Moja teściowa była pewna, że po rozwodzie nadal będę ją wspierać ze strachu, ale nie miała pojęcia, co dla niej szykowałam.
Anna patrzyła na starszą kobietę stojącą przed jej drzwiami z walizką i z trudem wierzyła własnym oczom. Galina Siergiejewna, jej była teściowa, wyglądała tak, jakby po prostu przyszła na herbatę do starej przyjaciółki.
— Anieczko, kochanie — powiedziała łagodnie — naprawdę nie mam dokąd pójść. Mój Sierioża sprowadził do siebie tę… jak jej tam… Nataszę. A ja nie chcę przeszkadzać młodym, rozumiesz? Niech budują swoją miłość. Ale ja w moim wieku — dokąd mam pójść? Pozwolisz mi trochę u ciebie zostać?
Anna bez słowa odsunęła się i wpuściła ją do środka. Co mogła powiedzieć? Wyrzucić na ulicę sześćdziesięcioletnią kobietę? Tak, rozwód był bolesny. Tak, Siergiej okazał się prawdziwym „darem od losu” — po dziesięciu latach małżeństwa nagle „przejrzał na oczy” w ramionach dwudziestosiedmioletniej koleżanki z pracy. Ale co jego matka była temu winna?
— Galino Siergiejewno — powiedziała spokojnie Anna, zamykając drzwi — przecież ma pani własne mieszkanie. Dlaczego miałaby pani mieszkać u mnie?
— Och, Anieczko — westchnęła teściowa, siadając na kanapie i zdejmując buty — przecież wiesz, jakie moje mieszkanie jest maleńkie. Ciasno, duszno. A tutaj przestronnie, jest świeże powietrze. Sierioża powiedział, że skoro mieszkasz sama w dwupokojowym mieszkaniu, to masz mnóstwo miejsca.
Anna zacisnęła zęby. Oczywiście, że Siergiej tak powiedział. Wygodnie — zamieszkał z nową dziewczyną, a matkę podrzucił byłej żonie. I nikogo nie obchodziło, co czuje Anna.
— Tylko na krótko — powtórzyła Galina Siergiejewna, już rozwiązując szalik. — Tylko dopóki nie uporządkuję swoich spraw.
Przez pierwsze dni Anna znosiła wszystko. Przygotowywała śniadania, kupowała „absolutnie niezbędne” lekarstwa i spokojnie sprzątała po teściowej. Kobieta nie okazała się zbyt porządnym gościem: zostawiała brudne naczynia w zlewie, rozrzucała swoje rzeczy po całym mieszkaniu i do północy oglądała głośne seriale.
— Aniu, kochanie — zaczęła pewnego ranka teściowa — moja emerytura jest właściwie żadna. Mogłabyś dać mi trochę pieniędzy na zakupy? I na te tabletki — ostatnio mam straszne problemy z ciśnieniem.
Anna bez słowa wyjęła portfel i dała jej pięć tysięcy rubli. Potem kolejne trzy tysiące na „cudowny suplement na naczynia krwionośne”. Następnie jeszcze kilka tysięcy na „coś do herbaty”.
— Galino Siergiejewno — zaczęła ostrożnie Anna miesiąc później, kiedy kolejna prośba po raz kolejny niemal opróżniła jej portfel — może powinnyśmy spróbować żyć na miarę naszych możliwości? Nie jestem oligarchą.
Teściowa gwałtownie się odwróciła, a w jej oczach pojawił się znajomy błysk. Anna znała to spojrzenie — oznaczało, że nadciąga burza.
— Co?! — głos Galiny Siergiejewny stał się głośniejszy. — Żyć na miarę naszych możliwości?! Jak śmiesz! Przyjęłam cię do tej rodziny jak własną córkę! Przez dziesięć lat kochałam cię jak córkę! A teraz liczysz każdy grosz, który wydaję?!
— Ja niczego nie liczę, chciałam tylko…
— Co ty możesz wiedzieć o życiu, skoro nawet nie masz dzieci?! — krzyknęła teściowa, wymachując rękami. — Sama wychowałam syna po śmierci męża! Harowałam na trzech etatach! A teraz odmawiasz mi pieniędzy na lekarstwa?! Powiem całemu blokowi, kim naprawdę jesteś! Bezduszna!
Anna milczała.
Tak samo jak następnym razem.
I wtedy, kiedy Galina Siergiejewna urządziła awanturę, bo obiad był „bez smaku”.
Kobieta była prawdziwą mistrzynią histerii: potrafiła krzyczeć godzinami, wciągać w konflikt sąsiadów i oskarżać człowieka o wszystkie możliwe grzechy.
Po kolejnej scenie Anna zadzwoniła do Siergieja.
— Sierioża, przyjedź po swoją matkę.
— Daj spokój, Aniu. Próbuję tutaj ułożyć sobie nowy związek. Mama i tak wariuje przez rozwód. Co, nie możesz jej trochę wytrzymać?
— Nie mogę dłużej poświęcać swoich pieniędzy, nerwów i spokoju.
— Nie dramatyzuj. To starsza kobieta, potrzebuje opieki. Jeśli możesz pomóc, to pomóż.
Połączenie się urwało.
Po prostu się rozłączył.
Anna usiadła w kuchni. Decyzja już zapadła. Galina Siergiejewna zachowywała się tak, jakby to mieszkanie należało do niej, urządzała sceny, wyciągała od Anny pieniądze i była absolutnie przekonana, że ma do tego prawo.
„Myśli, że nadal będę ją utrzymywać, bo się boję. Nie ma pojęcia — mam inne plany” — pomyślała Anna, patrząc na szare podwórko Petersburga.
Następnego ranka, kiedy teściowa poszła do przychodni, Anna zadzwoniła po ślusarza. Zamki zostały wymienione w ciągu godziny.
Tego wieczoru Galina Siergiejewna wróciła ze swojego „spaceru” — lubiła chodzić po sklepach i skarżyć się sprzedawcom na swój nieszczęśliwy los.
Ale tym razem jej klucz nie chciał się przekręcić.
— Aniu! Aniu, otwórz drzwi! — krzyczała, waląc w nie pięściami. — Co to ma być za głupi żart?!
Anna wyszła na klatkę schodową i spokojnie spojrzała na osłupiałą kobietę.
— To nie jest żart, Galino Siergiejewno. Proszę spakować swoje rzeczy — zamówiłam taksówkę.
— Co?! Zwariowałaś?! Dokąd chcesz mnie wyrzucić?!
— Do domu. Do syna. Tam, gdzie pani miejsce.
— Nie mogę! Natasza tam jest!
— A mnie było łatwo? — zapytała spokojnie Anna, obserwując, jak twarz teściowej wykrzywia się ze złości.
— Jak śmiesz! — wrzasnęła starsza kobieta. — Jestem w podeszłym wieku! Mam słabe serce! Nie masz prawa!
— Mam. To moje mieszkanie.
— Powiem wszystkim sąsiadom, kim jesteś!
— Proszę bardzo. Wszystko mi jedno.
Pakowanie walizki nie trwało długo — Galina Siergiejewna nie miała wielu rzeczy.
W taksówce siedziała w milczeniu, teatralnie trzymając się za pierś.
Kiedy dotarły pod blok Siergieja, Anna wysiadła pierwsza i zaciągnęła walizkę do środka. Razem weszły na trzecie piętro.
Zaskoczony były mąż otworzył drzwi w znoszonym dresie.
— Anna? Mamo? Co się dzieje?
— Zwrot przesyłki — powiedziała Anna, wpychając walizkę do przedpokoju. — Galina Siergiejewna już ze mną nie mieszka.
Z pokoju wyszła Natasza — szczupła blondynka w miękkim szlafroku. Kiedy zobaczyła teściową, zbladła.
— Ale mama nie może tutaj mieszkać! — jęknął Siergiej. — My… my…
— Układacie sobie życie osobiste — dokończyła za niego Anna. — Wspaniale. To je sobie układajcie. Beze mnie.
— Anna, ty nie rozumiesz — odezwał się Siergiej tonem, jakim tłumaczy się dziecku, że trawa jest zielona. — Mama jest stara i chora. Ma niską emeryturę.
— Ma syna. Niech syn jej pomaga.
— Ale ja mam nową rodzinę!
— A ja mam nowe życie. Bez twoich problemów.