Mam 57 lat. Mój były mąż opuścił rodzinę, kiedy nasze dzieci były jeszcze bardzo małe, zostawiając mnie z niewielkimi alimentami, które wystarczały zaledwie na tydzień skromnych posiłków.
Wieczorami dorabiałam na różnych dorywczych pracach i odkładałam każdy dodatkowy grosz na zimowe płaszcze oraz podręczniki szkolne. Przez wiele lat zapomniałam, co znaczy odpoczywać nad morzem, kupować nowe sukienki albo po prostu pójść do kawiarni z przyjaciółkami. Moją główną rozrywką było spanie w dzień wolny. Moja młodość upłynęła na oszczędzaniu i nieustannej pracy.
Dzieci dorosły, zdobyły wykształcenie, stały się samodzielne, a ja nagle zdałam sobie sprawę, że wreszcie mogę odpocząć.
Niedawno wyremontowałam mieszkanie i w końcu miałam wolny czas oraz pieniądze, z którymi nie wiedziałam, co zrobić.
Długo opierałam się, gdy koleżanki radziły mi, żebym poznała kogoś przez Internet. Wydawało mi się, że to jest dla młodych, że w moim wieku powinno się już siedzieć w domu i zajmować wnukami.
Ale samotność w moim pustym dwupokojowym mieszkaniu w końcu wygrała. Wieczorami nie miałam do kogo powiedzieć choćby kilku słów. Zrobiłam sobie kilka ładnych zdjęć, wypełniłam krótki profil i czekałam.
Na początku pisali do mnie dziwni mężczyźni. Jeden zalotnik, po półgodzinnej rozmowie w parku, poprosił mnie, żebym pożyczyła mu tysiąc rubli do wypłaty. Inny był otwarcie chamski, kiedy odmówiłam pójścia do niego.
Byłam już bliska usunięcia tej bezużytecznej aplikacji, gdy dostałam wiadomość od Olega.
Na zdjęciu był przystojny mężczyzna o siwych włosach i bardzo otwartym uśmiechu. Miał sześćdziesiąt lat. Zaczęliśmy pisać i od razu zrobił na mnie wrażenie swoją lekkością. Nie było w nim nic z tej ciężkości ani ponurości, którą tak często widywałam u ludzi w moim wieku.
Spotkaliśmy się w parku. Oleg zaskoczył mnie, przychodząc z gitarą w zniszczonym futerale. Spacerowaliśmy, rozmawialiśmy o muzyce i filmach.
Potem usiedliśmy na ławce przy stawie, a on zaczął śpiewać. Miał piękny, głęboki głos. Kilku przechodniów nawet zatrzymało się niedaleko, żeby posłuchać, jak gra.
— Natalio, posłuchaj mnie dobrze — powiedział, kładąc gitarę na ławce. — Życie mija bardzo szybko. Przestań oszczędzać, przestań drżeć o każdy grosz na koncie. Już zapracowaliśmy na wszystko, co mamy. Trzeba podróżować, wychodzić z domu, żyć dla siebie! Zasługujemy na to święto.
Byłam tak zmęczona byciem silną, tak zmęczona ciągłym oszczędzaniem, że jego słowa głęboko mnie poruszyły.
Relacja
Nasza relacja zaczęła się bardzo szybko. Chodziliśmy wszędzie. Oleg nieustannie wyciągał mnie z domu i nie pozwalał mi się nudzić. Bywaliśmy na wystawach w mieście, spacerowaliśmy wzdłuż nabrzeża i rano wyjeżdżaliśmy pociągiem poza miasto. Był czarujący, radosny i znał setki zabawnych historii.
Bardzo szybko staliśmy się sobie bliscy. I była to dla mnie prawdziwa radość. Nigdy bym nie pomyślała, że w moim wieku można jeszcze przeżywać tyle emocji.
Moje życie się zmieniło. Kupiłam sobie piękną bieliznę, znów zaczęłam układać włosy rano i używać perfum — czego od dawna już nie robiłam. Przyjaciółki patrzyły na mnie, jakby nie poznawały tej zmęczonej kobiety, wyniszczonej domowymi obowiązkami.
Jeśli chodzi o finanse, od samego początku każdy płacił za siebie. W restauracji dzieliliśmy rachunek, a bilety do kina kupowaliśmy na zmianę. Czasami płaciłam za kolację, jeśli Oleg nie miał drobnych.
Wcale mi to nie przeszkadzało. Miałam odłożone pieniądze i uważałam, że w naszych czasach oddzielny budżet między dorosłymi ludźmi jest czymś normalnym. W końcu najważniejsze było spędzanie czasu razem, a nie papierki w portfelu.
Ale po kilku miesiącach ten idealny obraz zaczął pękać. Zaczęłam zauważać pewne dziwactwa w zachowaniu mojego radosnego mężczyzny.
Okazało się, że Oleg w dość szczególny sposób woli „żyć dla siebie”. Dowiedziałam się, że nie ma żadnych oszczędności na nagłe sytuacje. Żył z okazjonalnych drobnych zleceń, dumnie nazywając siebie „prawdziwym artystą”. Nigdy nie miał samochodu, a jego skromne mieszkanie naprawdę wymagało poważnego remontu.
Na początku przymykałam na to oczy. Niektórzy ludzie po prostu nie potrafią oszczędzać. Zdarza się. Ale potem finansowa nierównowaga stała się zbyt widoczna. Oleg coraz częściej zapominał portfela z domu albo skarżył się, że karta bankowa została zablokowana.
— Natusiku, zapłać za taksówkę, moja aplikacja się zablokowała, nic się nie ładuje — mówił, wsiadając do samochodu po restauracji.
— Kochanie, kup te bilety do teatru swoją kartą, moje honorarium wpłynie dopiero w przyszłym tygodniu — prosił przez telefon.
Płaciłam. Wyciągałam kartę i regulowałam wydatki. Kwoty nie były duże, ale zaczęły budzić we mnie pewien niepokój.
Zaczęłam analizować nasze ostatnie spotkania. Okazało się, że to ja płaciłam za wszystkie nasze rozrywki. On oferował mi tylko swój urok, piękne piosenki przy gitarze i wielkie przemowy o tym, jak ważne jest, by nie liczyć pieniędzy, kiedy chodzi o przyjemność. Tylko że w jakiś sposób zawsze chodziło wyłącznie o moje pieniądze.
Odsuwałam od siebie te myśli. Wydawało mi się, że lata biedy po prostu uczyniły mnie zbyt wyrachowaną i skąpą. Wyrzucałam sobie, że jestem pazerna. Mówiłam sobie: „Naprawdę będę liczyć te nędzne grosze za taksówkę? Ten człowiek daje mi radość, jesteśmy szczęśliwi. Nie powinnam być taką podejrzliwą sknerą”.
Próba nad morzem
W połowie lipca Oleg przyszedł do mnie w odwiedziny, pełen entuzjazmu.
— Natalio, przemyślałem to! — oznajmił już od progu, mocno mnie obejmując. — Dość siedzenia w tym dusznym mieście. Jedźmy na tydzień do Soczi! Aksamitny sezon, ciepłe morze, pyszne wino. Zapomnimy o wszystkich troskach.
Pomysł mnie zachwycił. Od bardzo dawna nie byłam nad morzem. Usiedliśmy przy komputerze, zaparzyliśmy herbatę i zaczęliśmy przeglądać opcje. Oleg z entuzjazmem przeglądał strony rezerwacyjne. Od razu z pogardą odrzucił skromne hotele i prywatne pensjonaty. Chciał drogich wakacji. Wybrał luksusowy hotel spa z ogromnym basenem tuż przy morzu.
— Spójrz na to cudo! — zachwycał się, pokazując mi zdjęcia przestronnego pokoju z widokiem na góry. — Śniadanie w cenie, plaża dwie minuty stąd. To dokładnie to, czego nam potrzeba do szczęścia! Jeśli już odpoczywać, to porządnie!
Spojrzałam na końcową cenę za tydzień i dyskretnie wstrzymałam oddech. To była naprawdę duża suma. Ale nic nie powiedziałam. W końcu wakacje nie zdarzają się tak często.
Oleg doszedł do ostatniego etapu płatności. Na ekranie pojawiło się puste pole do wpisania danych karty bankowej. Odwrócił się do mnie, po prostu spojrzał i powiedział:
— Natusiku, zapłać swoją kartą. Moja ma teraz dzienny limit na zakupy online, bank ciągle wszystko blokuje. Załatwię to jutro. A bilety lotnicze obejrzę później sam.
Poczułam się głęboko zraniona. Moje podejrzenia właśnie się potwierdzały.
Ale postanowiłam nie robić od razu sceny. Chciałam sprawdzić go do końca. Ostrożnie zamknęłam pokrywę komputera.
— Och, Oleg, zupełnie zapomniałam — starałam się mówić spokojnie i stabilnie. — Wczoraj przelałam wszystkie pieniądze synowi na naprawę samochodu. Zepsuł mu się silnik. Na karcie zostało mi tylko tyle, żeby kupić jedzenie do końca miesiąca. Zapłać za ten wspaniały hotel ze swojego konta, gdy tylko zdejmą ci limit. Potem, kiedy dostanę zaliczkę, po prostu oddam ci moją połowę. Sam mówiłeś, że oszczędności trzeba wydawać na szczęście.
Zamarł, odwrócił wzrok i nerwowo poprawił kołnierzyk koszuli.
— Ach, tak. Rozumiem — powiedział sucho. Jego głos natychmiast stracił całą swoją łagodność. — Dobrze, jutro zadzwonię do banku i to załatwię. Zarezerwujemy później.
Reszta wieczoru minęła w napiętej ciszy. Oleg wyszedł zadziwiająco wcześnie.
Kiedy drzwi wejściowe zamknęły się za nim, usiadłam w kuchni i wybuchnęłam płaczem. Czułam się zraniona. Zrozumiałam, że całe to święto było zwykłą maskaradą.
Ale wciąż tliła się we mnie cienka nadzieja. Powiedziałam sobie: „A jeśli się mylę? A jeśli on naprawdę jutro wszystko opłaci i pojedziemy na wakacje? Przecież nie zaczął się kłócić, spokojnie się zgodził”.
Następnego dnia około południa wysłałam mu wiadomość: „Oleg, cześć. I jak, udało ci się zdjąć limit z karty? Rezerwujemy hotel?”
Odpowiedź przyszła dopiero trzy godziny później. Sucha i krótka: „Cześć. Jestem teraz bardzo zajęty pracą. Zobaczymy później”.
Nigdy więcej już nie napisał. Minął jeden dzień, potem drugi. Przestał dzwonić i życzyć mi dobrego poranka, jak robił to każdego dnia wcześniej. Mój radosny zalotnik po prostu zniknął, gdy tylko zrozumiał, że za piękne życie będzie musiał zapłacić własnymi pieniędzmi.
Nie dzwoniłam do niego wielokrotnie ani nie prosiłam o wyjaśnienia. Nie miałoby to żadnego sensu. Wszystko stało się całkowicie jasne.
Potem przyszła mi do głowy pewna myśl: a jeśli to wszystko moja wina? A jeśli odstraszyłam dobrego mężczyznę swoim testem? Przecież przed historią z hotelem byliśmy razem tacy szczęśliwi. Wniósł radość do mojego życia, dał mi piękne emocje i pomógł wyrwać się z rutyny.
Może w moim wieku jest już za późno, by szukać ideału, i powinnam była po prostu przymknąć oko na jego problemy finansowe. Może powinnam była cicho zapłacić za ten hotel i cieszyć się morzem, zamiast go testować. Nie potrafię znaleźć właściwej odpowiedzi.