„Sveta, wrócę dziś późno. Połóż się spać beze mnie” — taką wiadomość Svetlana otrzymała od męża i jej serce zabolało jeszcze bardziej.

„Sveta, wrócę dziś późno. Połóż się spać beze mnie” — taką wiadomość Svetlana otrzymała od męża, a jej serce ścisnęło się jeszcze mocniej.

Piotr miał własny warsztat samochodowy; było to dzieło jego życia. Jeśli jakaś praca go zainteresowała, sam wsuwał się pod samochód i potrafił spędzić kilka dni przy jednej naprawie. Svetlana pomyślała, że znów został do późna, żeby majstrować przy jakimś silniku. Była do tego przyzwyczajona.

Ale była dopiero dziewiąta wieczorem i wcale nie chciało jej się spać. Był piątkowy wieczór, co oznaczało, że zaczynał się weekend. Zapukała do drzwi pokoju córki.

— Maroussia! Manka!

Córka miała na uszach słuchawki i nie słyszała matki. Svetlana podeszła bliżej i pomachała ręką przed jej twarzą.

— Maroussia!

Dziewczyna odsunęła jedną słuchawkę.

— Co się stało, mamo?

— Chcesz wyjść na chwilę? Mogłybyśmy pójść do kawiarni. Zjeść burgera?

— Co się dzieje, mamo? Petia znowu zatrzymał się w pracy?

Svetlana skinęła głową, próbując ukryć swoje zaniepokojenie.

— Dobrze, chodźmy! Przebiorę się — pięć minut!

Piotr nie był biologicznym ojcem Maszy; to było drugie małżeństwo Svetlany. Pierwsze nie przetrwało nawet dwóch lat. Poznała Petię, kiedy jej córka miała pięć lat. Teraz byli razem już od ośmiu lat. Jedyną rzeczą, która naprawdę zasmucała Svetlanę, było to, że nie mogła zajść w ciążę. Próbowali, ale bez skutku. A ona tak bardzo chciała mieć dziecko ze swoim mężem.

Piotr traktował Maszę wspaniale, kochał ją jak własną córkę, ale Svetlana nie mogła pozbyć się uczucia, że każdy mężczyzna chciałby mieć swoje własne dziecko. W jej duszy zagnieździł się strach: prędzej czy później mąż ją opuści, żeby mieć to, do czego miał pełne prawo. Dlatego w wieczory, kiedy zostawał w pracy, Svetlana czuła się strasznie samotna. A tego dnia była szczególnie przygnębiona.

Miała czterdzieści lat i wydawało jej się, że czuje, jak jej ciało zwalnia; miała wrażenie, że na zawsze traci szansę, by być „pełną kobietą”.

„Oczywiście, to jeszcze za wcześnie, ale może po prostu taki jest mój los…” — westchnęła Sveta, zapisując w aplikacji w telefonie kolejną nieregularność cyklu. Dzisiejsza wiadomość od Petii całkowicie ją rozstroiła.
 

Masza szybko się przebrała i wyszła na korytarz.

— Gotowe! Idziemy?

— Chodźmy.

Czekając na zamówienie, Svetlana nerwowo miętosiła papierową serwetkę.

— Mamo, daj spokój! On zawsze jest przyklejony do tych swoich samochodów…

Svetlana aż się zarumieniła; nie spodziewała się, że córka zacznie ją tak otwarcie uspokajać.

— Kochanie… Po prostu nie lubię być sama, to wszystko.

Masza upiła łyk lemoniady i pokręciła głową.

— No przecież tak naprawdę nie jesteś sama. Ja jestem tutaj.

— I jestem bardzo wdzięczna, że mam towarzystwo — powiedziała Svetlana z uśmiechem.

Kelner przyszedł z ich jedzeniem. Gdy młody mężczyzna zaczął odchodzić, Masza go zatrzymała.

— Czy moglibyśmy dostać jeszcze jednego burgera na wynos? I porcję frytek?

— Oczywiście. Przyniosę, jak tylko będzie gotowe.

Svetlana spojrzała na córkę pytająco.

— Zaniesiemy to Petii do warsztatu. Od razu się uspokoisz. Zobaczysz, że nikogo tam nie ma oprócz jego kluczy francuskich! — Masza była bardzo dumna ze swojego pomysłu.

— Dobrze, moje słoneczko. Dziękuję.

Resztę kolacji spędziły na rozmowach i śmiechu. Svetlana odłożyła na bok swoje zmartwienia i przez pół godziny potrafiła być po prostu wesołą, rozluźnioną mamą.

Potem wzięły taksówkę i pojechały do Piotra. Im bardziej zbliżały się do dzielnicy, w której znajdował się jego warsztat, tym większy niepokój odczuwała Svetlana. Córka pisała wiadomości do koleżanki i nie widziała, jak drżały ręce jej matki.

— Jesteśmy na miejscu. Płatność kartą? — zapytał kierowca.

Svetlana skinęła głową i zbliżyła telefon do terminala. Po raz pierwszy podczas jazdy Masza spojrzała na matkę. Była blada. Masza szturchnęła ją łokciem.

— No chodź! Zrobimy mu niespodziankę. Będzie zabawnie.

Svetlana przytaknęła. Naprawdę miała nadzieję, że ich wizyta sprawi mężowi przyjemność.

Kiedy podeszły do warsztatu, zobaczyły zapalone światła. Masza chwyciła matkę za rękę i pociągnęła ją do środka. Weszły bez pukania. Dziewczyna uniosła torbę z burgerem i głośno krzyknęła:

— Niespodzianka!

Potem wszystko potoczyło się bardzo szybko. Svetlana od razu zobaczyła, że jej mąż obejmuje jakąś kobietę. Odwrócił się na krzyk Maszy i nie od razu zrozumiał, co się dzieje, więc jej nie puścił; nadal trzymał nieznajomą w ramionach. Kobieta, około trzydziestoletnia, podniosła wzrok na Maszę i Svetlanę. Było jasne, że płakała. Zaczęła łapać oddech, jakby chciała coś powiedzieć, ale kolejna fala szlochu ją zalała; po prostu ukryła twarz w dłoniach i nadal płakała.
 

Svetlana patrzyła na męża oszołomiona, a potem zaczęła powoli się cofać. Odwracając głowę, żeby nie uderzyć o drzwi, zauważyła około pięcioletniego chłopca siedzącego na małym skórzanym fotelu. Bawił się telefonem i podniósł zaskoczony wzrok, żeby zobaczyć, kto wszedł do ich spokojnego kąta.

Svetlana nie mogła już dłużej się powstrzymywać i wybiegła na zewnątrz. Ze względu na swój wiek Masza nie potrafiła zareagować tak szybko, ale zrozumiała, że musi jakoś pójść za matką. Podała torbę z jedzeniem chłopcu.

— Masz… smacznego.

Potem spojrzała na ojczyma, który wciąż nie potrafił wypowiedzieć ani słowa.

— Petia… my idziemy — wyjąkała Masza, po czym pobiegła za matką.

Piotr wreszcie zrozumiał, co się stało, i postanowił je dogonić.

— Sveta! Sveta! Poczekaj!

Wybiegł z warsztatu i zobaczył Maszę próbującą uspokoić matkę.

— Sveta! Nie odchodź! Poczekaj!

Odwróciła się do męża, a w środku wszystko w niej wrzało. Wszystkie jej lęki, cały ból, wszystkie podejrzenia, zranienie i fakt, że mąż ukrywał jakiś sekret — wszystko to uderzyło w nią naraz. Piotr podszedł i spróbował dotknąć jej ręki, ale Svetlana gwałtownie ją cofnęła.

— Nie dotykaj mnie! Nawet się nie waż! Słyszysz? Nie dzisiaj! Nie teraz! — drżała.

— Wszystko źle zrozumiałaś! Naprawdę! Przysięgam!

Svetlana spojrzała na niego z bólem i rozczarowaniem.

— Przysięgam ci, to bardzo ważna praca… nic więcej… Proszę, uwierz mi…

Svetlana pokręciła głową.

— Więc przestań i wróć do domu ze mną i Maszą. Słyszysz? Wróć z nami. Teraz.

Piotr podszedł bliżej i położył dłonie na jej ramionach.

— Nie mogę. Przyjdę jutro rano. Przysięgam. Muszę to dokończyć.

Svetlana odsunęła się i odeszła. Masza pobiegła za nią. Piotr stał tam, ciężko oddychając, i patrzył, jak odchodzą, ale nie mógł za nimi pobiec. Musiał zostać.

Masza usłyszała, jak wcześnie rano otwierają się drzwi wejściowe. Wymknęła się z łóżka i na palcach weszła do salonu. Piotr był blady i ledwo trzymał się na nogach. Zobaczył swoją pasierbicę i uśmiechnął się.

— Cześć, Masz… Jak się masz?

Masza spojrzała na niego, nie wiedząc, jak powinna się zachować. Był jej bliski; pod wieloma względami zastąpił jej ojca. Wiedziała też, że nie umiał kłamać. Piotr był wręcz patologicznie uczciwy. Ale poprzedniej nocy, po powrocie do domu, to ona pocieszała matkę, dała jej środek uspokajający i czekała, aż zaśnie. A teraz Masza musiała przynajmniej przez jakiś czas stać po stronie matki.

— Źle, oczywiście! A czego się spodziewałeś?
 

Widząc w oczach dziewczyny, że nie zamierza udawać, Piotr przeszedł od razu do rzeczy.

— Nie zdradziłem twojej matki. To wcale nie jest to, co myślisz. Mogę ci wszystko opowiedzieć, jeśli chcesz… Ale sądzę, że Svetlana i ja musimy sami o tym porozmawiać.

Masza mu uwierzyła, więc niemal od razu ustąpiła.

— Dobrze… Chcesz kawy? Wyglądasz okropnie…

Piotr pokręcił głową.

— Dam radę. Wezmę tylko prysznic… a potem zobaczymy.

Svetlana obudziła się półtorej godziny później. Znalazła męża drzemiącego na kanapie w salonie. Odchrząknęła, żeby go obudzić.

— Dzień dobry — powiedziała.

— Sveta…

Piotr zerwał się na nogi.

— Porozmawiajmy od razu — powiedział, przecierając oczy. — Proszę.

Svetlana usiadła obok niego. Piotr sięgnął do kieszeni kurtki, wyjął złożoną na pół kartkę papieru i podał ją żonie.

— Co to jest, Petia? Po co?

— Przeczytaj… proszę, przeczytaj.

Svetlana rozłożyła kartkę; jej oczy przesuwały się po linijkach. Potem spojrzała na Piotra.

— Petia, nie rozumiem, co to ma wspólnego… naprawdę. Możesz mi to wyjaśnić własnymi słowami?

Piotr westchnął głęboko, a potem skinął głową.

— Dobrze. To list od wujka mojej mamy. Prosi mnie o pomoc. Dziewczyna, którą wczoraj widziałaś, to jego wnuczka.

Svetlana słuchała; wciąż nie potrafiła zrozumieć, co się dzieje.

— I musiałeś jej pomagać akurat w nocy… tak?

— Tak! — Piotr poderwał się i zaczął chodzić tam i z powrotem. — Sveta, opowiadałem ci tysiąc razy o swoim dzieciństwie, prawda?

Svetlana skinęła głową.

— Wiesz, że mój ojciec pił, a potem bił mnie i moją matkę. Wiesz o tym. Otóż dziadek Kolya — wujek mojej mamy — był jedyną osobą, która nas chroniła. Zawsze mówiłem mu, że może zwrócić się do mnie o pomoc. W każdej chwili. I ta chwila nadeszła.

— Nadal nie rozumiem, jaki to ma związek z tym, co widziałam wczoraj…

Piotr usiadł naprzeciwko żony i wziął jej dłonie w swoje.

— Sasha wpadła w kłopoty. Jej mąż okazał się draniem. Znęcał się nad nią i nad ich synem. Sytuacja stała się tak poważna, że postanowiła uciec. Ale nie miała pieniędzy ani żadnej możliwości, żeby to zrobić. Jedyne, co mieli, to stary samochód wujka Kolyi. Sam wujek jest ciężko chory i to było wszystko, co mógł dla niej zrobić. Napisał do mnie z prośbą o pomoc, a ja zacząłem naprawiać samochód, żeby Sasha i jej syn mogli wyjechać i przynajmniej nie musieli się tym martwić. Dałem też Sashy pieniądze. Ale to nie wpłynie na nasz budżet, nie martw się.

Piotr przełknął ślinę. Svetlana płakała; nie mogła spojrzeć na męża.

— Mąż Sashy wyjechał w delegację na trzy dni. To było jedyne okno, żeby szybko wszystko załatwić. Nie spałem całą noc; całkowicie doprowadziłem samochód do porządku. Wyjechali rano. Wiem, że powinienem był od razu ci powiedzieć, ale wczoraj wieczorem nie miałem już na to siły. Musiałem po prostu pracować — dalej robić swoje, nie oglądać się za siebie. I udało mi się… Teraz są bezpieczni. Zabrała chłopca… Rozumiesz? No dalej, Sveta!
 

Svetlana zakryła twarz dłońmi i zaczęła szlochać.

— Wiem, co mogłaś pomyśleć. Wiem. Ale to nie tak… Przysięgam! Proszę, nie płacz! Proszę… Sveta, błagam cię.

Objął żonę, próbując ją uspokoić.

— Dlaczego nie poszła na policję?

— Bo on ma znajomości. A poza tym, zanim oni by to wszystko załatwili, mógłby ich zabić. Uwierz mi, wiem, o czym mówię. Tacy mężczyźni — takie zwierzęta — nie widzą żadnych granic. W gniewie robią rzeczy, których nawet trudno sobie wyobrazić. I nie musisz się tym martwić. To koniec. Na odległość będą mogli to rozwiązać. Ale Sasha i jej syn będą bezpieczni.

— Jesteś dobrym człowiekiem… Jesteś taki dobry… — powiedziała Svetlana, płacząc.

Piotr trzymał ją w ramionach.

— Jesteś najlepszym człowiekiem, jakiego znam.

Nagle znieruchomiała i podniosła na męża oczy pełne łez.

— I jestem bardzo szczęśliwa…

Piotr spojrzał na nią, nie rozumiejąc.

— Szczęśliwa z czego…?

— Jestem szczęśliwa, że moje dzieci mają ciebie — i będą cię miały — przy sobie…

— Dzieci? Nie tylko Masza? Dzieci? — wpatrywał się w żonę zaskoczony.

Svetlana skinęła głową i znów zaczęła płakać. Piotr podniósł ją i zaczął obracać się z nią po pokoju. W tej chwili Masza wyjrzała ze swojego pokoju.

— Kręćcie się dalej! Zaraz na was zwymiotuje… Poranne mdłości to nie żarty!
 

Piotr i Svetlana spojrzeli na Maszę i uśmiechnęli się. Dziewczyna pokazała im język i wróciła do swojego pokoju.

— Tak bardzo bałam się, że to nieprawda, ale potem zrobiłam test — wczoraj wieczorem. Byłam przerażona, że do nas nie wrócisz… I szczerze mówiąc, tak bardzo bałam się, że wszystkie moje okropne myśli o tej kobiecie i nieślubnym synu okażą się prawdą. Ale cieszę się, że tak nie jest. Cieszę się, że będziemy mieli normalną rodzinę.

Piotr pocałował żonę i znów zaczął obracać się z nią po pokoju.