Galina zaparkowała samochód przy wejściu i wyłączyła silnik. To był trudny dzień; chciała tylko usiąść z Nadią i napić się herbaty z ciastkami. Jej siostra zawsze wiedziała, jak poprawić jej humor.
— Nadka pewnie już nastawia samowar — mruknęła do siebie.
Ale wtedy jej wzrok padł na znajomą niebieską Škodę przy sąsiednim wejściu. Serce podskoczyło jej do gardła. Tablica Valery — to była na pewno jego. Co on tu robił? Tego samego ranka mówił, że utknie w pracy aż do dziewiątej.
— Jakie to dziwne…
Galina wyjęła telefon i zadzwoniła do męża. Długie sygnały. Nie odbierał. Spróbowała jeszcze raz — to samo. Ręce lekko jej drżały, gdy wkładała telefon z powrotem do torebki.
— Może się mylę? — szepnęła, ale numer był zdecydowanie Valery.
Powoli weszła po schodach, a każdy stopień odbijał się echem w jej skroniach. Na czwartym piętrze zatrzymała się przed drzwiami siostry. Cisza. Przyłożyła ucho do drzwi — w środku słychać było głosy. Męski głos… Valera? To był on!
— Jak to możliwe? — Galina zacisnęła pięści.
Kobiecy śmiech — głos Nadii. Potem znów głos mężczyzny, ale nie rozumiała słów. O czym oni tam rozmawiali? Dlaczego nie powiedział jej, że idzie do Nadii?
— Gal, co ty tak sterczysz na korytarzu? — Ciocia Kława wychyliła głowę zza drzwi swojego mieszkania. — Do Nadii przyszłaś?
— Tak… tylko… — Galina skinęła głową, zbita z tropu.
— Ma towarzystwo. Jakiś mężczyzna przyszedł do niej jakieś dwie godziny temu.
— Dwie godziny?! — wyrwało jej się głośniej, niż chciała.
Ciocia Kława popatrzyła na nią z ciekawością i zniknęła za drzwiami. Galina znów zaczęła nasłuchiwać. Teraz głosy były przytłumione. Może poszli do kuchni?
— Ale co tu się dzieje? — wyszeptała, czując mętlik w głowie. — Valerka mówił, że jest w pracy, a on…
Wyjęła telefon i zadzwoniła do Nadii. Ona również nie odebrała. Serce biło jej coraz mocniej. Trzydzieści lat małżeństwa, a jej mąż… co? Zdrada? Z jej własną siostrą?
— To niemożliwe — pokręciła głową. — To niemożliwe…
Ale samochód stał na dole! I głosy za drzwiami! I żadne z nich nie odbierało! Wszystko się zgadzało! A ona — biedna idiotka — niczego nie podejrzewała. Valerka zawsze był taki spokojny, taki opanowany. A Nadia… po śmierci męża zupełnie się załamała, ciągle prosiła o pomoc.
— Boże, a jeśli oni… już od dawna? — Galina poczuła, że słabnie.
Przypomniała sobie, jak jej mąż ostatnio wracał późno do domu. Mówił — praca, projekty, szef. A ona mu wierzyła! Gotowała kolację, czekała. Stara idiotka!
— A Nadia… moja własna siostra! — Jej pięści zacisnęły się aż do bólu.
Przypomniała sobie, jak niedawno Nadia przyszła cała wystrojona. Nowa fryzura, manicure. Powiedziała, że idzie do przyjaciółki. Jakiej przyjaciółki? Może do Valery?
Zza drzwi dobiegała przytłumiona rozmowa. Galina jeszcze mocniej przycisnęła ucho. Głos Valery:
— …nie sądziłem, że tak to się potoczy…
— …najważniejsze, żeby Galka nie… — szept Nadii.
— Co?! — Galina odsunęła się od drzwi.
Jej świat runął. Po prostu runął! Trzydzieści lat małżeństwa — na marne! A jej siostra… Judasz! Zdrajczyni!
— Jak mogliście? — Łzy ścisnęły jej gardło.
Ręce drżały jej, gdy znów wyjęła telefon. Zadzwoniła do Valery — zajęte. Do Nadii — tak samo. Celowo nie odbierali! Tchórze!
— I co ja mam teraz zrobić? — Galina oparła się o ścianę.
Wrócić do domu? Udawać, że nic nie wie? A może wpaść do środka i zrobić awanturę? Albo wynająć prywatnego detektywa? Zebrać dowody?
— Nie — pokręciła głową. — Sama dojdę do prawdy.
Galina wzięła głęboki oddech i znów zaczęła nasłuchiwać pod drzwiami. Głosy całkowicie ucichły. Co oni tam robili? Może zauważyli ją na klatce? Ciocia Kława brzęczała kluczami…
— Na pewno usłyszeli — szepnęła. — Dlatego zamilkli.
Wyjęła z torebki małe lusterko i poprawiła potargane włosy. Musiała się opanować. Nie mogła pokazać, że cokolwiek wie. Najpierw rozpoznanie.
— Gal, co ty tu robisz? — za jej plecami rozległ się znajomy głos.
Odwróciła się — Valera wchodził po schodach z torbą zakupów. Galina patrzyła na niego osłupiała.
— A-ale ty… — wyjąkała. — Twój samochód jest na dole…
— Jaki samochód? — zdziwił się Valera, marszcząc brwi. — Przyjechałem autobusem. Samochód jest w warsztacie, pamiętasz? Zostawiłem go tam rano.
— Ale widziałam… niebieską Škodę… — Galina niepewnie wskazała na okno.
— Gal, połowa miasta jeździ takimi samochodami. — Valera postawił torbę na podłodze i objął ją ramieniem. — Jesteś blada jak ściana. Źle się czujesz?
W mieszkaniu rozległy się kroki, a drzwi gwałtownie się otworzyły.
— O, Galka przyszła! — Nadia wyjrzała w szlafroku, z potarganymi włosami. — Wejdźcie oboje, czemu stoicie na klatce?
— Oboje? — Galina spojrzała na siostrę zdezorientowana. — Kto jest twoim gościem?
— Nikt — ziewnęła Nadia. — Spałam, telewizor był włączony. Czemu jesteś taka przestraszona?
— Słyszałam głosy — upierała się Galina. — Wyraźnie był tam męski głos!
— Oglądałam serial policyjny — Nadia machnęła ręką. — Włączyłam „Gliny”. Tam mężczyźni ciągle na siebie krzyczą.
Valera rzucił żonie zaniepokojone spojrzenie.
— Gal, może powinniśmy wrócić do domu? Miałaś ciężki dzień — pewnie jesteś zmęczona.
— Nie! — odparła ostro Galina. — Wyraźnie słyszałam rozmowę! Mówili o mnie!
— O tobie? — Nadia uniosła brwi ze zdziwieniem. — Niby dlaczego?
— Powiedzieli: „Najważniejsze, żeby Galka nie…” — Galina wpatrywała się w siostrę.
Nadia zawahała się przez chwilę, po czym wybuchnęła śmiechem.
— To było z serialu! Gangsterzy rozmawiali, jak ukryć dowody przed inspektorką Galiną. Podsłuchiwałaś pod moimi drzwiami?
— Nie szpiegowałam, po prostu przypadkiem usłyszałam! — Galina zaczerwieniła się. — A samochód Valery stoi na dole!
— Ten, który jest w warsztacie — spokojnie przypomniał jej mąż. — Gal, chodźmy obejrzeć ten samochód.
Zeszli na podwórko. Niebieska Škoda nadal tam stała, ale tablice rejestracyjne były zupełnie inne.
— Widzisz? — Valera wskazał na tablicę. — To nie nasz.
Galina poczuła, jak policzki palą ją ze wstydu. Co za idiotka! Zamęczała się bez powodu. Trzydzieści lat małżeństwa, a zachowuje się jak nastolatka!
— Przepraszam — wyszeptała. — Musiałam sobie coś wyobrazić…
— Nic się nie stało — Valera objął ją. — Zdarza się. Wszyscy ostatnio mamy nerwy napięte do granic.
— Dokładnie — dodała Nadia. — Chodźcie na herbatę. Wczoraj upiekłam szarlotkę.
Ale Galina wciąż czuła się nieswojo. Jak mogła pomyśleć coś takiego o najbliższych? Valera nigdy jej nie zdradził. A Nadia… o czym ona w ogóle myślała?
— Może naprawdę powinniśmy wrócić? — zaproponowała mężowi.
— Jak chcesz — Valera wzruszył ramionami.
Nadia spojrzała na siostrę z przykrością.
— Gal, czemu ostatnio jesteś taka podejrzliwa? Jesteśmy rodziną.
— Wiem — przytaknęła Galina. — Po prostu… jestem bardzo zmęczona.
— Dobrze, zostańmy chwilę — zgodziła się Galina.
Wrócili do mieszkania. Nadia krzątała się w kuchni, Valera usiadł w fotelu przed telewizorem. Galina usiadła obok męża, ale nie potrafiła się uspokoić. Coś nadal ją dręczyło.
— Val, dlaczego tak wcześnie wróciłeś z pracy? — zapytała. — Mówiłeś, że będziesz tam do dziewiątej.
— Projekt został odwołany — odpowiedział, nie odrywając wzroku od ekranu. — Klient zmienił zdanie. Szefowie odesłali wszystkich do domu.
— A dlaczego autobusem? Dlaczego zawiozłeś samochód do warsztatu?
Valera odwrócił się do niej, marszcząc brwi.
— Gal, przesłuchujesz mnie? Coś hałasowało pod maską. Postanowiłem, że dam go do sprawdzenia.
— Jaki hałas? — naciskała Galina. — Rano działał bardzo dobrze.
— Zaczęło się w drodze do pracy — Valera zaczął się irytować. — Dlaczego się mnie czepiasz?
Nadia przyszła z tacą, postawiła na stole czajniczek i talerzyki z ciastem.
— Dlaczego się kłócicie? — zapytała, nalewając herbatę.
— Gal mnie przesłuchuje — burknął Valera. — Nie podoba jej się samochód, nie podoba jej się godzina.
— Nie przesłuchuję cię, tylko pytam — broniła się Galina. — Jestem twoją żoną, mam prawo wiedzieć, gdzie włóczy się mój mąż.
— Włóczy? — oburzył się Valera. — Co to ma znaczyć?
— Rozumiej, jak chcesz!
Nadia patrzyła na nich z niepokojem.
— Och, dlaczego wy się kłócicie? O co?
— Bo twoja siostra mi nie ufa — powiedział Valera, wstając z fotela. — Trzydzieści lat razem, a ona wymyśla sobie niestworzone rzeczy.
— Jakie podejrzenia? — zapytała Nadia, patrząc raz na jedno, raz na drugie, zupełnie zdezorientowana.
— Jakbyś nie wiedziała! — wybuchła Galina. — Stałam pod twoimi drzwiami pół godziny i słuchałam głosów!
— Powiedziałam ci — oglądałam program!
— Jaki program?! — krzyknęła Galina, zrywając się na nogi. — Przed chwilą mówiłaś, że spałaś!
Nadia zamrugała, zmieszana.
— No… przysnęłam przy włączonym telewizorze. Zdarza się.
— Kłamiesz! — rzuciła Galina, wskazując na siostrę palcem. — Najpierw spałaś, potem oglądałaś program! Sama sobie zaprzeczasz!
— Co ty wyprawiasz? — Nadia nadąsała się, urażona. — Gal, co ty robisz?
— Co ja robię? — Galina uderzyła się w pierś. — A co wy tu robicie we dwoje?
Valera ciężko westchnął i znów usiadł.
— Gal, uspokój się. Nic się nie dzieje.
— Ach tak? — Gniew Galiny narastał. — To dlaczego nie odbieraliście telefonów? Oboje!
— Byłam pod prysznicem — tłumaczyła się Nadia. — Nie słyszałam.
— A ty? — Galina zwróciła się do męża. — Też byłeś pod prysznicem w autobusie?
— Rozładowała mi się bateria — odpowiedział sucho Valera.
— Jak wygodnie! — zawołała Galina, klaszcząc w dłonie. — Jednemu bateria, drugiej prysznic!
— Gal, przestań — poprosił zmęczonym głosem mąż. — Nakręciłaś się bez powodu.
— Bez powodu? — Głos Galiny się załamał. — Jestem mężatką od trzydziestu lat — myślisz, że jestem idiotką?
— Nie myślę tak. Ale zachowujesz się dziwnie.
Nadia nieśmiało podała siostrze filiżankę herbaty.
— Galka, napij się herbaty. Trochę się uspokoisz.
— Nie potrzebuję twojej herbaty! — Galina odsunęła filiżankę. — Potrzebuję prawdy!
— Jakiej prawdy? — W głosie Nadii pojawiła się panika. — O czym ty mówisz?
— Doskonale wiesz, o czym! — rzuciła Galina, wpatrując się w nią. — On też wie!
Valera potarł dłonią czoło.
— Boże, co za cyrk…
— Cyrk? — odparła Galina. — To ja robię cyrk?
— Tak, ty — odpowiedział mąż stanowczo. — A teraz przestań.
Valera ciężko podniósł się z fotela i podszedł do Galiny.
— Dobrze — powiedział zmęczonym głosem. — Chcesz prawdy? Dostaniesz prawdę.
Galina zamarła. Serce biło jej tak mocno, jakby miało wyskoczyć z piersi.
— Val, nie rób tego — cicho błagała Nadia.
— Muszę — odpowiedział stanowczo. — Skoro Galka uznała, że spiskujemy przeciwko niej.
— Powiedz więc — wyszeptała Galina.
— Naprawdę przychodzę do Nadii. Regularnie. Od sześciu miesięcy.
Nogi ugięły się pod Galiną. Osunęła się na krzesło.
— Pomagam jej z dokumentami — ciągnął Valera. — Po śmierci Siergieja wszystko się pogmatwało… spadek, długi, banki. Nie była w stanie sama sobie z tym poradzić.
— Jakimi dokumentami? — zapytała słabo Galina.
— Kredyty, ubezpieczenie — powiedziała Nadia, spuszczając wzrok. — Siergiej zaciągnął pożyczki. Nie wiedziałam o tym. Po pogrzebie banki zaczęły żądać pieniędzy.
— I nie powiedziałaś mi?
— Nie chciałam cię martwić — pociągnęła nosem Nadia. — Sama byłaś wtedy w żałobie.
Valera usiadł obok żony i ujął jej dłonie w swoje.
— A ja ci nie powiedziałem, bo od razu chciałabyś wziąć wszystko na siebie. Dać pieniądze, zastawić mieszkanie… Znam cię.
Galina milczała, próbując zrozumieć to, co właśnie usłyszała.
— Nadia wstydziła się prosić o pomoc — kontynuował mąż. — Mówiła, że i tak jest już dla nas ciężarem. Pomyślałem, że załatwimy to po cichu, bez zamieszania.
— Ile pieniędzy potrzeba? — zapytała Galina.
— Już nie trzeba — Nadia uśmiechnęła się przez łzy. — Valera pomógł to załatwić. Ubezpieczenie pokryło długi i udało się zachować mieszkanie.
— No i świetnie — Valera wzruszył ramionami. — Sprawa zamknięta.
Galina poczuła, jak wstyd podchodzi jej do gardła. Co ona zrobiła! Podejrzewała własną rodzinę o zdradę!
— Wybaczcie mi — wyszeptała. — Byłam taka głupia…
— Daj spokój — powiedziała Nadia, obejmując ją. — Ja też pewnie wymyśliłabym różne głupoty.
— A to moja wina, że to ukryłem — przyznał Valera. — Powinienem był powiedzieć ci od razu.
— Powinieneś — zgodziła się Galina. — Jesteśmy rodziną. Po co coś przed sobą ukrywać?
— Już więcej tego nie zrobimy — obiecał jej mąż.
— Na pewno nie — przytaknęła Nadia. — A teraz pij herbatę, zanim wystygnie.
Galina wzięła filiżankę i upiła łyk. Gorąca, słodka herbata działała kojąco. Dobrze, że sprawy nie były tak straszne, jak sobie wyobrażała. Jej bliscy tylko chcieli się chronić, a nie zdradzić.
— A ciasto naprawdę jest pyszne — powiedziała, biorąc kęs.
— Nowy przepis — rozpromieniła się Nadia. — Znalazłam go w internecie.
— Podzielisz się?
— Oczywiście!
Valera pił herbatę w milczeniu, patrząc na żonę. Galina napotkała jego spojrzenie.
— O czym myślisz?
— Trzydzieści lat razem. A my nadal nie nauczyliśmy się sobie ufać — powiedział z smutnym uśmiechem.
— Nigdy nie jest za późno — odpowiedziała Galya.
— To prawda — zgodziła się Nadia. — Najważniejsze, żeby chcieć.
Galina spojrzała na najdroższych ludzi w swoim życiu. Jak mogła pomyśleć o nich coś złego? Valera — taki niezawodny, zawsze gotowy pomóc. Nadia — dobra, troskliwa, nigdy nikomu nie zrobiłaby krzywdy.
— Wiecie co? — powiedziała zdecydowanie. — Zawrzyjmy umowę. Żadnych więcej sekretów. Cokolwiek się stanie — mówimy sobie prawdę.
— Umowa stoi — skinął głową Valera.
— Ja też się zgadzam — uśmiechnęła się Nadia.
Dopili herbatę i zjedli ciasto. Potem Galina i jej mąż wrócili do domu. Jechali w milczeniu, każde pogrążone we własnych myślach. Dopiero gdy dotarli pod swój blok, Valera powiedział:
— Przepraszam, że od razu ci nie zaufałem.
— A ja przepraszam — odpowiedziała Galina. — Że zwątpiłam w ciebie.
Objęli się mocno — jak w młodości, kiedy dopiero się pobrali. Wtedy też zdarzały się kłótnie i pojednania. Ale miłość okazała się silniejsza niż wszystkie podejrzenia i urazy.