Ekaterina wyszła spod prysznica i owinęła włosy ręcznikiem. W mieszkaniu panowała cisza — Maxim prawdopodobnie siedział przy komputerze w sypialni. Poszła do kuchni, nalała sobie szklankę wody i dopiero wtedy zauważyła, że jej torebka leżąca na krześle była lekko otwarta.
Dziwne. Była pewna, że przed prysznicem zasunęła wszystkie zamki.
Zajrzała do środka. Portfel był na miejscu, podobnie jak dokumenty. Sprawdziła kieszenie — kosmetyczka, klucze, telefon. Wszystko wydawało się być tam, gdzie powinno. Uspokojona odłożyła torebkę i poszła się ubrać.
Maxim siedział w sypialni, wpatrzony w laptopa. Kiedy weszła, drgnął i szybko przełączył okno.
— Dlaczego jesteś taki spięty? — Ekaterina zmarszczyła brwi.
— Ja? Nie, wszystko w porządku. Po prostu kończę trochę pracy.
Wzruszyła ramionami i odwróciła się w stronę szafy. Ostatnio Maxim zachowywał się dziwnie. Niektórymi wieczorami wychodził na korytarz, żeby prowadzić sekretne rozmowy telefoniczne. Innym razem podskakiwał przy każdym powiadomieniu. Ekaterina powtarzała sobie, że to tylko stres związany z pracą.
Następnego dnia — w sobotę — telefon Maxima nie przestawał dzwonić. Ekaterina zobaczyła na ekranie napis „Mama” co najmniej pięć razy, ale on odrzucał każde połączenie.
— Może powinieneś odebrać? — powiedziała, wskazując na telefon.
— Oddzwonię później.
— Maxim, co się dzieje?
— Nic — mruknął, odwracając się w stronę okna.
Tego wieczoru, kiedy Ekaterina przygotowywała kolację, jego telefon zadzwonił ponownie. Tym razem chwycił go i pośpiesznie wyszedł na klatkę schodową. Przez ścianę słyszała, jak zdenerwowanym głosem coś tłumaczy.
Ekaterina wytarła ręce i zaczęła nasłuchiwać.
— Mamo, nie wiedziałem! Nigdy mi nie powiedziałaś, ile chciałaś wydać! Myślałem, że na karcie jest więcej pieniędzy…
Cisza.
— Osiemdziesiąt pięć tysięcy?! Zwariowałaś?
Kolejna pauza.
— Nie mam żadnej innej karty! Nawet nie wiem, czy Katya ma inne konta!
Ekaterina znieruchomiała, trzymając w ręce chochlę.
Karta? Jaka karta?
Rzuciła się do torebki i wysypała jej zawartość na stół. Portfel, dokumenty, kosmetyczka… mała kieszonka na zamek.
Pusta.
Jej karta, na którą wpływała pensja, zniknęła.
Ekaterina gwałtownie otworzyła drzwi i wyszła na korytarz. Maxim stał na klatce schodowej z telefonem przy uchu.
— Mamo, poczekaj…
— Daj mi telefon — powiedziała Ekaterina, wyciągając rękę.
Maxim pobladł.
— Katya, nie teraz…
— Teraz. Telefon.
Niechętnie jej go podał.
— Liudmiła Stiepanowna? Tu Ekaterina.
— Ach, wreszcie zdecydowałaś się odezwać! — głos teściowej drżał z oburzenia. — Wiesz, że twój mąż dał mi kartę, na której nie było ani grosza?!
Ekaterina oparła się plecami o ścianę.
— Maxim dał pani moją kartę?
— Tak! Zaprosiłam przyjaciółki do restauracji — chciałam je odpowiednio ugościć. A potem karta została odrzucona! Rachunek wynosił osiemdziesiąt pięć tysięcy! Musiałam się upokorzyć i poprosić je, żeby dołożyły się do rachunku. Rozumiesz, jak ja wyglądałam?!
— Liudmiło Stiepanowno — powiedziała Ekaterina powoli, jakby tłumaczyła coś dziecku. — Maxim wziął moją kartę bez pozwolenia. To nazywa się kradzieżą.
— Kradzieżą?! Jaką kradzieżą? To mój syn! A ty jesteś jego żoną! Masz obowiązek mi pomagać!
— Niczego pani nie jestem winna. Zwłaszcza komuś, kto bierze cudze rzeczy bez pozwolenia.
— Jak śmiesz…
— Jeśli to się powtórzy, zgłoszę sprawę na policję. Przeciwko wam obojgu.
Teściowa aż zakrztusiła się z oburzenia, ale Ekaterina już zakończyła połączenie.
Maxim stał zgarbiony.
— Katya, chciałem tylko dobrze…
— Wziąłeś moją kartę bez pytania i dałeś ją swojej matce?
— To ona mnie o nią poprosiła! Powiedziała, że tylko na chwilę — po prostu na wyjście do restauracji…
— I wydało ci się normalne grzebać w mojej torebce, wyjąć kartę i dać ją komuś innemu?
— To nie jest ktoś obcy! To moja matka!
Ekaterina zaśmiała się krótko i sucho, bez najmniejszego śladu rozbawienia.
— Maxim, na tej karcie było piętnaście tysięcy. To były wszystkie nasze pieniądze do wypłaty. Twoja matka chciała wydać osiemdziesiąt pięć tysięcy. Rozumiesz, co mogło się stać?
— Myślałem, że jest tam więcej…
— Myślałeś? Czy w ogóle nie pomyślałeś?
Odwróciła się i weszła do mieszkania. Maxim ruszył za nią.
— Katya, proszę, wybacz mi. Naprawdę nie chciałem narobić problemów. Mama powiedziała, że po prostu idzie na kolację z przyjaciółkami. Myślałem, że wyda najwyżej dziesięć tysięcy…
Ekaterina usiadła na kanapie i spojrzała na niego.
— Wiesz, co jest najgorsze? Nawet nie to, że ją wziąłeś. Najgorsze jest to, że nawet nie spróbowałeś najpierw mnie zapytać.
— Wiedziałem, że się nie zgodzisz.
— Właśnie. Wiedziałeś. A mimo to to zrobiłeś.
Maxim usiadł obok niej na kanapie.
— Mama ciągle narzeka, że jej przyjaciółki ją oceniają. Mówią, że jej syn odniósł sukces, ale o niej zapomniał. Chciała udowodnić, że to nieprawda.
— Za moje pieniądze.
— …Tak.
Ekaterina wstała i poszła do kuchni. Zupa na kuchence dawno już wystygła. Wyłączyła palnik i oparła się o blat.
Maxim pojawił się w drzwiach.
— I co teraz będzie?
— Nie wiem — odpowiedziała szczerze Ekaterina. — Potrzebuję czasu, żeby to przemyśleć.
— Nie rozwiedziesz się ze mną przez coś takiego, prawda?
Odwróciła się do niego.
— Maxim, przez dwa lata naszego małżeństwa twoja matka ani razu nie zwróciła się do mnie po imieniu. Zawsze jestem „synową” albo „żoną Maxima”. Przychodzi bez zapowiedzi, krytykuje moje gotowanie, sposób prowadzenia domu, nawet to, jak się ubieram — a ty milczysz.
— Ona po prostu taka jest. Ma trudny charakter.
— Każdy może mieć trudny charakter. Ale nie każdy jest chamski. I nie każdy sięga do cudzych portfeli.
Maxim zacisnął pięści.
— To moja matka. Nie mogę jej porzucić.
— Nie proszę cię, żebyś ją porzucił. Proszę cię, żebyś wyznaczył granice. Żebyś jej wyjaśnił, że moja torebka nie jest wspólną kasą na jej rozrywki.
— Porozmawiam z nią.
— Ile razy już to obiecywałeś? — Ekaterina potarła czoło, wyczerpana. — Kiedy nazwała mnie starą bezpłodną kurą? Kiedy powiedziała, że jestem beznadziejną gospodynią? Kiedy mówiła ci, że mogłeś znaleźć sobie lepszą żonę?
Maxim nic nie odpowiedział.
— Właśnie — szepnęła Ekaterina, mijając go w drodze do sypialni.
Wyjęła z szafy koc i poduszkę i zostawiła je na kanapie.
— Dzisiaj śpisz tutaj.
— Katya…
— Potrzebuję pobyć sama. Proszę.
Zamknęła drzwi sypialni i usiadła na łóżku. Ręce jej drżały — nie ze złości, lecz z wyczerpania. Zrozumiała bowiem, że właśnie tak żyją niektórzy ludzie: jedno udaje, że problem nie istnieje, a drugie połyka wszystko, dopóki w końcu nie pęknie.
Następnego ranka Ekaterina obudziła się wcześnie. Maxim wciąż spał na kanapie, niezgrabnie rozłożony. Minęła go, nie budząc, i wyszła na balkon.
Jej telefon zawibrował. Wiadomość od Liudmiły Stiepanowny.
„Ekaterina, chciałam przeprosić za wczoraj. Zdenerwowałam się. Zapomnijmy o całej tej sytuacji i nigdy więcej do niej nie wracajmy.”
Ekaterina prychnęła.
Zapomnieć. Oczywiście. Jakby nic się nie stało.
Odpisała:
„Liudmiło Stiepanowno, wyjaśnijmy sobie od razu jedną rzecz. Moje osobiste rzeczy należą do mnie. Jeśli czegoś pani potrzebuje, proszę pytać mnie bezpośrednio — nie przez Maxima i nie za moimi plecami. To ja decyduję, czy coś pani dam, czy nie. To jest ostatnie ostrzeżenie.”
Wysłała wiadomość — i zablokowała teściową. Jeśli kontakt naprawdę będzie konieczny, może odbywać się przez jej syna.
Maxim obudził się około pół godziny później. Wyszedł na balkon, pocierając kark.
— Spałaś?
— Kanapa jest okropna.
— To tymczasowe — powiedziała Ekaterina, wciąż patrząc na ulicę.
— Jak długo to potrwa?
— Dopóki nie zdecydujemy, jak będziemy żyć od tej pory.
Maxim oparł się o balustradę obok niej.
— Rozmawiałem z mamą. Obiecała, że już nie będzie prosić o pieniądze.
— Maxim, tu nie chodzi o pieniądze. Chodzi o to, że nie rozumiesz granic. Dla ciebie normalne jest, że ona mnie obraża. Normalne jest, że opowiada swoim przyjaciółkom, ile zarabiam. Normalne jest, że otwiera moją torebkę i bierze moją kartę.
— Już tego nie zrobię.
— Jak mam ci zaufać? — Odwróciła się do niego. — Składasz obietnice, a potem i tak robisz po swojemu.
Otworzył usta, żeby zaprotestować, ale się powstrzymał.
— Naprawdę już tego nie zrobię.
— Dobrze. W takim razie powiedz jej, że może do nas przychodzić tylko wtedy, kiedy zostanie zaproszona. Nie „uprzedzi nas, że przyjdzie”, tylko czeka na zaproszenie.
— Obrazi się.
— Może się obrazić. To mój dom i to ja decyduję, kto do niego wchodzi.
Maxim skinął głową, choć w jego oczach przemknęła niepewność.
Kolejne dni mijały w napiętej ciszy. Maxim próbował zachowywać się tak, jakby nic się nie zmieniło, ale Ekaterina czuła, że między nimi rośnie mur.
Zrozumiała, że przestała ufać mężowi. Zaczęła nawet zabierać torebkę ze sobą do łazienki. Karty schowała w sejfie i nie podała Maximowi kodu.
I zaczęła myśleć o tym, co będzie dalej.
Czy można stworzyć rodzinę z kimś, kto nie potrafi powiedzieć swojej matce „nie”? Z kimś, kto jest gotów poświęcić zaufanie żony w zamian za kilka minut spokoju?
Odpowiedź przyszła sama — i Ekaterina jej nienawidziła.
Tydzień później Liudmiła Stiepanowna zadzwoniła do Maxima i zażądała, żeby natychmiast do niej przyjechał. Coś stało się z rurami — podobno zalewała sąsiadów.
Maxim zaczął się pośpiesznie szykować.
— Muszę jechać do mamy. Mówi, że zalała sąsiadów.
Ekaterina skinęła głową, nie odrywając wzroku od laptopa.
— Dobrze.
— Nie jedziesz ze mną?
— Nie.
— Ale ona prosiła…
— Maxim. — Ekaterina zamknęła laptopa i spojrzała mu prosto w oczy. — Twoja matka, twój problem. Ja już nie mam zamiaru uczestniczyć w tym cyrku.
Chciał coś powiedzieć, ale zmienił zdanie i wyszedł.
Ekaterina została sama. Opadła na kanapę i objęła kolana ramionami.
Kiedyś wierzyła, że miłość oznacza gotowość do wybaczenia wszystkiego. Teraz rozumiała, że miłość jest wtedy, gdy ktoś szanuje cię na tyle, by nie stawiać cię bez przerwy w sytuacji, w której musisz mu wybaczać.
A Maxim wciąż nie nauczył się szacunku.
Ani do niej, ani do jej granic.
Telefon ponownie zawibrował — tym razem była to wiadomość od jej ojca:
„Katya, jak się masz? Dawno nie dzwoniłaś.”
Ekaterina się uśmiechnęła. Jej rodzice zawsze zdawali się wiedzieć, kiedy coś było nie tak.
Odpisała:
„Tato, mogę przyjechać do was w ten weekend? Sama. Muszę porozmawiać.”
Odpowiedź przyszła niemal natychmiast:
„Oczywiście, kochanie. Będziemy na ciebie czekać.”
Ekaterina oparła się wygodniej i wypuściła powietrze.
Decyzja właściwie podjęła się sama.
Niektóre małżeństwa można uratować — ale tylko wtedy, gdy obie osoby naprawdę chcą je ratować. Kiedy jedna ciągnie w jedną stronę, a druga w przeciwną, lina w końcu pęka.
I lepiej puścić ją wcześniej, zanim złamie cię na zawsze.