— Co ty masz z tą Sofyą? Po co ci taka kobieta? Urodziła dziecko, roztyła się, teraz kołysze się jak balon. Myślisz, że schudnie? Jasne, czekaj dalej — będzie tylko gorzej!

— Co ty masz z tą Sofią? Po co ci taka kobieta? Urodziła dziecko, roztyła się, teraz wlecze się jak sterowiec. Myślisz, że schudnie? Jasne, czekaj dalej — będzie tylko gorzej!

— Ale ona jest spokojna. I właściwie podoba mi się, że nabrała kształtów. Wcześniej była chuda jak patyk — teraz ma krągłości!

Mężczyzna powiedział to o swojej żonie i nie mógł powstrzymać uśmiechu. Ale jego najlepszy przyjaciel, Arsenij, od razu klepnął go w ramię.

— Ej, tylko się nie nakręcaj, dobra? Kogo obchodzi, co ci się podoba. Przyjdziesz z nią na firmową imprezę noworoczną i będzie ci wstyd spojrzeć kumplom w oczy. Jesteś wysoki, szeroki w ramionach, przystojny. Szczyt kobiecej atrakcyjności trwa krótko, a my, mężczyźni? Jesteśmy pożądanymi kawalerami w każdym wieku!

Fiedia tylko pokręcił głową. A jednak ta myśl zaczęła się w nim sączyć: może rzeczywiście za długo tkwił w tym małżeństwie. Kiedyś był prawdziwym uwodzicielem — dopóki Sofia go nie zmieniła. Spokojna, piękna, dobra, troskliwa. A gotuje tak, że nie można oderwać się od talerza. Sam Fiedia przytył w małżeństwie jakieś dziesięć kilo. I właśnie urodziło im się dziecko.

— Kobietę trzeba zmieniać regularnie, jak stare opony! — Arsenij wybuchnął śmiechem. — Ja rozwiodłem się ze swoją, a teraz spotykam się z Lenką. Młoda, konkretna. A jeśli coś będzie nie tak, wymienię ją na inną!

Po tej rozmowie Fiedia coraz częściej myślał o słowach przyjaciela. Arsenij go podkręcał, a Fiedia nagle zaczął brać te myśli za własne. Może naprawdę za długo tkwił w tym małżeństwie?

— Sofia, ty chyba, no… trochę przytyłaś…
 

Ledwie zaczął, a jego żona, tuląc do piersi ich dopiero co uśpione dziecko, szeroko otworzyła oczy.

— I co z tego? Boże, przytyłam pięć kilo — to tragedia? To ja zajmuję się dzieckiem, jestem wykończona, pracuję zdalnie. Cały dom jest na mojej głowie, wszystkie problemy, cała logistyka! Pilnowanie dziecka, kończenie pracy, finanse, rachunki, zakupy, gotowanie! I ty będziesz mnie dręczył przez pięć nieszczęsnych kilogramów?!

Jakby w duszy Sofii pękła tama. Miała ochotę wybuchnąć płaczem z żalu, bo jej mąż nie doceniał niczego z tego wszystkiego. A gdyby odeszła, zostałby sam ze wszystkimi tymi problemami i utonąłby w nich.

— Dlaczego ciągle mówisz o tych kilogramach? Urodziłam człowieka, a ty myślisz tylko o wadze!

Sofia pociągnęła nosem i poszła do pokoju dziecięcego z dzieckiem na rękach. Fiedia został siedząc na krześle. Gdyby miał inną kobietę, może tamta by nie krzyczała.

Z każdym kolejnym dniem Fiedia coraz głębiej pogrążał się w myślach, które zasiał w nim przyjaciel. Coraz bardziej wydawało mu się, że Arsenij ma rację. Dziecka by nie porzucił — pomagałby — ale posiadanie planu awaryjnego jeszcze nikomu nie zaszkodziło.

— Popatrz, jak Ludka z drugiego działu na ciebie patrzy! Pożera cię wzrokiem! Jest wolna, sprawdziłem. Piękna, wysportowana. Spójrz na nią — powinno się ją malować na płótnie! Przy niej twoja Sofia w ogóle się nie umywa! — powiedział Arsenij, podchodząc do stołu.

I rzeczywiście, Ludmiła stała przy dystrybutorze wody. Ładna młoda kobieta, co jakiś czas zerkała na kolegę. Fiedia nie zauważył tego „ognia w oczach”, o którym mówił Arsenij. Ale Arsenij był bardziej doświadczony — musiał wiedzieć lepiej!
 

— Wrócisz do domu, a taka kobieta będzie na ciebie czekać! Wyobraź sobie — szpilki, bielizna, wszystko, żeby uszczęśliwić mężczyznę! A twoja? Pewnie w szlafroku, ze śladami dziecięcej śliny! Starzejesz się — niedługo trudniej będzie znaleźć dziewczynę.

Arsenij poklepał Fiodora po ramieniu, a potem wrócił do swojego działu, rzucając kilka sprośnych żartów do tej samej Ludmiły. Fiedia poczuł ukłucie zazdrości wobec najlepszego przyjaciela. Arsenij zawsze potrafił znaleźć wspólny język z kobietami, łatwo zaczynał rozmowę, a następnego dnia chwalił się zdobytym numerem albo zdjęciami z udanego wieczoru.

Fiedia poszedł do matki i zaczął mówić, że jego żona, w pewnym sensie — bo sam jeszcze do końca nie zdecydował — już mu nie odpowiada. Ale Lilia Nikołajewna, która zawsze wspierała syna, tym razem go nie poparła.

— Ty łajdaku, żona dała ci dziecko, pracuje, ogarnia cały dom, jest wspaniała — a ty jeszcze wybrzydzasz?! Wszyscy jesteście tacy sami, wy, mężczyźni, Fiedia. Nie umiecie docenić tego, co macie — ciągle tylko rozglądacie się po lesie jak wilki. A potem kończycie starzy i samotni, wyjący do księżyca!

Jej słowa zdawały się przelatywać mu nad głową. Dalej gapił się na Ludmiłę w pracy, łapał jej spojrzenia i myślał, że może jego przyjaciel ma rację. Czas płynie — później już nigdy nie znajdzie kogoś tak młodego, nie trzeba było wróżki, żeby to zobaczyć. Pewnego dnia Fiodor wrócił do domu tak nakręcony, że nie potrafił myśleć ani mówić o niczym innym poza słowami przyjaciela.
 

Fiedia usiadł naprzeciwko żony, która kołysała dziecko po kolejnej nieprzespanej nocy. Cienie pod oczami, skóra już nie taka jak wcześniej. Nie miała też dawnej sportowej sylwetki. Rozumiał, że ją kocha, ale przerażała go świadomość, że może przegapić wszystkie swoje „męskie szanse”.

— Wiesz, Sofia, myślę, że powinniśmy się rozstać. Zmieniłaś się po porodzie. Wiele zrozumiałem i chyba naprawdę nadszedł czas.

W słowach Fiedii nie było nic konkretnego. Wahał się, próbując dobrać łagodniejsze słowa, i czuł się jak idiota — jakby dał się nabrać telefonicznym oszustom, a teraz za każdym razem, gdy ktoś o tym wspominał, zawstydzony odwracał wzrok.

Na początku Sofia nic nie odpowiedziała. Patrzyła w jego jasne oczy, a w jej własnych było tylko zmęczenie — ani gniewu, ani rozczarowania. Położyła dziecko do łóżeczka, spakowała dwie walizki, wzięła dziecko i wyszła do przedpokoju. Do tej pory nic jeszcze nie powiedziała, ale teraz było oczywiste, że zamierza to zrobić.

Fiedia chciał krzyczeć, zatrzymać ją, paść na kolana i przeprosić. Ale w chwili, gdy wyobraził sobie, jak poniża się przed przyjacielem, opowiadając mu o wszystkim, te odruchy go opuściły.

— Wiesz co, Fiedia… Może powinieneś przez jakiś czas pożyć sam — beze mnie, bez swojego syna. Kiedy miałeś ten wypadek i leżałeś przykuty do łóżka, opiekowałam się tobą przez cały rok. Jednocześnie pracowałam, wynosiłam twoje baseny, robiłam z tobą ćwiczenia, znalazłam najlepszych lekarzy, wzięłam kredyty i je spłaciłam. Wtedy nic nie powiedziałam — nie mówiłam o rozwodzie ani o tym, że nasz związek jest „nie do końca dobry”. A ty wyrzucasz mnie z domu z dzieckiem na rękach przez pięć nieszczęsnych kilogramów.

Sofia odwróciła się i wyszła, nie czekając, aż na zagubionej twarzy męża pojawi się jakiekolwiek zrozumienie. Fiedia został na progu, słuchając oddalających się kroków żony, i nie czuł niczego poza przytłaczającym poczuciem, że popełnił nieodwracalny błąd.
 

Następnego dnia Fiedia poszedł do pracy bez najmniejszej chęci. Wszystko leciało mu z rąk. Arsenij krążył wokół niego, gratulował mu, ściskał dłoń jak chłopaki na podwórku.

— No i załatwione — idź podrywać Ludkę. Taka petarda, bo inaczej ja ci ją sprzątnę.

Arsenij się roześmiał, ale jego przyjacielowi nie było do śmiechu. Fiedia podniósł wzrok i Senia zrozumiał.

— Powiem ci coś, Senia. Byłem idiotą, że ci uwierzyłem. Miałem kobietę, której każdy facet tutaj mógłby mi zazdrościć! Mam syna, dobrą rodzinę! Nie potrzebuję twoich młódek!

— Gadasz jak pantoflarz, a nie jak mężczyzna!

— A „mężczyzna” to dla ciebie ktoś, kto porzuca żonę i własne dziecko? Albo ktoś, kto nie potrafi się opanować i skacze z dziewczyny na dziewczynę? A może dla ciebie „mężczyzna” to ten, który nie umie być wierny jednej kobiecie i ucieka jak bezpański pies, gdy tylko zobaczy spódnicę?

Arsenij źle przyjął to, jak Fiedia odniósł się do jego rad — a zwłaszcza to, jak celnie te słowa trafiły w czuły punkt. Najlepsi przyjaciele pokłócili się gwałtownie. Fiedia zdecydował, że jeśli nic się nie zmieni, nie będzie już przyjaźnił się z Arsenijem. Z takim „najlepszym przyjacielem” wrogowie nie są potrzebni.

Tego samego dnia Fiodor poszedł do żony z ogromnym bukietem kwiatów. Uklęknął i poprosił o wybaczenie, uczciwie przyznając, że dał się omamić niedorzecznym historiom przyjaciela. Obwiniał tylko siebie i błagał żonę, żeby mu wybaczyła. Sofia mu wybaczyła; wrócili do swojego mieszkania i znów zaczęli żyć w zgodzie. Fiedii wydawało się nawet, że kocha żonę bardziej niż kiedykolwiek. Nie widział jej już jako czegoś, co po prostu dostał „w pakiecie”.
 

Dla niego Sofia była najpiękniejsza, najlepsza ze wszystkich. Do diabła z kilogramami, do diabła ze zmęczonym wyglądem. Fiodor zaczął aktywnie pomagać żonie, biorąc na siebie więcej obowiązków przy dziecku. Spędzał czas z synem, wstawał w nocy, usypiał go. Zajmował się praniem i gotowaniem, kiedy było trzeba. A w tym czasie jego żona zaczęła promienieć — zapisała się nawet na siłownię.

I powoli, małymi krokami, ich relacja wróciła na właściwe tory. Fiodor obiecał sobie, że nigdy więcej tego nie powtórzy. Dla niego cała ta historia stała się ważną lekcją: zawsze trzeba myśleć własną głową.