Mam 52 lata. Byłem na 15 randkach z kobietami w wieku od 38 do 48 lat. „Bez tych 7 rzeczy zostaniesz natychmiast skreślony”. Oto szczera lista — i zgadzam się z nią.

Mam 52 lata, byłem na 15 randkach z kobietami w wieku od 38 do 48 lat. Bez tych 7 rzeczy zostaniesz natychmiast skreślony. Oto szczera lista — i zgadzam się z nią.

Mam pięćdziesiąt dwa lata. Dwa lata temu rozwiodłem się po dwudziestu czterech latach małżeństwa. Mieszkam sam w dwupokojowym mieszkaniu, które kupiłem jeszcze przed rozwodem. Pracuję jako starszy specjalista w instytucie projektowym i zarabiam około 1250 euro miesięcznie. Nie jestem sportowcem, ale jestem w dobrej formie — mam 180 cm wzrostu i ważę 86 kilogramów.

Po rozwodzie przez sześć miesięcy dochodziłem do siebie. Potem uznałem, że czas znów zacząć się z kimś spotykać. Zarejestrowałem się na portalu randkowym. Wyznaczyłem sobie cel: piętnaście randek. Po prostu po to, żeby zrozumieć, jak to dziś działa. Bez złudzeń, bez różowych okularów.

I oto, co zrozumiałem po trzech miesiącach spotkań z kobietami w wieku od trzydziestu ośmiu do czterdziestu ośmiu lat.

Kryterium numer jeden: własne mieszkanie. Bez tego automatycznie zostajesz skreślony z listy.

Żadna kobieta nie zapytała mnie wprost: „Czy jesteś właścicielem swojego mieszkania?”. Ale wszystkie dowiadywały się tego w ciągu pierwszych dwudziestu minut rozmowy. Pośrednio.

„Gdzie mieszkasz?”

„Mieszkasz sam czy z rodzicami?”

„Wynajmujesz czy to twoje?”

Moja pierwsza randka była z Mariną, czterdzieści jeden lat, nauczycielką. Piękna, inteligentna, interesująca. Rozmawialiśmy o książkach i podróżach. Potem zapytała:

— Andriej, gdzie mieszkasz?

— Na Uralmaszu, w dwupokojowym mieszkaniu.

— To twoje?

— Tak, kupiłem je dziesięć lat temu.

Wyraźnie się rozluźniła. Jej uśmiech stał się cieplejszy.
 

Tydzień później spotkałem się z Tatianą, czterdzieści cztery lata, księgową. To samo pytanie. Z ciekawości powiedziałem, że wynajmuję mieszkanie. Skinęła głową, ale zainteresowanie w jej oczach zniknęło natychmiast. Pół godziny później spojrzała na zegarek:

— Przepraszam, muszę iść. Jutro muszę wcześnie wstać.

Nigdy więcej się nie spotkaliśmy.

Zrozumiałem: własne mieszkanie to nie luksus. To podstawowy wymóg. Nawet mała kawalerka na obrzeżach jest lepsza niż wynajmowane mieszkanie w centrum miasta. Bo własne mieszkanie oznacza stabilność. Wiarygodność. Mężczyznę, który potrafił zadbać o siebie.

Kryterium numer dwa: pensja co najmniej 1020–1130 euro.

Nikt nie zapytał mnie bezpośrednio, ile zarabiam. Ale wszystkie dowiadywały się tego pośrednio.

„Czym się zajmujesz?”

„W jakiej dziedzinie pracujesz?”

„Planujesz się jeszcze rozwijać?”

Swietłana, trzydzieści dziewięć lat, specjalistka od marketingu. Rozmawialiśmy o pracy. Powiedziałem jej, że jestem starszym specjalistą w instytucie i że moja pensja wynosi około 1250 euro.

Skinęła głową z szacunkiem:

— Nieźle. Stabilna branża.

Na kolejnej randce poznałem Olgę, czterdzieści sześć lat, nauczycielkę w przedszkolu. Z ciekawości powiedziałem, że zarabiam około 570 euro. Uśmiechnęła się uprzejmie, ale jej spojrzenie stało się odległe.

Potem powiedziała szczerze:

— Andriej, wybacz moją szczerość. Mam czterdzieści sześć lat, kredyt hipoteczny i wnuka. Potrzebuję partnera, a nie kolejnej osoby, którą trzeba utrzymywać.

Nie obraziłem się. Zrozumiałem ją.
 

Kryterium numer trzy: wygląd. Bycie zadbanym liczy się bardziej niż uroda.

Nie jestem przystojny. Ale staram się wyglądać schludnie. Czysta koszula, wyprasowane spodnie, wypastowane buty. Zadbana fryzura, przystrzyżona broda.

Podczas jednej randki Natalia, czterdzieści trzy lata, menedżerka, powiedziała to wprost:

— Andriej, jesteś zadbany. To przyjemne. Wielu mężczyzn po pięćdziesiątce przestaje o siebie dbać.

Zapytałem:

— To naprawdę ważne?

Skinęła głową:

— Bardzo. Jeśli mężczyzna nie potrafi doprowadzić do porządku samego siebie, to jak poradzi sobie z problemami?

Zapamiętałem to zdanie.

Podczas innej randki zobaczyłem mężczyznę przy sąsiednim stoliku. Około pięćdziesięciu pięciu lat. Brudne włosy, pognieciona koszula, brzuch wystający znad spodni. Jego towarzyszka — zadbana kobieta około czterdziestki — siedziała tam z kamienną twarzą. Dwadzieścia minut później wyszła.

Zrozumiałem: wygląd nie jest kwestią mody. To kwestia szacunku do samego siebie i do kobiety.

Kryterium numer cztery: bez brzucha i przynajmniej podstawowa forma fizyczna.

Nie chodzę na siłownię. Ale pilnuję wagi. Osiemdziesiąt sześć kilogramów przy 180 cm wzrostu — to w porządku.
 

Kilka kobiet zasugerowało to pośrednio. Elena, czterdzieści dwa lata, lekarka:

— Uprawiasz sport?

— Nie, po prostu staram się nie jeść za dużo.

— Dobrze dla ciebie. Wielu po czterdziestce się zapuszcza.

Irina, czterdzieści pięć lat, prawniczka, była bardziej bezpośrednia:

— Patrzę na mężczyznę i oceniam jedno: jeśli nie potrafi kontrolować swojej wagi, czy potrafi kontrolować swoje życie?

Ostre. Ale szczere.

Kryterium numer pięć: żadnych rozmów o byłych.

Zrozumiałem to podczas trzeciej randki. Spotykałem się z Wiktorią, czterdzieści lat, projektantką. Zaczęliśmy rozmawiać o poprzednich związkach. Wspomniałem, że moja była żona była bardzo zazdrosna i że to był jeden z powodów rozwodu.

Wiktoria spięła się:

— Andriej, nie rozmawiajmy o byłych.

— Dlaczego?

— Bo jeśli nadal jesteś tam, to nie jesteś tutaj. Nie chcę analizować twoich traum. Przyszłam poznać ciebie, a nie twoją przeszłość.

Zapamiętałem to. Nigdy więcej nie wspominałem o byłej żonie.

Atrybut numer sześć: jasne plany na przyszłość.

Na dziesiątej randce poznałem Annę, czterdzieści osiem lat, wykładowczynię akademicką. Inteligentna i interesująca kobieta. Rozmawialiśmy o życiu. Nagle zapytała:

— Andriej, gdzie widzisz siebie za pięć lat?

Zawahałem się:

— Cóż… pracuję, żyję. Wszystko jest dobrze.

Westchnęła:

— Rozumiem. Po prostu byłam już z mężczyzną, którego odpowiedź brzmiała: „wszystko jest dobrze”. Tkwiliśmy w tym marazmie przez dziesięć lat. Nie chcę przeżywać tego ponownie.

Więcej się nie spotkaliśmy.
 

To dało mi do myślenia: dokąd ja właściwie zmierzam? Ta sama praca, ta sama pensja. Żadnych planów. Po prostu żyję.

Po tej rozmowie zacząłem myśleć o planach. O celach. O tym, co chcę osiągnąć.

Atrybut numer siedem: gotowość do poważnego związku.

Ostatnia randka była z Larisą, czterdzieści trzy lata, psycholożką. Rozmawialiśmy przez trzy godziny. Na koniec zapytała:

— Andriej, dlaczego jesteś na portalu randkowym? Czego szukasz?

Odpowiedziałem szczerze:

— Nie wiem. Chcę mieć kogoś obok siebie. Ale nie jestem pewien, czy jestem gotowy na coś poważnego.

Skinęła głową:

— Rozumiem. W takim razie nie idziemy tą samą drogą. Mam czterdzieści trzy lata. Nie chcę już tracić czasu na „zobaczymy, co będzie”. Albo to jest związek, albo nim nie jest.

Zrozumiałem ją.

Co zrozumiałem po 15 randkach — i dlaczego zgadzam się z tymi wymaganiami.

Kobiety w wieku od 38 do 48 lat nie szukają książąt z bajki. Szukają dorosłych mężczyzn. Mężczyzn, którzy:

Mają własne mieszkanie.

Zarabiają przyzwoite pieniądze, około 1020–1130 euro i więcej.

Dbają o siebie.

Nie mają nadwagi.

Nie wciągają przeszłości w teraźniejszość.

Wiedzą, dokąd zmierzają.

Są gotowi na coś poważnego.

To nie jest chciwość. To doświadczenie. One już były z przegranymi, niedojrzałymi mężczyznami, z mężczyznami, którzy „po prostu jakoś żyją”. Nie chcą już tracić czasu.

I ja je rozumiem.

Bo sam stałem się takim mężczyzną. Po rozwodzie wróciłem do formy. Kupiłem porządne ubrania. Zacząłem myśleć o planach. Stałem się poważniejszy.

I wiesz co? Randki zaczęły iść lepiej. Kobiety zaczęły patrzeć na mnie inaczej.

Teraz spotykam się z Eleną, czterdzieści dwa lata. To trwa już trzy miesiące. Wszystko układa się dobrze.

Bo spełniam jej kryteria. A ona spełnia moje.

Czy kobiety w wieku od 38 do 48 lat, które oczekują, że mężczyzna będzie miał własne mieszkanie, zarabiał ponad 1130 euro i miał plany na przyszłość, są rozsądne i dojrzałe — czy materialistyczne i nierealistyczne?

Czy mężczyzna ma rację, akceptując te kryteria, czy po prostu usprawiedliwia konsumpcyjne podejście kobiet?
 

Czy kobieta po czterdziestce powinna obniżyć swoje wymagania i zaakceptować mężczyznę „takiego, jaki jest”, czy ma pełne prawo oczekiwać stabilności i dojrzałości?

A może mężczyzna, który dopiero w wieku 52 lat, po 15 randkach, zaczął myśleć o swoich planach i celach, sam jest niedojrzały i zasługuje na odrzucenie?