Dom Jubilerski Laurent był najsłynniejszym salonem jubilerskim przy Piątej Alei. Jego szklane drzwi lśniły w porannym słońcu, a za nimi diamenty spoczywały w ciepłym, złocistym świetle niczym maleńkie kawałki nieba.
Przy wejściu starsza kobieta w znoszonym, khaki swetrze pchała swój wózek inwalidzki drżącymi dłońmi.
Jej siwe włosy były niedbale upięte. Spódnica była wyblakła. Jedno z kół zahaczyło o marmurowy próg, a wózek gwałtownie podskoczył. Kilku zamożnych klientów odwróciło się, by spojrzeć. Jedna z kobiet zakryła usta dłonią i szepnęła coś do swojej przyjaciółki.
Starsza kobieta spuściła wzrok.
Zanim zdążyła spróbować ponownie, przez salon rozległ się ostry stukot wysokich obcasów.
Celeste Laurent, młoda dyrektor zarządzająca salonu, stanęła w drzwiach. Jej czarny kostium był nienaganny. Usta miała pomalowane na czerwono. Na twarzy malował się okrutny uśmiech.
— Przykro mi — powiedziała Celeste głośno, tak aby wszyscy usłyszeli. — Ten sklep nie jest dla takich ludzi jak pani. Proszę wyjść.
Starsza kobieta zamarła.
Celeste podeszła bliżej.
— Czy pani w ogóle wie, gdzie się znajduje? Tutaj sprzedajemy diamenty, a nie litość.
Kilku klientów odwróciło wzrok, zawstydzonych. Nikt nie ruszył z pomocą.
Wtedy młody sprzedawca w niebieskim uniformie szybko podszedł.
— Proszę pani, wszystko w porządku? — zapytał, klękając obok wózka. — Proszę pozwolić, że pomogę pani wejść.
Celeste ostro rzuciła:
— Noah, wstań. Jeśli jeszcze raz dotkniesz tego wózka, jesteś zwolniony.
Noah się nie poruszył.
Delikatnie trzymał wózek starszej kobiety.
Kiedy pomagał jej pokonać próg, rękaw jego munduru zahaczył o naszyjnik, który miała na szyi. Zapięcie puściło.
Perły rozsypały się po marmurowej podłodze.
Białe perły potoczyły się we wszystkich kierunkach, wpadając pod gabloty i między wypolerowane buty klientów. Mały złoty wisiorek wpadł prosto do dłoni Noaha.
Miał kształt klucza.
Celeste spojrzała w dół.
Jej twarz nagle pobladła.
— To… to klucz do sejfu?
Starsza kobieta powoli uniosła głowę.
Wyraz bezradności zniknął z jej twarzy.
Jej głos był spokojny.
— Przyszłam wybrać następnego właściciela.