Po urodzinach matka męża uznała, że dom jej synowej należy do niej — ale żona jej syna odpowiedziała w taki sposób, że teściowa zaniemówiła.

Marina starannie rozstawiła kieliszki na świątecznym stole. Ich mieszkanie lśniło czystością — trzy dni sprzątania nie poszły na marne. Urodziny teściowej były poważną sprawą.

— Marina, czy ten obrus nie jest zbyt krzykliwy? — Siergiej zajrzał do pokoju.

— Jest dobrze — mruknęła Marina. — Nie zaczynaj. Twoja matka powiedziała „odświętnie”, więc zrobiłam, co mogłam.

— Wiesz, jaka ona jest…

Marina wiedziała. Och, doskonale wiedziała. Osiem lat małżeństwa — i osiem lat prób przypodobania się Tatianie Siemionownie. Prób całkowicie bezsensownych.

Dzwonek do drzwi sprawił, że podskoczyła.

— To ona! — Siergiej rzucił się do drzwi.

— Sieriożeńka! Jak ja się za tobą stęskniłam, mój synku! — rozległ się głos jego matki.

Marina wzięła głęboki oddech. Przedstawienie się zaczyna.

Tatiana Siemionowna wpadła do mieszkania jak czołg — natychmiast wypełniając przestrzeń swoim donośnym głosem, gwałtownymi gestami i mocnym zapachem perfum.

— Och, ja bym nie użyła tego obrusa, Marinochka — oznajmiła od razu. — No ale skoro już leży…

— Wszystkiego najlepszego — powiedziała Marina, podając jej pudełko z tortem.

— Dziękuję, kochanie. A goście — za ile? Za godzinę? W takim razie pójdę się przebrać. — Tatiana Siemionowna zdjęła płaszcz i ruszyła w stronę łazienki.

— Ona tu nie mieszka, prawda? — szepnęła Marina do męża.

— Cicho! — Siergiej pokręcił głową.

Godzinę później mieszkanie wypełniło się gośćmi — przyjaciółkami teściowej, dalekimi krewnymi i sąsiadami. Tatiana Siemionowna promieniała w centrum uwagi.
 

— Wszyscy do stołu! — zarządziła, jakby to ona była panią domu.

Marina tylko się uśmiechnęła i podawała potrawy. To były urodziny teściowej — niech się nacieszy.

— A teraz toast! — Tatiana Siemionowna uniosła kieliszek. — Za nowy etap mojego życia! Za to, że mam teraz solidną podstawę — to piękne mieszkanie mojego syna i Marinochki!

Marina znieruchomiała z salaterką w dłoniach. Co miała znaczyć „solidna podstawa”?

— Teraz moja starość jest zabezpieczona — ciągnęła teściowa, zwracając się do swojej przyjaciółki Zinaidy. — Mieszkanie jest teraz rodzinne, więc należy także do mnie!

Salaterka omal nie wyślizgnęła jej się z rąk. Marina rozejrzała się wokół — spojrzała na ściany, które sama wybrała i pomalowała, na zasłony, kanapę — na wszystko, co rodzice podarowali jej jeszcze przed tym, zanim poznała Siergieja.

— Tania ma rację! — dodała Zinaida. — W naszym wieku trzeba mieć pewność jutra!

Marina spojrzała na męża. Ten pilnie studiował wzór na obrusie.

— Siergiej — szepnęła. — Słyszałeś to?

— Daj spokój, mama żartowała — odpowiedział z wymuszonym uśmiechem.

Ale Marina wiedziała: to nie był żart. Tatiana Siemionowna już opowiadała, jak „zaprowadzi porządek w mieszkaniu” i „urządzi dom młodych małżonków”.

— To mieszkanie jest MOJE — powiedziała Marina cicho.

— Co mówisz, kochanie? — zapytała teściowa, odwracając głowę.

— Nic — odpowiedziała Marina z wymuszonym uśmiechem. — Ktoś chce jeszcze herbaty?

Wieczór zdawał się nie mieć końca. Goście jedli, pili i składali życzenia królowej przyjęcia, podczas gdy Marina czuła się, jakby tkwiła w gęstej mgle. Tatiana Siemionowna zdążyła już obejść pokoje z dwiema przyjaciółkami, omawiając, gdzie postawić szafę i gdzie powiesić swoje ulubione zasłony.
 

Kiedy drzwi zamknęły się za ostatnim gościem, Marina w milczeniu zaczęła sprzątać ze stołu.

— Cudowny wieczór, prawda? — zapytała radośnie teściowa, siadając na kanapie. — Jestem zachwycona!

— Mhm — odpowiedziała Marina.

— Sierioża, przyjdę jutro z Kławą — chcę jej pokazać, jak wszystko tutaj urządzę — oznajmiła Tatiana Siemionowna. — Ona ma taki dobry gust!

Siergiej odchrząknął.

— Mamo, co miałaś na myśli, mówiąc o mieszkaniu?

— Czego tu nie rozumieć? — zdziwiła się. — Nie młodnieję, trzeba myśleć o przyszłości. A wasze mieszkanie — teraz jest wspólne, rodzinne. Więc należy też do mnie!

Marina zacisnęła serwetkę tak mocno, że pobielały jej knykcie.

— Tatiano Siemionowno, ale to… — Nie zdążyła dokończyć.

— Już wybrałam nowe zasłony! — przerwała jej teściowa. — Te są zbyt ciemne. I kanapę trzeba przestawić na drugą ścianę.

Siergiej wtrącił się szybko:

— Mamo, jest późno. Odprowadzę cię?

— Och, synku, nie trzeba. Wrócę sama. A jutro o trzeciej przyjdę z Kławdiją Pietrowną!

Drzwi zamknęły się za nią. Marina opadła na kanapę.

— Siergiej, ty nie słyszałeś, co ona powiedziała? Ona uważa, że MOJE mieszkanie jest JEJ!

— Marina, powiedziała to pod wpływem emocji — odparł Siergiej niepewnie.

— Pod wpływem emocji? Ona już wybrała moje zasłony! To mój dom! Moi rodzice kupili to mieszkanie dla mnie! Przed naszym ślubem!

— Ciszej — powiedział Siergiej, siadając obok niej. — Nie przesadzaj.

— Przesadzam?! — wykrzyknęła Marina, zrywając się na równe nogi. — Nie, koniec z tym! Nie będę tego znosić!

Następnego dnia Marina wróciła wcześniej z pracy — i zatrzymała się na progu. Z kuchni dochodziły głosy. Weszła powoli.

— A tutaj myślę postawić mój kredens — mówiła Tatiana Siemionowna, przesuwając dłonią po ścianie. — Widzisz, Kławo, będzie pasował idealnie.

Obok niej stała siwowłosa kobieta w okularach i potakiwała.

— To prawda, Tanieczko! Młodym trzeba pomagać w prowadzeniu domu.

— Dobry wieczór — powiedziała Marina lodowatym tonem.

— Och, Marinochka! — Teściowa wcale nie była zakłopotana. — Kława i ja omawiamy układ kuchni.

— Mojej kuchni?

— Naszej kuchni, kochanie, naszej — teściowa poklepała ją po ramieniu. — Jesteśmy rodziną!
 

Marina przełknęła gulę w gardle.

— Tatiano Siemionowno, jest pani gościem. U mnie.

— Och, zostaw te formalności! — machnęła ręką. — A przy okazji, zaprosiłam Zinę i Ałłę na herbatę w niedzielę. Upieczesz swoje specjalne ciasto?

Tydzień później Marina nie poznawała już własnego życia. Tatiana Siemionowna przychodziła do mieszkania codziennie. Przestawiała naczynia w szafkach, przynosiła swoje stare zdjęcia i wieszała je w korytarzu, a wczoraj przytargała okropny wazon i postawiła go na samym środku.

— Siergiej, ja już nie mogę — powiedziała Marina do męża. — Ona zachowuje się tak, jakby była u siebie!

— Daj spokój, mama chce tylko pomóc…

— Pomóc?! Ona zaprasza swoje przyjaciółki bez pytania! Wczoraj wróciłam do domu — a tam trzy starsze panie piją herbatę i rozmawiają o MOICH zasłonach!

— No wiesz… — westchnął Siergiej. — To moja matka…

— Twoja, nie moja! — Marina poczuła, że łzy napływają jej do oczu. — A ja się na to nie pisałam!

Lena, przyjaciółka Mariny, doradziła:

— Powiedz jej jasno. Wyjaśnij spokojnie, że to twoje mieszkanie.

— A jeśli Siergiej mnie nie poprze? — Marina obracała w dłoniach filiżankę z kawą.

— Wtedy masz dwie opcje: albo będziesz to znosić całe życie, albo… — Lena zawiesiła głos.

Marina zrozumiała. Czy jej małżeństwo naprawdę mogło rozpaść się przez teściową?

Tego wieczoru rozległ się dzwonek do drzwi. Marina otworzyła — na progu stały Tatiana Siemionowna i sąsiadka.

— Marinochka! Wiera Nikołajewna i ja uważamy, że salon trzeba przemeblować…

Marina patrzyła na nie w milczeniu. Coś w niej pękło — i jednocześnie stało się silniejsze.

— Proszę wejść — powiedziała, wpuszczając je do przedpokoju.

Tatiana Siemionowna ruszyła prosto do salonu. Wiera Nikołajewna podążyła za nią, rozglądając się z ciekawością.

— Spójrz, Wiero, jeśli postawimy kanapę tutaj i całkiem usuniemy półki na książki…

— Półki na książki? — Marina drgnęła. — Moje półki?

— Daj spokój, one tylko zbierają kurz — teściowa machnęła ręką. — Myślę, żeby tutaj postawić moją witrynę. Jest przepiękna, po mojej babci!

Marina wzięła głęboki oddech. Za każdym razem, gdy widziała teściową, powtarzała sobie: wdech, wydech, uspokój się. Ale dziś nie potrafiła.

— A gdzie Sierioża? — zapytała Tatiana Siemionowna, opadając na kanapę i zapraszając sąsiadkę, by usiadła obok niej.

— Jeszcze w pracy — odpowiedziała Marina.

— Szkoda. Chciałam porozmawiać z nim o remoncie. Czas zmienić tapetę! Ta jest już niemodna.

— Tapetę? — Marinie zaszumiało w uszach. — Kładliśmy ją trzy lata temu!

— I co z tego? Znalazłam przepiękną, w kwiaty. Proszę spojrzeć, Wiero Nikołajewno — teściowa wyjęła z torebki próbki.
 

Sąsiadka entuzjastycznie przytaknęła:

— Och, śliczna! Tanieczko, ty masz taki gust!

Marina znów poczuła ucisk w gardle. Przypomniała sobie, jak razem z Siergiejem wybierali tę tapetę, jak się kłócili, śmiali, a potem przez cały tydzień ją przyklejali.

— Tatiano Siemionowno — głos Mariny był zaskakująco spokojny — czy wzięła pani pod uwagę, że to nie jest pani dom?

Zapadła cisza. Teściowa uniosła brwi, zdziwiona.

— Co masz na myśli, Marinochka?

— To MOJE mieszkanie. Moi rodzice mi je podarowali. Przed ślubem.

— I co z tego? — zaśmiała się teściowa. — Teraz jesteście rodziną, wszystko jest wspólne!

W tej samej chwili z przedpokoju dobiegł dźwięk klucza w zamku. Wszedł Siergiej.

— Och, mama! — uśmiechnął się. — I dzień dobry, Wiero Nikołajewno!

— Sieriożeńka! — Tatiana Siemionowna była zachwycona. — Właśnie rozmawiałyśmy o remoncie. Trzeba usunąć te półki i…

— Siergiej — przerwała Marina — słyszysz to? Twoja matka chce robić remont w MOIM mieszkaniu!

Siergiej zastygł na progu, zmieszany.

— Daj spokój, Marina…

— A ja? — Marina czuła, jak wszystko się w niej gotuje. — Od miesiąca znoszę to, że twoja matka przejmuje kontrolę nad moim domem! Moją kuchnią! Moimi rzeczami!

Tatiana Siemionowna zacisnęła usta.

— Jaka ty jesteś egoistyczna, Marina! Ja tylko próbuję pomóc!

— Pomóc?! — Marina nie wytrzymała. — Ty nie pomagasz — ty przejmujesz kontrolę! Przychodzisz bez zaproszenia, rządzisz się, przyprowadzasz swoje przyjaciółki!

Wiera Nikołajewna poruszyła się nieswojo na kanapie.

— Tanieczko, może ja powinnam już pójść?

— Niech pani zostanie — powiedziała stanowczo Marina. — Chcę, żeby pani też to usłyszała.

Wyprostowała się, zacisnęła pięści i spojrzała teściowej prosto w oczy.

— Tatiano Siemionowno, to mieszkanie jest moim domem. Jest zapisane na mnie od czasu sprzed ślubu. Ani pani, ani nikt inny nie ma prawa tutaj decydować. Chętnie panią przyjmuję, ale to ja ustalam zasady w tym domu. Proszę to uszanować.

W pokoju zapadła cisza. Tatiana Siemionowna wyglądała, jakby dostała policzek. Wiera Nikołajewna spuściła wzrok. A Siergiej… Siergiej milczał, ale jego spojrzenie na Marinę się zmieniło.

— Ty… jak śmiesz — Tatiana Siemionowna pobladła. — Siergiej! Powiedz coś!

Siergiej spojrzał na matkę, potem na żonę. Napięcie było gęste jak kisiel.

— Mamo — powiedział w końcu — Marina ma rację.

— Co?! — Tatiana Siemionowna zerwała się z miejsca. — Jesteś przeciwko własnej matce?

— Nie jestem przeciwko tobie — powiedział Siergiej, stając obok Mariny. — Ale to naprawdę nasz dom, a Marina ma prawo ustalać tu zasady.

Wiera Nikołajewna niezgrabnie wstała z kanapy.

— Myślę, że już pójdę…

— Ja też wychodzę! — Tatiana Siemionowna chwyciła torebkę. — Niewdzięcznicy! Ja tak się dla was starałam, a wy…

Nie dokończyła, gwałtownie się odwróciła i ruszyła do drzwi. Wiera Nikołajewna pospieszyła za nią.

— Do widzenia — powiedziała cicho Marina.

Drzwi trzasnęły. Marina i Siergiej zostali sami.

— Obroniłeś mnie — powiedziała Marina, patrząc na męża. — Dziękuję.

Siergiej westchnął i objął ją.

— Przepraszam, że nie zrobiłem tego wcześniej. Mama… ona zawsze taka była. Rozkazywała, decydowała za mnie o wszystkim. Przywykłem do posłuszeństwa.

— Wiem — Marina przytuliła się do niego. — Ale to nasze życie, Siergiej. Tylko nasze.

Przez trzy dni telefon milczał.

Tatiana Siemionowna nie dzwoniła, nie przychodziła. Marina czuła ulgę, a jednocześnie niepokój.

— Myślisz, że bardzo się obraziła? — zapytała Marina Siergieja podczas kolacji.

— Oczywiście — wzruszył ramionami. — Ale dobrze jej to zrobi. Wiesz, od dawna chciałem jej to powiedzieć… tylko nie miałem odwagi.

— Bałeś się?

— Nie tyle bałem… — zawahał się Siergiej. — Po prostu nie chciałem jej zranić. Odkąd tata zmarł, jest sama.

— Rozumiem — skinęła głową Marina. — Ale my też potrzebujemy prywatności.
 

Czwartego dnia zadzwonił telefon. Siergiej odebrał i długo słuchał. Marina obserwowała jego twarz.

— Dobrze, mamo — powiedział w końcu. — Czekamy na ciebie w sobotę.

Odłożył słuchawkę i odwrócił się do Mariny.

— Chce przyjść. Mówi, że musimy porozmawiać.

W sobotę Tatiana Siemionowna przyszła. Wyglądała na powściągliwą, niemal zawstydzoną.

— Wejdź — powiedziała Marina, otwierając drzwi.

Teściowa weszła i podała pudełko ciastek.

— To do herbaty.

Usiedli przy stole. Tatiana Siemionowna przez chwilę milczała, po czym podniosła wzrok na Marinę.

— Dużo myślałam przez te dni. Masz rację, zachowałam się źle…

Marina zamrugała zaskoczona. Nie spodziewała się takich słów.

— Rozumiesz — ciągnęła Tatiana Siemionowna — kiedy człowiek się starzeje, chce czuć się potrzebny, ważny. I boi się zostać sam. A ja… — Urwała.

— Mamo — powiedział cicho Siergiej — zawsze cieszymy się, gdy cię widzimy. Potrzebujemy tylko, żebyś szanowała naszą przestrzeń.

— Rozumiem — skinęła głową. — I będę się starać. Naprawdę.

Minęły dwa miesiące.

Marina stała przy oknie i patrzyła, jak Tatiana Siemionowna idzie w stronę ich bloku. Teraz teściowa przychodziła tylko na zaproszenie albo po wcześniejszym telefonie. Już nimi nie rządziła, nie przestawiała rzeczy i — co najbardziej zaskakujące — nawet radziła się Mariny w sprawach domowych.

— Marina, mama idzie — Siergiej objął żonę od tyłu.

— Widzę — uśmiechnęła się Marina. — Wiesz, ona się zmieniła.

— Wszyscy się zmieniliśmy — Siergiej pocałował ją w czubek głowy.

Marina skinęła głową. To była prawda. Stała się pewniejsza siebie, nauczyła się bronić swoich granic — nie tylko w domu, ale także w pracy. Siergiej przestał lawirować między żoną a matką i odnalazł równowagę. A Tatiana Siemionowna… wydawało się, że w końcu zaakceptowała, iż jej syn jest dorosłym człowiekiem z własnym życiem.