zabrał to, co stworzyliśmy razem. Zabrał część mojego życia — mojej duszy.
— Pomyślałaś, że zemsta tylko przedłuży twój ból? — zapytała cicho matka. — Za każdym razem, gdy będziesz planować odwet, znów będziesz przeżywać tę traumę.
Zoya spuściła głowę, a ciemne włosy zasłoniły jej twarz.
— Muszę przywrócić sprawiedliwość.
— Sprawiedliwość i zemsta to dwie różne rzeczy, kochanie. Jedna leczy, druga okalecza. Odpuść. Zapomnij o nim. Zacznij od nowa. Nadal masz mieszkanie i samochód — wiele osób może tylko marzyć o takim starcie.
— Brzmisz dokładnie jak Irina — powiedziała Zoya z gorzkim uśmiechem.
— Twoja siostra zawsze była praktyczna — matka skinęła głową. — I w tym przypadku się z nią zgadzam. Zemścić się to zatruć samą siebie. Zapomnieć i iść dalej — to prawdziwe zwycięstwo.
Zoya milczała, mieszając herbatę. Ale w głębi duszy już wiedziała: zapomnienie i wybaczenie nie były dla niej. Taka zdrada nie mogła pozostać bez kary.
Minęły trzy miesiące. Był zaskakująco ciepły wrześniowy poranek. Zoya właśnie wyszła spod prysznica, gdy zadzwonił telefon. Spojrzała na ekran i skrzywiła się — Nikolai. Trzeci telefon w tym tygodniu.
— Czego chcesz? — zapytała chłodno, odbierając.
— Dzień dobry — głos Nikolai brzmiał rzeczowo, jakby nie było ani zdrady, ani rozwodu. — Chciałem porozmawiać o samochodzie.
— O jakim samochodzie? BMW zostaje przy mnie zgodnie z decyzją sądu — odparła Zoya.
— Widzisz, ponownie przeanalizowałem finansową stronę naszego rozwodu — powiedział tonem menedżera. — Samochód został kupiony w trakcie małżeństwa ze wspólnych środków. Przysługuje mi rekompensata w wysokości połowy jego wartości.
Zoya była tak zaskoczona, że usiadła na brzegu łóżka.
— Oszalałeś? Wszystko omówiliśmy przed sądem. Ty dostałeś biznes, ja mieszkanie i samochód. Sam na to nalegałeś!
— Okoliczności się zmieniają — powiedział spokojnie Nikolai. — Skonsultowałem się z prawnikami. Uważają, że należy mi się odszkodowanie.
— Twoi prawnicy mogą uważać, co chcą. Sąd już wydał decyzję. Zrzekłeś się jakichkolwiek roszczeń do samochodu i mieszkania.
— Są sposoby, żeby doprowadzić do ponownego rozpatrzenia decyzji. Proponuję polubowne rozwiązanie. Przelej mi połowę rynkowej wartości BMW i zamkniemy sprawę.
— Jesteś niewiarygodny — syknęła Zoya. — Najpierw podstępem zabrałeś mi biznes, a teraz chcesz samochód? Zapomnij. I więcej do mnie nie dzwoń.
Rozłączyła się. Ból dopiero zaczynał ustępować — a on znów wdzierał się do jej życia z nowymi żądaniami.
Dwa dni później telefon zadzwonił ponownie, gdy Zoya wracała z rozmowy kwalifikacyjnej.
— Myślę, że zachowujesz się nierozsądnie — zaczął Nikolai bez powitania. — Jeśli sprawa trafi do ponownego rozpatrzenia, będziesz musiała wynająć adwokata — czas, nerwy. Czy nie łatwiej załatwić to po dobroci?
— „Po dobroci”? — Zoya zaśmiała się. — Czy to było „po dobroci”, kiedy zabrałeś mi biznes? Przestań do mnie dzwonić. Nie chcę z tobą rozmawiać.
Telefony stały się przerażająco regularne — dwa, czasem trzy razy w tygodniu. Nikolai metodycznie domagał się rekompensaty, groził pozwami, przypominał o swoich kontaktach.
A potem do oblężenia dołączyła jego matka.
— Zoya, kochanie, tu Veronika Artyomovna — odezwał się miodowy głos. — Porozmawiajmy o tym, jak potraktowałaś mojego syna.
— Pani żartuje? Pani syn podstępem zabrał mi biznes i wyrzucił mnie ze swojego życia.
— Nie przesadzaj, kochanie — przeciągnęła kobieta. — Jakie „wyrzucił”? Masz piękne mieszkanie i drogi samochód. Bardzo sprytnie to rozegrałaś, zgarnęłaś najlepsze kąski. A mój biedny Kolya został tylko z jakimiś papierami — jakimś niezrozumiałym biznesem…
Cynizm był oszałamiający — matka i syn zdawali się żyć w alternatywnej rzeczywistości, w której to oni byli ofiarami, a nie drapieżnikami.
— Wie pani co — powiedziała w końcu Zoya, ledwo się powstrzymując — proszę przekazać swojemu „biednemu chłopcu”, że jeśli jeszcze raz zadzwoni do mnie z żądaniem pieniędzy, pójdę na policję i zgłoszę wymuszenie.
— Och, teraz nam grozisz! — oburzyła się była teściowa. — Chcieliśmy załatwić to polubownie…
Zoya rozłączyła się. Godzinę później kobieta zadzwoniła z innego numeru. Zoya zablokowała i ten. Do wieczora zablokowała jeszcze trzy nieznane numery — za każdym razem była to uporczywa była teściowa.
Oblężenie trwało tydzień po tygodniu. Telefony rano i późno w nocy. Jeśli Zoya nie odbierała, przychodziły wiadomości — groźby, przymilanie się, bezpośrednie żądania pieniędzy. Nie potrafiła powiedzieć, czy Nikolai i jego matka kierowali się chciwością, czy potrzebą dalszego kontrolowania jej nawet po rozwodzie.
— Chcą wojny? — wyszeptała do pustego mieszkania. — Dostaną ją.
Zoya otworzyła laptopa i napisała do siostry: „Irina, pamiętasz rozmowę o zemście podawanej na zimno? Jestem gotowa. Kiedy się spotykamy?”
Odpowiedź przyszła niemal natychmiast: „Jutro, 19:00, u mnie. Wiedziałam, że ten dzień nadejdzie. Wszystko będzie dobrze, siostrzyczko. Pożałują, że z nami zadarli.”
Etap ofiary dobiegł końca. Teraz przyszła kolej na jej ruch.
Dwa miesiące później, gdy psychologiczne ataki ze strony byłego męża i jego matki stały się nieustanne, do Zoyi zadzwonił Timur. W czasach studenckich był najlepszym przyjacielem Nikolai, ale po rozwodzie utrzymał dobre relacje z Zoyą.
— Słyszałaś nowiny? — zapytał po krótkim powitaniu.
— Jakie nowiny?
— Kolya się żeni. W ten piątek w Urzędzie Stanu Cywilnego Griboedovsky.
Coś ścisnęło ją w środku. Nie zazdrość — raczej zaskoczenie i oburzenie. Trzy miesiące po rozwodzie i już się żeni?
— Z kim? — zdołała zapytać.
— Z Galiną. Chyba razem pracują. Albo pracowali — nie jestem do końca pewien…
— Galina? — Zoya zmarszczyła brwi. — Nigdy o niej nie słyszałam. Zaczął się z nią spotykać zaraz po naszym rozwodzie?
Timur milczał przez kilka sekund.
— Nie chcę cię denerwować, ale… z tego, co widziałem, są razem od około roku. Może trochę krócej.
Zoya powoli wyprostowała się na krześle. Rok? Czyli kiedy nadal była żoną Nikolai, on już…
— Jesteś pewien?
— Nie do końca. Po prostu widziałem ich razem kilka razy zeszłej jesieni. Zachowywali się… no, nie jak koledzy z pracy.
Czyli kiedy ona harowała nad ich biznesem, jej mąż nie tylko planował go przejąć, ale też miał romans.
— Jesteś tam? — zapytał zaniepokojony Timur.
— Tak — powiedziała w końcu. — Dzięki za informację, Tim. Życzę Nikolai szczęścia w życiu osobistym.
— Naprawdę? — zabrzmiał zaskoczony. — Myślałem, że będziesz…
— Zła? Jestem zła przez cały czas od rozwodu. Nie zostały mi już żadne emocje do niego.
— To dobrze — powiedział z ulgą. — Jeśli chcesz, możesz sama mu pogratulować. Ceremonia jest w piątek o piętnastej. Wynajęli białą limuzynę — bardzo efektownie. Veronika Artyomovna organizowała wszystko, jakby był księciem.
— Może rzeczywiście mu pogratuluję — powiedziała Zoya z namysłem. — To byłoby cywilizowane, prawda?
Po rozmowie długo siedziała, patrząc przed siebie. Potem zdecydowanie wybrała numer siostry.
— Ira, myślę, że pora podać zimne danie.
W piątek Urząd Stanu Cywilnego Griboedovsky przy ulicy Bukhvostova był udekorowany jaskrawymi ozdobami. Przy wejściu stała biała limuzyna i kilka luksusowych samochodów ze złotymi obrączkami na maskach. Na schodach tłoczyli się goście w odświętnych strojach — przyjaciele pary, krewni, koledzy z pracy. W centrum uwagi była oczywiście Veronika Artyomovna w liliowej sukni i fantazyjnym kapeluszu ozdobionym sztucznymi kwiatami.
Zoya obserwowała wszystko z taksówki zaparkowanej po drugiej stronie ulicy. Wygładziła ciemne włosy i przesunęła palcami po dopasowanej szafirowej sukience.
— Jesteś pewna, że chcesz to zrobić? — zapytała Irina, siedząc obok niej. — Nie jest za późno, żeby zmienić zdanie.
— Czy chcę pokazać Nikolai, jak bardzo się pomylił, kiedy postanowił grać ze mną w swoje gierki? Tak. Bardzo — Zoya wzięła głęboki oddech. — Nie zapomni tej lekcji.
— Więc zrób to — Irina ścisnęła jej dłoń. — Będę blisko.
Zoya zapłaciła kierowcy, wysiadła i wyprostowała ramiona, ruszając w stronę urzędu. Szła powoli, z gracją, jakby niosła jakiś cenny ładunek. Kilkoro gości odwróciło się, by na nią spojrzeć — było jasne, że nie ma jej na liście zaproszonych.
Nikolai stał na schodach wśród przyjaciół, śmiejąc się z czyjegoś żartu. Wyglądał elegancko w jasnoszarym garniturze z butonierką. Obok niego stała drobna blondynka w białej sukni — najwyraźniej Galina.
Nie zauważyli Zoyi od razu. Pierwsza zobaczyła ją Veronika Artyomovna, która pobladła i chwyciła się za serce, szepcząc coś do stojących obok pań. Potem odwrócił się Nikolai. Przez jego twarz przemknęła cała gama emocji — od zaskoczenia po ledwo skrywaną pogardę.
— Zoya? — powiedział, gdy podeszła bliżej. — Co ty tu robisz?
— Przyszłam ci pogratulować, Kolya — odpowiedziała spokojnie, uśmiechając się tak uprzejmie, jak on kiedyś w swoim mahoniowym gabinecie. — Czy była żona nie może życzyć byłemu mężowi szczęścia w nowym małżeństwie?
Nikolai wyglądał na zbitego z tropu. Jego wzrok przesunął się po Zoyi i zatrzymał na jej zaokrąglonym brzuchu. Oczy rozszerzyły mu się ze zdumienia.
— Ty… ty… — nie potrafił dokończyć.
— W ciąży? Tak — Zoya położyła dłoń na brzuchu. — Już widać, prawda? Zabawne, że oboje zaczynamy nowe życie.
— Ale jak… kiedy? — Nikolai pobladł.
— Czy to ma znaczenie? — uśmiechnęła się, rozkoszując się jego dezorientacją. — Ważne, że dziecko wkrótce się urodzi. I oczywiście będziesz musiał płacić alimenty. Niemałe, biorąc pod uwagę wielkość twojego biznesu. A raczej naszego byłego biznesu.
Zobaczyła, jak drgnął mu mięsień na policzku. Zrobił krok w jej stronę, ale Zoya już odwróciła się do panny młodej.
— A ty musisz być Galina. Miło mi cię poznać — Zoya podała rękę oszołomionej młodej kobiecie. — Mam nadzieję, że uczynisz Nikolai szczęśliwym.
Galina mechanicznie uścisnęła jej dłoń, a jej oczy przeskakiwały między brzuchem Zoyi a twarzą Nikolai.
Zoya pochyliła się bliżej i, upewniając się, że Nikolai stojący pół metra dalej jest zajęty paniką, szepnęła:
— Dziecko ma prawie pięć miesięcy. Wyobraź sobie — całkiem spora niespodzianka dla nas obojga.
Oczy Galiny zrobiły się ogromne. Umiała liczyć — pięć miesięcy temu Zoya i Nikolai byli już po rozwodzie. To znaczyło, że jej narzeczony po rozwodzie…
— Co jej powiedziałaś? — warknął Nikolai, podchodząc bliżej.
— Tylko życzyłam jej szczęścia — Zoya uśmiechnęła się niewinnie. — Nie martw się, nie przyszłam zrujnować waszego święta. Chciałam tylko, żebyś wiedział. Moi prawnicy skontaktują się z tobą w sprawie alimentów.
Galina cofnęła się, a jej twarz wykrzywiły ból i rozczarowanie.
— Kolya, musimy… porozmawiać. Teraz — syknęła.
— Galya, to… jakieś nieporozumienie — jąkał się Nikolai, gorączkowo przenosząc wzrok z narzeczonej na byłą żonę.
— Nie będę wam przeszkadzać — powiedziała słodko Zoya. — Życzę wam szczęśliwego życia małżeńskiego. I Nikolai, nie zapomnij o alimentach. Czy ci się to podoba, czy nie, zostaniesz ojcem.
Zoya odeszła ulicą, nie oglądając się za siebie, czując każdym nerwem chaos, który po sobie zostawiła. Wiatr szarpał jej włosy, a słońce odbijało się w jej zadowolonym uśmiechu. Hałas przy urzędzie narastał — głosy stawały się coraz głośniejsze, coraz bardziej histeryczne.
— Czyli całe to gadanie o wierności i wartościach rodzinnych było kłamstwem? — krzyczała Galina. — Zdradzałeś mnie z byłą żoną?
— Galya, posłuchaj — to nic, nieporozumienie — Nikolai próbował chwycić ją za rękę, ale wyrwała ją, jakby się oparzyła. — Ona to wymyśliła, to zemsta!
— Zemsta? — Galina zaśmiała się gorzko. — Ona jest wyraźnie w ciąży, Kolya! Czy uważasz mnie za kompletną idiotkę?
— Przysięgam, po rozwodzie nic między nami nie było! — Nikolai wyglądał na całkowicie zagubionego; jego pewna siebie fasada rozpadała się na kawałki.
— Nie chcę słuchać twoich wymówek! — Galina zerwała welon i rzuciła go na ziemię. — Nie będzie ślubu. Ani dziś, ani nigdy.
— Galya, posłuchaj… — Zrobił krok w jej stronę, ale ona już zbiegała po schodach, niezgrabnie zbierając obszerną białą suknię.
Zatrzymała się przy białej limuzynie, odwróciła i głośno oznajmiła zebranym gościom:
— Wybaczcie wszyscy, ale dziś nie zostanę żoną. Są rzeczy, których nie da się wybaczyć.
Powiedziała coś szybko do kierowcy i minutę później siedziała już na tylnym siedzeniu. Limuzyna ruszyła, zabierając niedoszłą pannę młodą.
Veronika Artyomovna, która do tej pory stała oszołomiona, rzuciła się do syna.
— Kolya, zrób coś! Zatrzymaj ją!
Ale było już za późno. Limuzyna rozpłynęła się w ruchu ulicznym, zostawiając Nikolai na schodach pośród spojrzeń i szeptów gości. Jego matka krzątała się, próbując ratować sytuację, ale nawet ona rozumiała — ślubu nie będzie.
Wieczór zapadł nad Moskwą, przynosząc chłód i cień. W swoim mieszkaniu przy Prospekcie Kutuzowskim Veronika Artyomovna krążyła po salonie. Nikolai siedział w fotelu, opierając ręce na podłokietnikach i ściskając w dłoni do połowy opróżnioną szklankę.
— Wyjaśnij mi, Kolya, jak pozwoliłeś swojej byłej zrujnować ci ślub? — matka w końcu wybuchła. — Jak mogłeś tak bardzo się pomylić?
— Nie pomyliłem się. Przyszła bez zaproszenia, bez ostrzeżenia. Co miałem zrobić, wyrzucić ją?
— Powinieneś był! — krzyknęła matka. — Popatrz, co się stało! Pojawiła się z tym… — kobieta machnęła ręką w stronę własnego brzucha — i w pięć minut zniszczyła wszystko, co tak starannie planowaliśmy!
— Nie wiem, czyje to dziecko — powiedział ponuro Nikolai. — Chociaż może…
— I nie powiedziałeś mi? Och, Kolya, zawsze byłeś bystrym chłopcem, ale czasami… — Pokręciła głową. — Jak zamierzasz się z tego wyplątać? Sala bankietowa, fotografowie, kamerzyści, samochody… To setki tysięcy rubli!
— Dokładnie półtora miliona — powiedział ponuro Nikolai. — Plus kredyt na taką samą kwotę na podróż poślubną i prezenty dla Galiny.
— Mój Boże! — Veronika opadła na sofę. — I co teraz? Pieniądze przepadły?
— Nie wiem, mamo — Nikolai dopił whisky i z hukiem odstawił szklankę.
Coś — instynkt albo zwykły strach — podpowiadało mu, że to nie będzie proste.
Nalał sobie kolejny drink. Nie musiał się spieszyć. Nie miał dokąd iść — Galina zapewne już zabrała swoje rzeczy. A co do strat związanych ze ślubem… półtora miliona to dużo, ale nie śmiertelnie dużo.
Próbował się uspokoić i myśleć racjonalnie, tak jak w biznesie. Potrzebował planu.
Spojrzał na telefon i wybrał numer Galiny. Sygnał dzwonił w pustkę — nie odebrała. Cóż, tego należało się spodziewać. Spróbuje jutro. Albo pojutrze. Albo za tydzień. Byli razem prawie rok — z pewnością da mu szansę wszystko wyjaśnić?
Nikolai zamknął oczy i uświadomił sobie, że stracił kontrolę. On, który szczycił się tym, że potrafi przewidywać kilka ruchów naprzód, był bezradny. I w głębi duszy rozumiał — dokładnie tak miało być. Zoya uderzyła tam, gdzie był najbardziej bezbronny: w jego pewność własnej nieomylności.
Następnego ranka zadzwonił dzwonek do drzwi — natarczywie i ostro. Zoya, która właśnie zrobiła kawę, drgnęła. Irina, siedząca przy kuchennym stole, spojrzała na nią pytająco.
— Kto przychodzi w niedzielę o dziewiątej? — wyszeptała Irina.
Zoya zajrzała przez wizjer i ledwo stłumiła okrzyk.
— Veronika Artyomovna we własnej osobie — wyszeptała. — Szybko, podaj mi poduszkę z kanapy!
Irina zerwała się i po kilku sekundach podała jej dekoracyjną poduszkę z frędzlami.
— Będę w sypialni — mruknęła. — Krzycz, jeśli będziesz mnie potrzebować.
Zoya wsunęła poduszkę pod jedwabną bluzkę, udając zaokrąglony brzuch, i dopiero wtedy otworzyła drzwi.
— Dzień dobry, Veroniko Artyomovno — powiedziała z udawanym zaskoczeniem. — Co za niespodziewana wizyta. Czemu zawdzięczam ten zaszczyt tak wcześnie rano?
Była teściowa obrzuciła Zoyę zimnym spojrzeniem, zatrzymując wzrok na jej „brzuchu”.
— Mogę wejść?
— Oczywiście — Zoya odsunęła się. — Kawy? Herbaty?
— Bez uprzejmości — warknęła kobieta, wchodząc do salonu. Została na środku pokoju, nie zdejmując płaszcza ani nie siadając. — Przyszłam porozmawiać o twoim wczorajszym numerze.
— Jeśli ma pani na myśli moją wizytę w urzędzie, przyszłam tylko pogratulować Nikolai nowego małżeństwa. Czy jest w tym coś złego?
— Nie udawaj głupiej! Przyszłaś wszystko zrujnować! Celowo, żeby rozwalić ślub Koli!
— Nie rozumiem pani oburzenia — Zoya zachowała spokojny wyraz twarzy, choć wspomnienia nocnych telefonów tej kobiety gotowały ją od środka. — Przyszła matka ma prawo poinformować ojca o ciąży. Czy uważa pani, że Nikolai nie powinien wiedzieć, że zostanie ojcem?
— Och, daruj sobie! Mogłaś zadzwonić, napisać list, umówić spotkanie! Po co wdzierałaś się na ślub? Doskonale wiedziałaś, że go zrujnujesz!
— Ciekawe słyszeć o przyzwoitości od osoby, która przez miesiące nękała mnie, żądając pieniędzy za samochód, który prawnie należy do mnie. Dręczyła mnie pani dniem i nocą, groziła mi. A teraz mówi pani o przyzwoitości?
Na moment Veronika się zmieszała, ale szybko odzyskała panowanie nad sobą.
— Broniłam interesów prawnych Koli.
— Prawnych? — Zoya uśmiechnęła się gorzko. — Po tym, jak pani syn podstępem zabrał mi biznes, który budowaliśmy razem? Po tym, jak chłodno wyrzucił mnie ze swojego życia, kiedy dostał to, czego chciał?
Coś mignęło w oczach starszej kobiety — może chwilowe ukłucie winy — ale natychmiast to zdusiła.
— Rozumiem twoje uczucia — powiedziała nagle, przyjmując niemal współczujący ton. — Rozwód zawsze boli. Zwłaszcza gdy inicjuje go druga strona. Ale to nie powód, by niszczyć nowe życie Koli.
— Jakie wzruszające — powiedziała sarkastycznie Zoya. — Gdzie było to zrozumienie, kiedy dzwoniła pani do mnie nocą po pieniądze? Gdzie było, kiedy pani syn zabrał dzieło mojego życia?
— Posłuchaj — Veronika niespodziewanie usiadła naprzeciwko niej. — Odłóżmy emocje na bok. Nikolai nie odmówiłby alimentów, gdybyś powiedziała mu prywatnie. Po co ten spektakl?
Zoya milczała, nie zamierzając ulżyć jej sumieniu wyznaniem prawdy.
— A poza tym — Veronika zmrużyła oczy — skąd mamy wiedzieć, że dziecko jest Koli? Mogłaś zajść w ciążę z kimkolwiek po rozwodzie.
Zoya tego się nie spodziewała. Czy ta kobieta naprawdę wierzyła, że nosi dziecko innego mężczyzny i próbuje przypisać je Nikolai?
— Test DNA wszystko rozstrzygnie — odpowiedziała chłodno Zoya. — Ale nie musi pani wątpić: ojcem jest Nikolai. Jeśli będzie trzeba, udowodnię to.
— Dobry Boże — mruknęła kobieta. — Co za bałagan. Kolya dopiero zaczynał nowe życie, a ty pojawiasz się… z tym.
Zoya wstała.
— Widzę, że rozmowa z panią nie ma sensu.
— Jesteś rozgoryczona i nastawiona na zemstę. Ale pamiętaj…
Nie dokończyła, zerwała się i ruszyła do drzwi. Gdy trzasnęły za nią, Zoya wypuściła powietrze i opadła na fotel. Dopiero teraz zdała sobie sprawę, jak mocno wali jej serce.
Irina wyjrzała z sypialni.
— Poszła? — wyszeptała, choć nie było już potrzeby szeptać.
— Tak — Zoya skinęła głową, wyciągając poduszkę spod bluzki. — I myślę, że właśnie zagwarantowałam sobie jeszcze kilka miesięcy telefonicznego terroru.
Irina wyszła i usiadła obok niej.
— Może posunęłaś się za daleko? — zapytała ostrożnie, patrząc, jak Zoya odrzuca poduszkę na bok. — Mam na myśli… podtrzymywanie tego kłamstwa o ciąży…
— Szczerze? Sama już nie wiem. Ale gniew na Nikolai wcale nie zniknął. To drań, Ira. Prawdziwy drań. I to nie moja wina, że jest tak głupi, że zapomniał liczyć — kiedy ostatnio dzielił ze mną łóżko.
— A Galina? Nie jest ci jej żal?
Zoya zaśmiała się, ale w tym śmiechu nie było radości.
— Galina? Sama się ukarała. Najzabawniejsze jest to, że przeniosła na mnie to, co sama robiła — miała romans z żonatym mężczyzną — a potem obraziła się, kiedy uznała, że on zdradza ją ze mną. Wyobraź sobie: już czuje się skrzywdzoną żoną, chociaż nigdy nią nie została!
Minęło pół roku.
Mroźne grudniowe powietrze szczypało w twarz, ale Zoya nie spieszyła się z zakładaniem szalika. Po dusznym centrum handlowym świeży chłód wydawał się błogosławieństwem. Szła powoli ośnieżoną alejką, ciesząc się ciszą i pięknem zimowego parku, gdy przed sobą dostrzegła znajomy profil.
Nikolai początkowo jej nie zauważył. Stał przy oblodzonej fontannie, patrząc gdzieś w dal, i dopiero gdy Zoya znalazła się kilka metrów od niego, drgnął i odwrócił się.
— Zoya?
— Witaj, Nikolai — odpowiedziała spokojnie, zatrzymując się w bezpiecznej odległości.
Przez chwilę przyglądali się sobie w milczeniu.
— Jak się masz… jak wy się macie… — wykonał niejasny gest, unikając patrzenia na jej brzuch pod luźnym płaszczem.
— Jeśli masz na myśli moją nieistniejącą ciążę, możesz mówić wprost — Zoya uśmiechnęła się z lekką ironią.
Zmarszczył brwi, po czym zapytał bez ogródek:
— Już urodziłaś?
— A jak twoja kochanka Galina? — odparła pytaniem Zoya. — Przełożyliście ślub czy odwołaliście go na dobre?
Nikolai skrzywił się.
— Galina wyszła za mąż tydzień temu — powiedział po chwili. — Nie za mnie.
— Doprawdy? Szybko ostygła jej namiętność. Czyli od początku nie było tam żadnej miłości?
Spojrzał na nią ciężko.
— Nie triumfuj. Po tej scenie w urzędzie nie chciała mnie widzieć. Próbowałem wyjaśnić, ale nie słuchała.
— Co za tragedia — Zoya pokręciła głową bez cienia współczucia. — Ale ja nie triumfuję, Kolya. Naprawdę nic mnie to nie obchodzi.
Przestąpił z nogi na nogę, drżąc z zimna.
— Więc… chłopiec czy dziewczynka?
Zoya patrzyła na niego przez dłuższą chwilę. W jego oczach dostrzegła niepokój i prawdziwą ciekawość. „Ciekawe” — pomyślała. „On naprawdę wierzy, że urodziłam jego dziecko, czy udaje głupiego?”
— Nie urodziłam — powiedziała w końcu.
Mrugnął.
— Co się stało? Poronienie?
— Nic się nie stało — Zoya wzruszyła ramionami. — Nie byłam w ciąży.
Przez kilka sekund Nikolai stał jak skamieniały. Potem jego twarz wykrzywiła wściekłość.
— Co?! — niemal krzyknął, sprawiając, że przechodząca para odwróciła głowy. — Ty… ty to wszystko wymyśliłaś? Celowo? Ty… ty…
— Okłamałam cię? — dokończyła spokojnie Zoya. — Tak, Kolya. Skłamałam. Myślisz, że tylko ty potrafisz grać w takie gry?
— Zrujnowałaś mój ślub! Masz pojęcie, co zrobiłaś?
Zoya zaśmiała się — jasno i szczerze, niemal z dziecięcą radością.
— Spójrz, kto mówi o oszustwie! Byłeś żonaty i miałeś kochankę, a jednocześnie namawiałeś mnie, żebym przepisała na ciebie swój udział w biznesie. Mówiłeś o naszej przyszłości, a już planowałeś rozwód. I gdy tylko dostałeś papiery, złożyłeś pozew! Tak bezczelnie, tak bezwstydnie.
— To co innego — wycedził Nikolai.
— Oczywiście, że co innego! — oczy Zoyi błysnęły. — Ty planowałeś swoje oszustwo latami. Ja… ja po prostu przyszłam do urzędu i powiedziałam prawdę o twojej niewierności. Jedyną rzeczą, w której skłamałam, była ciąża. Ale gdybyś miał choć pół mózgu, zorientowałbyś się, że nie mogę być w ciąży. Ostatni raz spaliśmy razem siedem miesięcy temu! Czy już pomyliłeś mnie ze swoją kochanką i straciłeś rachubę?
Nikolai pociemniał na twarzy z wściekłości.
— Zniszczyłaś mój ślub! Wiesz, ile straciłem? Półtora miliona za odwołany bankiet! I drugie tyle za zmarnowaną podróż poślubną!
— A ty wiesz, ile ja straciłam, kiedy zabrałeś mi biznes? — zapytała cicho Zoya. — Nie tylko pieniądze — część mojego życia, moją przyszłość, moją niezależność. Wszystko, co naprawdę miało dla mnie znaczenie.
— To był nasz wspólny biznes, a ja zawsze byłem jego mózgiem — odruchowo powtórzył swój stary argument.
— A ja byłam jego sercem i duszą — odparła Zoya. — I wiesz co? Biznes nie może żyć bez serca. Umiera — powoli, ale nieuchronnie.
Odwróciła się, by odejść, lecz zatrzymała się i dodała:
— Jesteś nikim, Nikolai. Nie dlatego, że mnie oszukałeś — ludzie oszukują się nawzajem cały czas. Ale dlatego, że nadal nie rozumiesz, co zrobiłeś źle.
Odeszła, nie oglądając się za siebie, zostawiając go przy zamarzniętej fontannie. Dopiero gdy zniknęła za zakrętem, Nikolai oprzytomniał i uderzył pięścią w kamienny brzeg fontanny. Ból go otrzeźwił, ale nie przyniósł ulgi.
Jak na zawołanie zadzwonił jego telefon. Na ekranie pojawiło się imię sekretarki.
— Tak, Marina? Co się stało? — zapytał zmęczonym głosem.
— Nikolai Pietrowiczu, przyszli Ruslan Novikov i Alina Morozova — powiedziała zakłopotana. — Oni… złożyli wypowiedzenia.
Nikolai zamknął oczy.
— Podali powód?
— Novikov powiedział, że zaproponowano mu lepsze warunki. Morozova… powiedziała, że nie wierzy już w przyszłość firmy.
Rozłączył się bez pożegnania. Byli dwudziestym i dwudziestym pierwszym pracownikiem, którzy odeszli w ciągu ostatnich sześciu miesięcy. Kiedyś było ich pięćdziesięciu; teraz zostało mniej niż trzydziestu. I z każdym miesiącem było coraz gorzej.
Przypomniał sobie wykres, który kiedyś stworzyła Zoya — „punkt bez powrotu”, jak go nazywała — moment, w którym firma nieuchronnie upadnie i będzie potrzebować dziesiątek milionów, by ją ożywić. Wtedy śmiał się z jej „amatorskich prognoz”. Teraz każdy dzień udowadniał, że miała rację — firma systematycznie zmierzała do tego punktu.
— Suka! — zaklął w zimne powietrze. — Przeklęta suka! Robi to specjalnie, niszczy mój biznes!
Ale w głębi duszy wiedział, że Zoya nic nie robiła — po prostu przestała trzymać w całości to, co przez lata istniało dzięki jej entuzjazmowi, relacjom z partnerami i pracownikami. Znała biznes od środka; czuła go. A Nikolai, mimo całego analitycznego umysłu, nie miał tego zrozumienia.
— Jak poszło spotkanie z byłym? — Irina podała siostrze papierowy kubek z gorącym grzanym winem.
Spacerowały przedświątecznym Arbatem, ciesząc się świątecznymi wystawami i migoczącymi światłami.
— Wygląda fatalnie — Zoya upiła mały łyk pachnącego napoju. — Biznes prawdopodobnie sypie się szybciej, niż się spodziewałam.
— I nie jest ci go żal? — zapytała ostrożnie Irina.
Zoya zamyśliła się na chwilę.
— Wiesz, myślałam, że widok jego cierpienia da mi satysfakcję. Ale właściwie… nic nie czuję. Ani radości, ani litości. Tylko… pustkę.
— To dobry znak — Irina ścisnęła jej dłoń. — To znaczy, że naprawdę go puściłaś. Wszystkie te uczucia — złość, ból, pragnienie zemsty — trzymały cię przywiązaną do przeszłości. Teraz jesteś wolna.
Telefon Zoyi zawibrował. Wyjęła go z kieszeni i uśmiechnęła się na widok imienia na ekranie.
— Sergey! — odebrała, a jej głos od razu stał się cieplejszy. — Cześć!
— Cześć, Zoya — odezwał się męski głos. — Pomyślałem… mam bilety na nowy film, seans wieczorny. Pójdziesz ze mną?
— Nie jestem teraz sama — powiedziała, zerkając na siostrę.
— Zabierz też siostrę! — zaproponował Sergey. — Są jeszcze miejsca — zarezerwowałem cały rząd, na wszelki wypadek.
Zoya zaśmiała się.
— Rozrzutnik! Dobrze, przyjdziemy. O której się zaczyna?
— O siódmej. Ale lepiej bądźcie o wpół do siódmej — będę czekał przy wejściu.
Zoya rozłączyła się i uśmiechnęła do Iriny.
— Zaproszono nas do kina. Idziemy?
— A kim jest Sergey? — zapytała Irina z błyskiem w oczach. — Nic mi o nim nie mówiłaś.
— Ten z naszej firmy, pamiętasz, wspominałam o nim? Szef działu IT. Odszedł w drugim tygodniu po moim odejściu i zabrał ze sobą połowę zespołu technicznego.
— Och, wasz wspólny spisek przeciw Nikolai! — Irina mrugnęła.
— To nie spisek — powiedziała Zoya. — Po prostu ludzie, którzy mnie cenili i wyciągnęli właściwe wnioski.
Przyspieszyły kroku — do seansu zostało już niewiele czasu.