— Chyba sobie ze mnie żartujesz?! Pracuję na dwóch etatach, a to ja mam płacić za twoich darmozjadów! — krzyknęłam.

Olga opadła na kanapę, pocierając skronie po długim dniu pracy. Najpierw osiem godzin w biurze, potem kolejne cztery jako księgowa w małej firmie znajomego. Żyła w ten sposób bez przerwy od trzech lat. W mieszkaniu panowała cisza; tylko lodówka monotonnie buczała w kuchni.

Drzwi wejściowe trzasnęły — Sergey wrócił do domu. Olga nawet nie podniosła głowy, nadal masując skronie. Jej mąż wszedł do kuchni i usłyszała brzęk naczyń.

— Ol, chcesz kolację? — zawołał Sergey z kuchni.

— Nie jestem głodna — odpowiedziała Olga, nie otwierając oczu.

Byli małżeństwem od siedmiu lat. Siedmiu lat, które zaczęły się od nadziei i obietnic, a zamieniły w długi ciąg kłótni i niewypowiedzianych pretensji. Olga pamiętała ich ślub — jacy byli wtedy szczęśliwi. Sergey przysięgał, że będzie jej opoką i obrońcą. Gdzie podziały się te obietnice?

Mieszkanie należało do Olgi jeszcze sprzed ślubu — odziedziczyła je po babci. Dwa pokoje, dobra dzielnica, widok na park. Olga strzegła tego mieszkania jak oka w głowie — było jedyną naprawdę stabilną rzeczą w jej życiu. Jej pensja w firmie ubezpieczeniowej była regularna, ale niewysoka. Dlatego musiała pracować również wieczorami.

Sergey wszedł do pokoju z talerzem makaronu.

— Znowu pracowałaś do późna? — zapytał, siadając w fotelu naprzeciwko niej.

— A co innego mogę zrobić? Wiesz, że odkładamy na remont, a ja chciałabym kiedyś pojechać na prawdziwe wakacje — a nie spędzać je u twojej matki na działce.

Sergey skrzywił się na wzmiankę o matce. Nina Ivanovna — to była osobna historia. Jego matka odwiedzała ich z godną podziwu regularnością, zawsze narzekając na zdrowie i brak pieniędzy. I te wizyty zawsze kończyły się tak samo — Sergey dawał matce pieniądze.

— A tak przy okazji, mama przyjeżdża jutro — rzucił Sergey niemal mimochodem.

Olga szeroko otworzyła oczy.

— Znowu? Przecież była tutaj dwa tygodnie temu!

— Co mam zrobić? Ma problemy z ciśnieniem, chce iść do lekarza.

— Może pójść do lekarza w swoim mieście — mruknęła Olga.

Sergey zirytowany odsunął talerz.

— Olya, to moja matka! Naprawdę tak trudno okazać trochę zrozumienia?

Zrozumienia. Olga uśmiechnęła się gorzko. W ciągu siedmiu lat małżeństwa Sergey pięć razy zmienił pracę. Albo szef był idiotą, albo zespół mu nie odpowiadał, albo pensja była za niska. Teraz pracował jako kierownik w salonie samochodowym, ale już zaczął narzekać także na tę pracę.

Telefon Sergeya zadzwonił. Spojrzał na ekran i wyszedł na korytarz. Olga od razu zrozumiała — dzwoniła Irina, siostra jej męża. Ona też była osobną historią. Trzydzieści dwa lata, dwoje dzieci z różnymi ojcami, niekończące się długi i kredyty. I zawsze to samo rozwiązanie: zadzwonić do brata.
 

Sergey wrócił do pokoju z poczuciem winy wypisanym na twarzy. Olga od razu wszystko zrozumiała.

— Ile? — zapytała znużonym głosem.

— Olga, dlaczego od razu… Irina ma problemy. Dzieci szykują się do szkoły, a jej były mąż zalega z alimentami.

— Ile, Sergey?

— Dwadzieścia tysięcy. Ale Irina obiecała, że odda za miesiąc!

Olga zerwała się z kanapy. Ręce drżały jej ze złości.

— Za miesiąc? Tak jak ostatnim razem? I jeszcze poprzednim? Sergey, jak długo to jeszcze będzie trwało?

— Olya, uspokój się. To rodzina!

— Rodzina? — głos Olgi się załamał. — A ja? Pracuję na dwóch etatach, oszczędzam na wszystkim, podczas gdy twoja siostra siedzi i żyje na nasz koszt?

— Irina pracuje! — Sergey próbował bronić siostry.

— Gdzie? I co robi? Praca na pół etatu jako sprzedawczyni ma wystarczyć? Sergey, Irina ma dwie zdrowe ręce i dwie zdrowe nogi. Niech sama zarabia na życie!

Sergey zmarszczył brwi.

— Nie rozumiesz. Irina ma dzieci…

— Połowa kraju ma dzieci! Czy to znaczy, że wszyscy mają żyć na cudzy koszt?

W tym momencie Olga przypomniała sobie poprzedni miesiąc. Sergey także „pożyczył” siostrze piętnaście tysięcy. Wcześniej — dziesięć tysięcy matce. Olga szybko policzyła w myślach. W ciągu roku jego bliscy „pożyczyli” ponad dwieście tysięcy. Nie oddali ani grosza.

Następnego dnia, zgodnie z zapowiedzią Sergeya, przyjechała Nina Ivanovna. Jak na osobę cierpiącą na nadciśnienie wyglądała zaskakująco dobrze — rumiane policzki, nowa sukienka, starannie ułożona fryzura.

— Olechka, ale ty schudłaś! — powiedziała na powitanie. — W ogóle o siebie nie dbasz!

Olga nic nie odpowiedziała, nakrywając do stołu. Teściowa usiadła i rozpoczęła swój zwyczajowy monolog.

— Och, jak ciężko się teraz żyje! Ceny bez przerwy rosną, a moja emerytura jest śmiesznie mała. Nawet myślę o znalezieniu jakiejś dodatkowej pracy…

Sergey natychmiast jej przerwał.

— Mamo, jaka praca w twoim wieku? My ci pomożemy!

Olga gwałtownie postawiła czajnik na stole. Nina Ivanovna i Sergey spojrzeli na nią zaskoczeni.

— A czym mamy pomagać, Sergey? — zapytała Olga chłodno. — Ledwo starcza nam na nas samych.

— Olya! — zaprotestował mąż.

— Co znaczy „Olya”? Nina Ivanovna, przepraszam, ale ledwo wiążemy koniec z końcem. Pracuję na dwóch etatach tylko po to, żeby móc cokolwiek odłożyć.

Teściowa zacisnęła usta.

— Za naszych czasów kobiety szanowały swoich mężów i stawiały rodzinę na pierwszym miejscu!

— Za waszych czasów mężczyźni utrzymywali rodzinę — odparła Olga. — A nie żyli na koszt swoich żon!

Sergey poczerwieniał aż po uszy.

— Olya, uważaj na ton!

— Mówię prawdę! Sergey, w tym roku trzy razy zmieniałeś pracę! I za każdym razem była to twoja decyzja!

— To nieprawda! — zaczął się bronić.

— Ach tak, przepraszam. Ostatnim razem cię zwolnili, bo nie przychodziłeś do pracy!
 

Nina Ivanovna uniosła ręce.

— Seryozhenka, o czym ona mówi?

— Mamo, Olga przesadza…

— Przesadzam? — Olga wyjęła z szafki teczkę z rachunkami. — Oto rachunki z ostatnich sześciu miesięcy. Każdy zapłacony z mojej karty. A tutaj wyciąg z naszego wspólnego konta: przez cały rok Sergey wpłacił czterdzieści tysięcy. Czterdzieści! Przez cały rok!

Teściowa zamilkła, przyglądając się dokumentom. Potem podniosła wzrok na synową.

— Ale Sergey pomaga w domu…

Olga wybuchnęła krótkim, gorzkim śmiechem.

— Pomaga? Nina Ivanovna, kiedy pani syn ostatni raz coś ugotował? Zrobił pranie? Posprzątał?

Tego wieczoru, po wyjściu teściowej, w mieszkaniu zapanowała ciężka cisza. Sergey siedział w fotelu, wpatrując się w telewizor. Olga sprzątała ze stołu, unikając wzroku męża.

— Dlaczego mówiłaś w ten sposób przy mojej matce? — zapytał w końcu Sergey.

— A dlaczego twoja matka wtrąca się w nasze życie? — odpowiedziała Olga pytaniem.

— Olya, rozumiem, że jesteś zmęczona. Ale nie możesz…

— Nie mogę czego? Mówić prawdy? Sergey, mam już dość! Co miesiąc jest to samo: twoja matka czegoś potrzebuje albo twoja siostra!

Sergey wstał i podszedł do żony.

— Olya, to tymczasowe. Znajdę prawdziwą pracę…

— Kiedy? Kiedy znajdziesz tę prawdziwą pracę? I jak długo ją utrzymasz? Miesiąc? Dwa?

W jego oczach pojawił się wyraz zranienia.

— W ogóle we mnie nie wierzysz?

Olga ciężko usiadła na krześle.

— Jestem zmęczona wiarą, Sergey. Zmęczona nadzieją. Zmęczona dźwiganiem wszystkiego na swoich barkach.

Tej nocy Olga nie mogła zasnąć. Leżała, wpatrując się w sufit i myśląc o swoim życiu. Trzydzieści dwa lata. Siedem lat małżeństwa. I co dalej? Kolejne siedem lat pracy za dwoje? Albo za troje, jeśli doliczyć nieustanne „pożyczki” dla rodziny jej męża?

Następnego ranka Olga obudziła się z mocnym postanowieniem. Przy śniadaniu powiedziała do męża:

— Sergey, musimy poważnie porozmawiać.

Spojrzał na nią podejrzliwie.

— O czym?

— O pieniądzach. O twojej rodzinie. O nas.

Olga wyjęła kartkę, na której zapisała wszystkie „długi” jego rodziny.

— Spójrz. W ciągu ostatnich dwóch lat twoja matka „pożyczyła” sto dwadzieścia tysięcy. Irina — sto osiemdziesiąt tysięcy. Razem — trzysta tysięcy. Trzysta tysięcy, Sergey! To ogromna suma!

Sergey przyglądał się liście, coraz bardziej marszcząc brwi.

— Skąd wzięłaś te liczby?

— Wszystko zapisuję. Liczę każdy grosz. Wiesz, ile oddali? Zero!

— Olga, czasami bliscy przechodzą trudne chwile…

— Każdy je ma! Ale dlaczego to ja mam za nich płacić? Dlaczego moi rodzice wstydzą się prosić nas o pomoc, a twoi żądają pieniędzy, jakby im się należały?

Sergey milczał. Olga mówiła dalej.

— Podjęłam decyzję. Koniec z tym: ani grosza dla twojej rodziny. Jeśli jeszcze raz weźmiesz pieniądze z naszego budżetu bez mojej zgody, wystąpię o rozwód.
 

Zbladł.

— Ty… żartujesz?

— Nigdy nie byłam bardziej poważna. Sergey, kocham cię. Ale nie zamierzam dalej być dojną krową dla twojej rodziny.

Sergey gwałtownie wstał od stołu.

— Czyli to ultimatum?

— Nazywaj to, jak chcesz. Ale ja już tego nie zniosę.

Wyszedł z kuchni i trzasnął drzwiami wejściowymi. Olga została przy stole, patrząc przez okno. Zaczęło padać.

Godzinę później zadzwoniła Irina. Olga nie odebrała. Potem zadzwoniła Nina Ivanovna. Ją również zignorowała.

Wieczorem Sergey wrócił do domu wściekły i pijany.

— Zadowolona teraz? — rzucił od progu. — Mama jest w szpitalu, a moja siostra dostała histerii!

— To ich problemy — odpowiedziała spokojnie Olga.

— Ty… jesteś zwykłą egoistką!

— Być może. Ale przynajmniej jestem nią za własne pieniądze.

Sergey podszedł bliżej.

— Myślisz, że sobie bez ciebie nie poradzę? Uważasz się za niezastąpioną?

Olga wytrzymała jego spojrzenie.

— Spróbuj. Mieszkanie należy do mnie, gdybyś zapomniał.

Kolejne dni minęły w atmosferze „zimnej wojny”. Sergey demonstracyjnie odmawiał rozmowy z żoną i spał na kanapie. Jego rodzina dzwoniła kilka razy dziennie, ale Olga nie odbierała.

W piątek wieczorem Olga wróciła do domu i zastała w mieszkaniu Ninę Ivanovnę i Irinę. Kobiety siedziały w kuchni, a Sergey stał przy oknie.

— Ciekawe zebranie — zauważyła Olga. — Często spotykacie się w moim mieszkaniu bez zaproszenia?

— Olga, przyszłyśmy porozmawiać — zaczęła Nina Ivanovna.

— Słucham.

— Niszczysz rodzinę! — wykrzyknęła Irina. — Przez pieniądze!
 

Olga się roześmiała.

— Przez „trochę pieniędzy”? Irina, w ciągu dwóch lat wzięłaś z naszego budżetu prawie dwieście tysięcy! Oto moje „drobne”!

— Ale ja je oddam!

— Kiedy? Podaj mi datę!

Irina zawahała się.

— No… kiedy będę mogła…

— Czyli nigdy. Irina, masz trzydzieści dwa lata! Znajdź sobie normalną pracę!

— Mam dzieci!

— I co z tego? Miliony kobiet wychowują dzieci i pracują! To twój brat cię utrzymuje. A właściwie — ja!

Nina Ivanovna wstała.

— Jak śmiesz tak mówić! Jesteśmy rodziną Sergeya!

— A ja jestem żoną Sergeya! — Olga również wstała. — I nie zamierzam więcej utrzymywać zdrowych, dorosłych ludzi, którzy są całkowicie zdolni do pracy!

— Seryozha, powiedz coś! — zażądała matka.

Sergey milczał, wpatrując się w okno. W końcu się odwrócił.

— Mamo, Irina, jedźcie do domu. Olga i ja musimy porozmawiać.

Po wyjściu bliskich Sergey usiadł naprzeciwko żony.

— Olga, może masz rację. Ale to moja rodzina. Nie mogę ich porzucić.

— Nie proszę cię, żebyś ich porzucił. Proszę tylko, żebyś nie wydawał MOICH pieniędzy na ICH zachcianki.

— Ale ja nie mam własnych pieniędzy!

— Właśnie. Sergey, znajdź sobie porządną pracę, utrzymaj ją, zarabiaj własne pieniądze — i wtedy pomagaj im, ile tylko chcesz!

Spuścił głowę.

— Zmuszasz mnie do wyboru — między tobą a moją rodziną.

— Nie. Daję ci wybór: albo staniesz się odpowiedzialnym mężczyzną i zaczniesz brać odpowiedzialność za tę rodzinę, albo się rozstaniemy.

Tej nocy Olga siedziała przy oknie, patrząc na uśpione miasto. Czuła w środku dziwną pustkę. Bez bólu, bez urazy — tylko pustkę. Jakby coś ważnego wreszcie dobiegło końca.
 

Rano Sergey spakował swoje rzeczy.

— Na razie zamieszkam u mamy — powiedział. — Potrzebuję czasu, żeby to przemyśleć.

Olga skinęła głową. Nie miała już siły się kłócić, przekonywać ani tłumaczyć.

Kiedy drzwi zamknęły się za jej mężem, Olga poczuła… ulgę. Po raz pierwszy od wielu miesięcy. Jakby ktoś zdjął z jej ramion ogromny ciężar.

Tego wieczoru Olga siedziała w kuchni z filiżanką herbaty. Cisza. Nikt nie dzwonił, nie prosił o pieniądze ani nie urządzał scen. Tylko cisza i spokój.

Olga rozumiała, że czeka ją jeszcze trudna rozmowa, a być może nawet rozwód. Ale w tej chwili, siedząc tam, czuła się wolna. Wolna od cudzych długów, problemów i manipulacji.

Jednego była pewna: niezależnie od tego, jaką decyzję podejmie Sergey, Olga nigdy więcej nie pozwoli, by jej życie zamieniło się w portfel służący do zaspokajania cudzych potrzeb.

Dość.

Nadszedł czas, by zacząć żyć dla siebie.

Leave a Comment