— Kiedy ostatni raz widziałeś swoją kochankę? — zapytała żona męża.

— Zdajesz sobie sprawę, że nie jestem idiotką, prawda? — Marina stała w progu sypialni, ściskając telefon. — Wiem wszystko, Aleksieju. Wszystko!

— Ale o czym ty właściwie mówisz? — niechętnie oderwał wzrok od ekranu laptopa i spojrzał na żonę z zaskoczeniem. — Znowu twoje urojenia?

— Urojenia? Poważnie? Będziesz patrzył mi w oczy i kłamał?

— Marino, jestem zmęczony. Nie róbmy teraz jednej z twoich scen.

— Nie teraz? A kiedy? Kiedy łaskawie zdecydujesz się porozmawiać o Swietłanie?

Aleksiej gwałtownie zamknął laptopa.

— Jakiej Swietłanie? Zwariowałaś?

Cztery lata małżeństwa rozpuściły się w tym jednym pytaniu. Osiem lat planów, nadziei, wspólnych śniadań. Ale teraz Marina widziała przed sobą obcego człowieka — kogoś, kto potrafił kłamać bez mrugnięcia okiem.

Dwa tygodnie przed tą rozmową Marina była sama w domu i przygotowywała kolację, kiedy rozległ się dzwonek do drzwi. Pomyślała, że Aleksiej zapomniał kluczy — ostatnio był taki roztargniony. Na progu stała wysoka blondynka w drogim płaszczu.

— To pani jest Marina? Żona Aleksieja?

— Tak, a pani jest…?

— Swietłana. Była dziewczyna pani męża. Mogę wejść? Musimy porozmawiać.

Przez głowę Mariny przemknęła myśl: „Dlaczego była mojego męża stoi na moim progu?”. Coś w tonie tej kobiety wzbudziło jej nieufność.

Gospodyni odsunęła się w milczeniu. Poszły do kuchni, a Swietłana wyjęła telefon.

Marina obserwowała nieznajomą i próbowała zrozumieć, co się dzieje. Dlaczego kobieta z przeszłości Aleksieja pojawiła się właśnie teraz?

— Nie będę owijać w bawełnę. Proszę — podała jej telefon z historią wiadomości. — Twój mąż pisze do mnie od trzech miesięcy. Widzieliśmy się cztery razy. W hotelu Metropol, w jego biurze, u mnie i… w waszym mieszkaniu, kiedy byłaś u matki.

W ich mieszkaniu? W ich wspólnym domu, ze zdjęciami na półkach, tam, gdzie każdego ranka przygotowywała mu jego ulubioną herbatę?

— Możesz zrobić zrzuty ekranu; możesz sprawdzić, z jakiego numeru pochodzą. A wszystkie zdjęcia — są twoje — powiedziała spokojnie nieproszona gościni.

Marina czytała wiadomości, a jej ręce zaczęły drżeć. „Tęsknię za tobą”, „Jesteś najpiękniejsza”, „Żałuję, że się z tobą nie ożeniłem”.
 

Każde słowo trafiało prosto w serce. Te zdania… pamiętała je. Aleksiej kiedyś pisał jej dokładnie to samo.

Swietłana obserwowała reakcję żony swojego byłego i myślała: „Biedna idiotka. Naiwna, domowa, wierząca w bajki o wierności. Dokładnie taki typ kobiety, jaką ja nigdy nie byłam. Ciekawe, ile czasu zajmie jej zaakceptowanie prawdy?”.

— Dlaczego mi to pokazujesz?

Marina zadała to pytanie, choć już podejrzewała odpowiedź. Kobiety wyczuwają kłamstwo z daleka, zwłaszcza gdy chodzi o mężczyzn.

— Bo pięć lat temu obiecał, że się ze mną ożeni. Zostawił mnie tydzień przed ślubem. Dla ciebie. A teraz pisze, że popełnił błąd.

Swietłana przemilczała najważniejsze: że zemsta najlepiej smakuje na zimno. Że przez lata czekała na chwilę, w której będzie mogła zniszczyć jego dobrobyt tak metodycznie, jak on zniszczył jej własne plany. Patrzyła na Marinę i widziała żałosną kobietę, która miała teraz odkryć prawdę o swoim „idealnym” małżeństwie.

Kiedy Swietłana wyszła, Marina została w kuchni z telefonem pełnym zrzutów ekranu i zdjęć. Sto dowodów na to, że jej życie było iluzją.

Tego wieczoru Marina siedziała w kuchni, kiedy Aleksiej wrócił do domu.

— Cześć, kochanie. Jak minął dzień?

— Dobrze. Chcesz kolację?

— Oczywiście. Ładnie pachnie.

Postawiła przed nim talerz i patrzyła, jak je. Zwyczajny wieczór, zwyczajne słowa, zwyczajny uśmiech. Jak mógł być tak spokojny?

— Liosza, kiedy ostatni raz rozmawiałeś ze Swietłaną?

Widelec zastygł mu w połowie drogi do ust.

— Jaką Swietłaną?

— Twoją byłą.

— Marino, to było dawno temu. Dlaczego znowu do tego wracasz?

Aleksiej odtworzył w głowie ostatnie spotkanie z kochanką. Czy ktoś mógł ich widzieć? A może Swietka sama jej coś powiedziała? Nie, nie była aż tak szalona…

— Tak tylko z ciekawości. Byliście przyjaciółmi.

— „Przyjaciółmi” to za dużo powiedziane. Rozstaliśmy się i każdy poszedł swoją drogą. To wszystko.

Marina obserwowała jego reakcję i desperacko chciała mu uwierzyć. Może wszystko, co przyniosła Swietłana, było fałszywe? Ale widziała numery telefonów, z których przychodziły wiadomości. I zdjęcia… dziesiątki, niektóre intymne, w łóżku.
 

Aleksiej jadł dalej, uznając temat za zamknięty. Kolacja naprawdę się udała — ziemniaki z mięsem, dokładnie tak, jak lubił.

Następnego dnia Marina zadzwoniła do siostry, Nataszy.

— Natasza, mogę do ciebie wpaść? Potrzebuję twojej opinii.

— Oczywiście, przychodź. Coś się stało?

Natasza znała siostrę od dzieciństwa. Marina nigdy nie prosiła o pomoc w błahostkach; wolała rozwiązywać problemy sama. Jeśli dzwoniła, sprawa była poważna.

U siostry Marina opowiedziała wszystko: o wiadomościach męża, Swietłanie, zdjęciach. Natasza słuchała, nie przerywając.

— Pokaż mi te wiadomości.

Marina podała telefon ze zdjęciami zrzutów ekranu.

Natasza szybko przewijała ekran, próbując zrozumieć motywację kochanki. Dlaczego przyszła do żony? Zazwyczaj kochanki wolą pozostawać w cieniu. Więc chodziło o coś innego. Zemsta?

— Co za drań! Marin, co zamierzasz zrobić?

— Nie wiem. Może to był tylko… flirt? Może nic się nie stało?

Marina wciąż wątpiła we własne wnioski, choć fakty leżały przed jej oczami. Nie chciała w to wierzyć — zbyt bolesne było niszczenie czterech lat życia.

— Mówisz poważnie? Przecież tam dosłownie jest napisane, że się spotykali!

— A jeśli ona kłamie? Jeśli chciała się na nim zemścić?

— Kłamać? Nie, tutaj wszystko jest jasne. Zemścić się — tak, właśnie to robi. Kobiecy gniew to straszna siła. Pamiętasz moją koleżankę Lenę? Kiedy mąż od niej odszedł, przez trzy lata planowała, jak zniszczyć mu reputację w pracy. I zrobiła to — teraz pracuje jako magazynier. Marin, obudź się! Nieważne, czy ona się mści — twój facet cię zdradza. Dostałaś dowody podane na tacy!

— Ale dlaczego on? Przecież byliśmy szczęśliwi…

Natasza nalegała: mąż jej siostry był niewierny i nie był to zwykły jednorazowy flirt, lecz regularne spotkania przez wiele miesięcy.

Marina przemyślała to i zrozumiała, że siostra ma rację. Ale nadal nie wiedziała, co zrobić dalej.

Trzy dni później były urodziny teściowej. Zebrali się wszyscy: solenizantka, Walentina Iwanowna; jej córka Olga z mężem; matka Mariny, Jelena Pietrowna; Natasza; i przyjaciel rodziny, Igor.

— Marino, kochanie, wyglądasz trochę blado — zauważyła Walentina Iwanowna.

— Wszystko dobrze. Jestem po prostu zmęczona pracą.

— Liosza, pilnuj swojej żony! — rzuciła Olga, puszczając oko do brata. — Bo jeszcze ktoś ci ją zabierze.

— Kto by jej chciał oprócz mnie? — Aleksiej objął żonę ramieniem. — Prawda, kochanie?

„Kto by jej chciał oprócz mnie” — powtórzyła w myślach Marina. A przecież pisał do innej kobiety: „Jesteś najpiękniejsza”.

Wyswobodziła się z jego uścisku.

Jelena Pietrowna spojrzała na zięcia i pomyślała: „Arogancki. Zawsze taki był. A Marina wygląda jakoś przygaszona”.

— Nastawię czajnik.
 

W kuchni Jelena Pietrowna podeszła do niej.

— Córeczko, co się dzieje? Nie jesteś sobą.

— Mamo, wszystko w porządku. Po prostu boli mnie głowa.

— Marino, urodziłam cię i wychowałam. Widzę, że coś jest nie tak. Pokłóciłaś się z Aleksiejem?

— Mamo, nie teraz. Proszę. Są tu jego bliscy; to nie jest odpowiedni moment.

Matka odeszła, ale nadal myślała o dziwnym zachowaniu córki. Musiało się coś stać.

Marina została w kuchni, nie mogąc wyrzucić z głowy zdań napisanych przez męża do kochanki: „Tęsknię za tobą”, „Żałuję, że się z tobą nie ożeniłem”. A tutaj mówił: „Kto by jej chciał oprócz mnie”.

Po kolacji mężczyźni wyszli zapalić na balkon. Igor poklepał Aleksieja po ramieniu.

— No i jak życie małżeńskie? Nadal miesiąc miodowy?

— Idealnie. Marina to skarb.

— Dbaj o nią. Takich kobiet nie znajduje się na każdym rogu. Dobra żona to dziś prawdziwy fart.

— Dokąd by poszła? — prychnął Aleksiej. — Dom, praca, dom. Jakie ma opcje? Poza mną prawie nikogo nie zna.

— Liosza, ech… uważaj. Czasy się zmieniają. Mój kumpel myślał tak samo, a żona złożyła pozew o rozwód. Teraz płaci alimenty i mieszka w kawalerce.

— Daj spokój. U nas wszystko świetnie. Chociaż ostatnio zachowuje się dziwnie. Milczy, patrzy na mnie spod oka. Może to te dni.

— Może czymś ją zraniłeś? Moja żona też czasem się obraża, a potem okazuje się, że zapomniałem o rocznicy naszej pierwszej randki albo o czymś podobnym.

— Nie wydaje mi się. Jestem wzorowym mężem — zaśmiał się Aleksiej.

Igor pomyślał o „wzorowym” Aleksieju i przypomniał sobie, jak miesiąc temu widział go z blondynką w restauracji. Wtedy postanowił się nie wtrącać — to nie była jego sprawa. Ale teraz poczuł się nieswojo.

Dźwięki przyjęcia wciąż brzmiały w uszach Mariny, gdy przekroczyła próg ich mieszkania. Zapach perfum matki na sukience przypominał jej o zakończonych właśnie urodzinach, podczas których uśmiechała się, składała życzenia i grała rolę szczęśliwej synowej. Teraz maska mogła wreszcie opaść.

Aleksiej wszedł do salonu, niedbale rzucając marynarkę na krzesło. Jego gesty zdradzały zmęczenie człowieka zmuszonego przez wiele godzin prowadzić rozmowy.

— Aleksieju, chcę z tobą porozmawiać.

Odwrócił się, a w jego oczach błysnęła irytacja.

— O Boże, znowu? Marino, jestem zmęczony. Jutro mam ważne spotkanie.

„Nie teraz” — pomyślał Aleksiej. „Po takim dniu ostatnią rzeczą, jakiej potrzebuję, jest kłótnia. Pewnie znowu o jakąś drobnostkę”.

— To ważniejsze niż twoje spotkanie. Usiądź.

„Poważny ton. Czy to naprawdę może być coś poważnego? Nie, Marina zawsze dramatyzuje”.

Aleksiej niechętnie opadł na fotel, demonstracyjnie zerkając na zegarek.

— Dobrze, mów. Co tym razem zrobiłem źle? — W jego głosie zabrzmiała kpina. — Może kupiłem twojej matce niewłaściwe kwiaty? Albo mój toast nie był wystarczająco uroczysty?

— Swietłana przyszła do mnie.

Krew odpłynęła z twarzy Aleksieja, ale natychmiast się opanował, jakby włączył się w nim mechanizm samoobrony.
 

„Cholera. Ta wariatka naprawdę poszła do mojej żony. Ale co mogła jej powiedzieć? I najważniejsze — czy Marina jej uwierzyła?”

— I co? Czego chciała? — Jego głos miał brzmieć jak najbardziej obojętnie.

— Powiedzieć prawdę. O waszych spotkaniach. O tym, co do niej pisałeś.

— Marino, to absurd! Ona jest szalona! Mówiłem ci, jaka jest niezrównoważona!

— Liosza, mam dowody.

Aleksiej zerwał się z miejsca, gwałtownie gestykulując.

— Jakie dowody? Jej słowa? Wierzysz obcej kobiecie bardziej niż własnemu mężowi?

„Dowody? Jakie dowody mogą istnieć? Usunąłem wiadomości, zdjęcia… O Boże, a jeśli ona coś zapisała?”

— To nie są tylko słowa.

— Więc? Pokaż mi te „dowody”! — głos Aleksieja się podniósł. — Swietka zawsze była pamiętliwa. Nigdy nie pogodziła się z tym, że ożeniłem się z inną! Byłaby zdolna wymyślić wszystko, byle nas rozdzielić!

— Więc przyznajesz, że się z nią widziałeś?

„Absolutnie nie. Jeśli cokolwiek przyznam, zacznie drążyć dalej”.

— Nie! Niczego nie przyznaję, bo nic się nie wydarzyło!

Marina milczała, studiując twarz męża. Przypomniała sobie swoje szczęście sprzed zaledwie tygodnia. Ich wspólne śniadania, jego delikatne pocałunki przed wyjściem do pracy, ich plany wakacyjne. Potem wyobraziła sobie Swietłanę — piękną, pewną siebie, promieniującą szczęściem, przekonaną, że poślubi Aleksieja. Dwa różne światy, dwie różne twarze tego samego mężczyzny.

Kawiarnia Brunello znajdowała się przy małej, spokojnej uliczce, z dala od zgiełku centrum. Marina wybrała stolik przy oknie, nerwowo spoglądając w stronę drzwi. Olga przyszła dziesięć minut spóźniona, zdenerwowana i wyraźnie się spieszyła.

— Ol, potrzebuję twojej rady. Jako siostry Aleksieja.

— Co się stało? Wczoraj oboje byliście naprawdę dziwni. — Olga usiadła na krześle, rzucając Marinie badawcze spojrzenie. — Lioszka był spięty przez cały wieczór, a ty… byłaś zbyt cicha.

— Twój brat mnie zdradza.

Olga gwałtownie odstawiła filiżankę, prawie rozlewając kawę.

„To niemożliwe. Lioszka jest idiotą, ale nie aż takim. Chociaż… zawsze brakowało mu silnej woli wobec kobiet”.

— Co? Marin, jesteś pewna?

— Mam dowody. Ale on wszystkiemu zaprzecza.

— Poczekaj. Jakie dowody?

„Jeśli są dowody, to poważna sprawa. Ale może Marina przesadza? Kobiety często widzą zdradę tam, gdzie jej nie ma”.

— Wiadomości, zdjęcia. Przyniosła je jego była.

— Swietka?! Ta wiedźma jeszcze tutaj przyłazi? Marin, to pamiętliwa suka!

— Ale dowody…

— Posłuchaj, znam Lioszkę. Jest idiotą, ale nie aż takim. Może to fałszywka? — Olga mówiła szybko, szukając racjonalnych wyjaśnień. — Przy dzisiejszej technologii można sfabrykować wszystko. A Swietka zawsze była kreatywna w swoich podłościach.

— Olu, to jego styl, jego słowa. Nawet miejsca spotkań — wszystkie wiadomości przychodziły z jego telefonu. I zdjęcia…

— Zdjęcia łatwo podrobić. Lepiej, Marin, spróbuj z nim porozmawiać. Uspokój się. — Olga sama nie wierzyła w to, co mówiła, ale instynktownie broniła brata. — Może to nie jest tak poważne, jak wygląda?

Marina wyjaśniła, że już próbowała rozmawiać, ale mąż uparcie wszystkiemu zaprzeczał. Postanowiła nie pokazywać Oldze zdjęć i wiadomości — chciała zostawić Aleksiejowi szansę, by sam się przyznał. Ale teraz zrozumiała: czas się kończył i decyzję będzie musiała podjąć sama.

Mieszkanie przywitało ich wieczornym chłodem. Aleksiej od razu poszedł do komputera, najwyraźniej gotów zanurzyć się w pracy, ale Marina nie pozwoliła mu ukryć się za zwyczajną rutyną.

— Aleksieju, błagam cię. Powiedz mi tylko prawdę. Jestem gotowa wybaczyć. Rozumiesz? Wybaczyć! Ale potrzebuję prawdy.

Podjęła decyzję: jeśli mąż się przyzna, rodzinę można będzie uratować. Przywiązanie do dawnej narzeczonej należało do przeszłości — dało się to przezwyciężyć. Ale kłamstwo niszczy. Bez zaufania małżeństwo jest martwe.
 

— Jaką prawdę? Oszalałaś z tymi podejrzeniami!

— Liosza, ona pokazała mi wiadomości.

— I co z tego? Każdy może podrobić zrzuty ekranu! To banalne!

Marina nie wspomniała, że widziała, z jakiego numeru pochodziły wiadomości.

— A spotkanie w Metropolu dwudziestego trzeciego? Mówiłeś, że masz pracę.

— Tak, miałem, dużo pracy!

— W restauracji?

— Marino, dość! Popadasz w paranoję! Nie widziałem Swietłany, nie pisałem do niej, nie zdradziłem cię! Ile razy mam ci to powtarzać?

— Wiesz co? Gdybyś się przyznał, wybaczyłabym ci. Ale twoje kłamstwo…

„Nie ustępować. Jeśli teraz się przyznam, i tak nie uwierzy, że to nie było poważne. Kobiety wszystko dramatyzują”.

— Nie kłamię! Po prostu wierzysz wariatce!

Marina wstała i poszła do sypialni. Mąż nie tylko ją okłamywał — obrażał jej inteligencję, myśląc, że uwierzy w jego żałosne wymówki. To było nie do zniesienia.

— Dokąd idziesz?

— Pomyśleć. Sama.

„Niech ochłonie. Jutro rano zapomni. Kobiety szybko dochodzą do siebie”.

Marina zamknęła drzwi sypialni i wyjęła telefon. Zdjęcia były tam — Aleksiej i Swietłana w łóżku, szczęśliwi, zakochani. Mogła je pokazać, zmuszając męża do przyznania się pod naciskiem faktów. Ale chciała usłyszeć: „Tak, to się stało, ale ty jesteś moją jedyną miłością”. Te słowa nigdy nie padły.

Dom matki przywitał Marinę znajomymi zapachami dzieciństwa i ciepłem, którego tak bardzo brakowało jej przez ostatnie dni. Jelena Pietrowna otworzyła drzwi, zobaczyła córkę z walizką i zrozumiała wszystko bez słowa.

— Opowiedz mi.

— Mamo, on mnie zdradził. I kłamie mi prosto w twarz. Nie mogę już dłużej.

— Skąd wiesz?

„Proszę, nie mów mi, że to tylko kobiece podejrzenia. Marina ma głowę na karku, nie jest typem, który fantazjuje”.

— Przyszła jego była i dała mi dowody. Wiadomości, zdjęcia.

— A on?

— Wszystkiemu zaprzecza. Mówi, że ona jest szalona, że wszystko jest fałszywe. Mamo, próbowałam z nim rozmawiać dwa razy. Trzymał się swojej wersji nawet wtedy, gdy zaproponowałam, że mu wybaczę.

— Marin, może…

„Chcę ochronić moją córkę, ale jak? Jeśli są dowody, to oczywiste. Szkoda tylko, że człowiek, który wydawał się taki porządny, okazał się kłamcą”.

— Mamo, znam jego styl. Jego słowa. Pisał jej to samo, co kiedyś pisał mnie.

— Co postanowiłaś?

— Rozwód. Nie mogę żyć z kimś, kto kłamie mi prosto w twarz.

Jelena Pietrowna objęła córkę, a Marina była wdzięczna, że nie usłyszała żadnych kazań w stylu „wszyscy mężczyźni tacy są” albo „powinnaś była wytrzymać”.

— Będę cię wspierać, cokolwiek zdecydujesz.

Tego wieczoru zadzwonił telefon.

— Marino, gdzie jesteś? Wróciłem, a ciebie nie ma. Co to ma być, dziecinada?

— Jestem u mamy.

— Wracaj do domu. Porozmawiamy. Jesteśmy dorośli, spokojnie to załatwimy.

— Już rozmawialiśmy. Wszystkiemu zaprzeczasz. Nawet gdy zaproponowałam, że wybaczę, wybrałeś kłamstwo.

— Bo nie ma się do czego przyznawać! Marino, niszczysz naszą rodzinę przez urojenia histeryczki!

Marina trzymała telefon, patrząc na ekran — zdjęcie męża i jego kochanki, szczęśliwe twarze w łóżku, ich selfie na pamiątkę „wspaniałego wieczoru”.

— Nie, Aleksieju. To ty ją zniszczyłeś. Swoimi kłamstwami.

— Przyjadę po ciebie. Dość tego teatru, wracamy do domu i omówimy wszystko jak normalni ludzie.

— Nie przyjeżdżaj. Składam pozew o rozwód.

— Zwariowałaś! Z jakiego powodu? Przez wymysły? Swietka jest chorą kobietą, mści się, bo ją zostawiłem! Nie rozumiesz, że ona się tobą posługuje?

Marina pomyślała, że w innym życiu jej mąż mógłby mówić o niej dokładnie tak samo, gdyby rozstali się inaczej.

— Przez twoje kłamstwa. Żegnaj.

Rozłączyła się i poczuła dziwny spokój. Decyzja była słuszna. Życie bez zaufania nie jest życiem.

Miesiąc później, kiedy dokumenty rozwodowe były już złożone, Marina spotkała Igora w sklepie. Stała przy dziale z chemią gospodarczą, studiując pudełka proszku do prania, gdy usłyszała znajomy głos.

— Marin! Jak się masz?

Odwróciła się i zobaczyła Igora — kolegę Aleksieja, z którym często spędzali czas podczas wspólnych wyjść. Jego twarz zdradzała zakłopotanie, jakby nie spodziewał się jej spotkać.

— Dobrze. Żyję — odpowiedziała Marina, starając się zachować neutralny ton.

Igor przestępował z nogi na nogę, wyraźnie rozdarty.

— Słuchaj, ja… muszę ci coś powiedzieć. O Lioszce.

— Nic nie mów. To koniec — Marina znów odwróciła się do półki, udając, że czyta skład jakiegoś środka. — Dokumenty złożone, mieszkanie podzielone. Co tu jeszcze mówić?

— Nie, poczekaj. Widziałem go ze Swietłaną. Kilka miesięcy temu. Nie wiedziałem, co ci powiedzieć — Igor spuścił głowę. — Myślałem, że może wiesz, że macie jakiś układ… Potem dowiedziałem się, że się rozwodzisz. Dręczyłem się przez te tygodnie, rozumiesz? Powinienem był powiedzieć ci od razu, ale to mój przyjaciel — nie wiedziałem, co trzeba zrobić.

Marina powoli odwróciła się do niego. Ani jeden mięsień na jej twarzy nie drgnął.

— Dziękuję, że mówisz mi to teraz. Przynajmniej wiem, że nie wariowałam.

— Marin, on jest idiotą. Stracić cię dla…

— Nie stracił mnie przez zdradę. Stracił mnie przez kłamstwa. Byłam gotowa wybaczyć. Ale on do końca wybrał kłamstwo — głos Mariny złagodniał, lecz każde słowo było wyraźne. — Można wybaczyć słabość. Można zrozumieć błąd. Ale kiedy człowiek patrzy ci w oczy i dalej kłamie, kiedy dajesz mu szansę powiedzieć prawdę… to nie jest już błąd. To wybór.

Igor skinął głową, nie znajdując słów.

— Powodzenia, Marin. Ty… dobrze zrobiłaś.

Tydzień później Olga powiedziała Marinie, że Aleksiej wprowadził się do Swietłany. Szwagierka zadzwoniła wieczorem, kiedy Marina rozpakowywała kartony w swoim nowym jednopokojowym mieszkaniu.

— Przeprowadził się wczoraj — oznajmiła Olga. — Zabrał swoje rzeczy, zostawił klucze na kuchennym stole. Wyobrażasz sobie tę bezczelność?

A miesiąc później ta sama Olga zadzwoniła z ciągiem dalszym:

— Swietłana wyrzuciła go za drzwi! — Olga ledwo ukrywała radość w głosie. — Powiedziała, że zemściła się za przeszłość i teraz są kwita.

Marina słuchała, czując dziwną ulgę. Nie radość — do niej było daleko. Raczej satysfakcję, że krąg się zamknął. Że sprawiedliwość, choć pokrętna, zatriumfowała.

„Więc nie byłam żoną; byłam pionkiem w cudzej grze” — pomyślała, odkładając telefon.

Aleksiej próbował wrócić do Mariny — pisał do niej, dzwonił, chodził do teściowej. Ale Marina była nieugięta. Ostatni raz pojawił się pod drzwiami jej nowego mieszkania w sobotni poranek. Stał tam rozczochrany, nieogolony, trzymając bukiet chryzantem.

— Dałam ci szansę — i to nie jedną. Wybrałeś kłamstwo. Żyj z tym wyborem — powiedziała, nie zapraszając go do środka. — Nie jestem już zła, Liosza. Po prostu ci nie ufam. A bez zaufania nie ma nic.

— Marino, wybacz mi! Byłem głupi! — wyciągnął kwiaty, ale ich nie wzięła. — Ona mnie wykorzystała! Zrozumiałem to za późno. Kocham tylko ciebie, zawsze tylko ciebie kochałem!

— Tak, byłeś głupi. I nadal jesteś — Marina pokręciła głową. — Nie rozumiesz najważniejszego, Aleksieju. Człowiek, który kłamie w małych sprawach, zdradzi w wielkich. A ja nie zamierzam spędzić życia na zabawie w detektywa, sprawdzając każde twoje słowo. Żegnaj, Aleksieju.

Zamknęła drzwi, zostawiając go na klatce schodowej. W środku czekały na nią matka, siostra i nowe życie. Życie bez kłamstw.