Lilia układała dziecięce ubrania w komodzie, kiedy drzwi wejściowe trzasnęły z niezwykłą siłą. Mały Maksim, pięcioletni chłopiec, spał już w swoim łóżku, a kobieta starała się nie hałasować. Jesienny wieczór za oknem był cichy; tylko od czasu do czasu suche liście szeleściły pod stopami nielicznych przechodniów.
Mąż wszedł do korytarza, nawet się nie witając. Dmitrij zdjął buty i gwałtownym ruchem powiesił kurtkę na wieszaku. Po jego twarzy Lilia zrozumiała, że dzień nie należał do udanych.
— Coś się stało w pracy? — zapytała kobieta, podchodząc do męża.
Dmitrij poszedł do kuchni, włączył czajnik, a dopiero potem odwrócił się do żony.
— Mama przyjeżdża na całe lato — rzucił, nawet nie patrząc na Lilię.
Kobieta zatrzymała się na środku korytarza. Lato skończyło się miesiąc temu; za oknem był październik.
— Na jakie lato? — doprecyzowała Lilia. — Przecież teraz jest jesień.
— Na następne — wyjaśnił Dmitrij. — Raisa Stiepanowna już kupiła bilety. Przyjeżdża w maju i zostanie u nas do września.
Lilia powoli weszła do kuchni i usiadła na krześle naprzeciwko męża.
— Cztery miesiące? — powtórzyła.
— Tak. I jeszcze jedno — Dmitrij nalał sobie filtrowanej wody i wypił ją jednym haustem. — Raisa Stiepanowna cię nie znosi. Spakuj swoje rzeczy, weź naszego syna i wyjedź. Dopóki moja matka będzie tutaj, was dwojga ma tu nie być.
Lilia znieruchomiała, mrugając oczami, nie wiedząc, jak zareagować. Słowa męża brzmiały tak absurdalnie, że pomyślała — może Dmitrij żartuje?
— Mówisz poważnie? — zapytała cicho Lilia.
— Jak najbardziej — odpowiedział mąż. — Raisa Stiepanowna nie chce mieszkać z tobą pod jednym dachem. A ja nie mogę odmówić własnej matce.
W kuchni zapadła ciężka cisza. Słychać było jedynie buczenie lodówki i odległy szum samochodów dobiegający z ulicy. Z pokoju dziecięcego dochodził spokojny oddech śpiącego Maksima.
Lilia przechyliła głowę na bok, próbując zrozumieć to, co właśnie usłyszała. Stopniowo krew napłynęła jej do twarzy, zdradzając narastające oburzenie.
— To mój dom, a nie pensjonat dla twojej matki — powiedziała spokojnie Lilia.
Dmitrij postawił szklankę na stole i po raz pierwszy w trakcie całej rozmowy spojrzał żonie w oczy.
— Raisa Stiepanowna jest moją matką. Mam obowiązek zadbać o to, żeby żyło jej się wygodnie.
— Kosztem wyrzucenia żony i wnuka? — doprecyzowała Lilia.
— Znajdziecie sobie gdzieś miejsce. Na przykład u twoich rodziców.
Lilia wstała z krzesła i podeszła do okna. Na zewnątrz zapalały się latarnie, oświetlając pusty dziedziniec. Przypomniała sobie, jak osiem lat temu kupiła to dwupokojowe mieszkanie za własne oszczędności. W tamtym czasie Dmitrij pracował jako stażysta w małej firmie i nie miał pieniędzy na własne lokum.
— Mieszkanie należy do mnie — przypomniała mu Lilia. — I to ja decyduję, kto w nim mieszka.
Dmitrij wstał od stołu, najwyraźniej gotów do kłótni.
— Zapominasz o autorytecie rodzicielskim — zaczął, choć w jego głosie brakowało pewności. — Raisa Stiepanowna jest starsza, mądrzejsza. Ma prawo…
— Prawo do czego? — przerwała mu Lilia. — Do wyrzucenia właścicielki z jej własnego domu?
— Ona cię nie wyrzuca. Prosi tylko, żebyś tymczasowo zwolniła miejsce.
Lilia odwróciła się do męża. Dmitrij unikał jej spojrzenia, wpatrując się we wzór na kuchennych kafelkach.
— A gdzie, według Raisy Stiepanowny, jej wnuk i synowa mają mieszkać przez te cztery miesiące?
— No… u twoich rodziców. Albo możecie coś wynająć.
— Za moje pieniądze?
— Za nasze pieniądze — poprawił się Dmitrij.
— Za moje pieniądze — powtórzyła Lilia. — Bo twoja pensja ledwo wystarcza na jedzenie.
Mąż zamilkł, zirytowany, rozumiejąc, że dalsze naciskanie nie ma sensu. Lilia rzeczywiście zarabiała trzy razy więcej i niemal samodzielnie utrzymywała rodzinę.
— Raisa Stiepanowna już kupiła bilety — spróbował jeszcze Dmitrij. — Nie da się ich anulować.
— Niech przyjeżdża. Po prostu zatrzyma się w hotelu — odpowiedziała Lilia.
— Za jakie pieniądze? Emerytura Raisy Stiepanowny jest niska.
— To nie mój problem.
Dmitrij zaczął chodzić po kuchni od okna do lodówki i z powrotem. Był wyraźnie zdenerwowany, ale nie odważył się mocniej naciskać na żonę.
— Lila, bądź rozsądna. To moja matka.
— A Maksim to twój syn. A ja, przy okazji, jestem twoją żoną.
— Ale Raisa Stiepanowna jest sama, chora…
— Chora na co? — zapytała Lilia z zainteresowaniem.
Dmitrij zawahał się.
— No… wiek. Ma siedemdziesiąt lat.
— Idealny wiek na przeprowadzanie się z hotelu do hotelu — zauważyła Lilia.
Z pokoju dziecięcego dobiegło ciche jęknięcie. Maksim obudził się, jak często zdarzało się ostatnio. Lilia poszła do syna, zostawiając męża samego ze swoimi myślami w kuchni.
— Mamo, miałem zły sen — wyszeptał chłopiec, kiedy Lilia usiadła na brzegu jego łóżka.
— O czym był, kochanie?
— Że wielcy, źli wujkowie wyrzucali nas z naszego domu.
Lilia pogłaskała syna po głowie. Dziecko najwyraźniej słyszało podniesione głosy dochodzące z kuchni.
— Nikt nas stąd nie wyrzuci — obiecała kobieta. — To jest nasz dom.
Maksim objął matkę i szybko znów zasnął. Lilia wróciła do kuchni, gdzie Dmitrij nadal stał przy oknie.
— Decyzja została podjęta — powiedziała kobieta. — Raisa Stiepanowna może przyjechać, kiedy chce. Ale zatrzyma się w hotelu albo u którejś ze swoich licznych przyjaciółek.
— Ona nie ma przyjaciółek w naszym mieście.
— Więc w hotelu.
— Lila, rozumiesz…
— Rozumiem. Twoja matka uważa mnie za niegodną mieszkania we własnym mieszkaniu.
Dmitrij odwrócił się do żony.
— Raisa Stiepanowna chce po prostu spędzić czas z synem. Bez obcych.
— Obcych? — Lilia uniosła brew. — Jestem twoją żoną od sześciu lat. Maksim jest wnukiem Raisy Stiepanowny. My jesteśmy „obcy”?
— Nie to miałem na myśli…
— A co miałeś na myśli?
Mąż znów zamilkł. Dmitrijowi wyraźnie brakowało argumentów, a gotowe frazy jego matki brzmiały mało przekonująco.
— Dobrze — ustąpił mężczyzna. — Porozmawiam z Raisą Stiepanowną. Może znajdziemy kompromis.
— Jaki kompromis? — zapytała Lilia.
— No… może ty i Maksim moglibyście mieszkać w dużym pokoju, a Raisa Stiepanowna w małym?
— Czyli mamy się gnieździć we troje w jednym pokoju, żeby twojej matce było wygodnie?
— Maksim jest mały, nie zajmuje dużo miejsca…
Lilia spojrzała na męża tak, że natychmiast zamilkł.
— Inna opcja — zaproponowała kobieta. — Raisa Stiepanowna przyjeżdża maksymalnie na dwa tygodnie. To wystarczy, żeby odwiedzić syna.
— Ona kupiła bilety na cztery miesiące!
— Może je zmienić.
— Kary są wysokie…
— Więc może je zapłacić.
Dmitrij podszedł do stołu i ciężko opadł na krzesło.
— Raisa Stiepanowna będzie wściekła.
— A dlaczego miałoby mnie to obchodzić?
— Lila, to starsza kobieta. Zasługuje na szacunek.
— Na szacunek zasługuje się czynami, nie wiekiem — odpowiedziała Lilia. — Co jest godnego szacunku w próbie wyrzucenia synowej z jej własnego domu?
— Ale przecież możemy się jakoś dogadać…
— Możemy. Raisa Stiepanowna przyjeżdża na dwa tygodnie, zachowuje się przyzwoicie i nie wtrąca się w cudze życie.
Dmitrij potarł dłonią czoło.
— Wiesz co? Najpierw porozmawiam z Raisą Stiepanowną przez telefon. Wyjaśnię jej sytuację.
— Jaką sytuację? — zapytała Lilia podejrzliwie.
— Że mieszkanie jest twoje i że nie zgadzasz się na długoterminowych gości.
— I że to ja płacę za to mieszkanie, rachunki, jedzenie i utrzymuję całą rodzinę — dodała Lilia.
— Po co to mówić?
— Żeby Raisa Stiepanowna zrozumiała układ sił.
Dmitrij skinął głową, choć nie wyglądał na zachwyconego. Rozmowa z matką zapowiadała się trudna.
— Dobrze. Zadzwonię do niej jutro wieczorem.
— Dziś — poprawiła Lilia. — Im szybciej, tym lepiej.
— Ale tam jest już późno…
— Jekaterynburg jest tylko dwie godziny do przodu. Na pewno jeszcze nie śpi.
Dmitrij wyjął telefon i spojrzał na ekran. Dziewiąta trzydzieści. Rzeczywiście, jego matka powinna jeszcze nie spać.
— Dobrze. Dzwonię teraz.
Lilia skinęła głową i poszła zobaczyć Maksima. Chłopiec spał głęboko, ściskając pluszowego misia. Poprawiła mu kołdrę i wróciła do kuchni. Dmitrij już wybierał numer.
— Mamo? To ja — zaczął mąż. — Musimy porozmawiać o twoim przyjeździe.
Nawet z daleka Lilia słyszała donośny głos Raisy Stiepanowny. Teściowa najwyraźniej nie spodziewała się złych wiadomości.
— Tak, rozumiem, kupiłaś bilety… Ale pojawił się problem.
Dmitrij odsunął się w stronę okna, ściszając głos. Lilia nie podsłuchiwała; zajęła się sprzątaniem ze stołu. Rozmowa trwała ponad pół godziny. Mąż raz po raz wracał do telefonu: zdenerwowana matka rozłączała się, a potem sama oddzwaniała.
— I co? — zapytała Lilia, kiedy Dmitrij wreszcie odłożył telefon.
— Źle — przyznał mąż. — Raisa Stiepanowna nie rozumie. Mówi, że jestem pod twoim pantoflem i że mną rządzisz.
— A co jej odpowiedziałeś?
— Że mieszkanie jest twoje i że masz prawo decydować.
— I co dalej?
Dmitrij przez chwilę milczał, wyraźnie niechętny, by kontynuować.
— Raisa Stiepanowna powiedziała, że w takim razie muszę wybrać między żoną a matką.
— I co wybrałeś?
— Jeszcze nic. Poprosiłem o czas do namysłu.
Lilia skinęła głową i poszła do sypialni. Rozmowa była zakończona, ale rozumiała, że jutro Dmitrij znów zacznie na nią naciskać. Teściowa tak łatwo nie odpuści.
Rano Lilia obudziła się wcześniej niż zwykle. Za oknem padała drobna październikowa mżawka; liście pożółkły i opadały. To był dobry moment na ważne sprawy.
Cicho poszła do przedpokoju i wyjęła z szafy dużą torbę podróżną. Potem wróciła do sypialni i zaczęła starannie pakować rzeczy męża. Koszule, spodnie, skarpetki — wszystko trafiło do walizki. Lilia pracowała metodycznie, jakby szykowała bagaż na zwyczajny wyjazd.
Dokumenty Dmitrija — paszport, prawo jazdy, książeczkę pracy — włożyła do osobnej teczki. Klucze do mieszkania zostawiła przy sobie, a pęk kluczy męża z kluczami do skrzynki pocztowej i piwnicy położyła na ubraniach.
— Mamo, co robisz? — zapytał Maksim, pojawiając się w progu sypialni.
— Tata jedzie odwiedzić babcię — odpowiedziała spokojnie Lilia. — Pomóż mi zanieść torbę do korytarza.
Chłopiec posłusznie chwycił za jedną rączkę, a Lilia za drugą. Razem przenieśli bagaż pod drzwi wejściowe.
— My też pojedziemy do babci z tatą? — zapytał Maksim.
— Nie, kochanie. My zostajemy w domu.
— Dlaczego tata jedzie sam?
— Bo tak będzie lepiej dla wszystkich.
Dmitrij obudził się pół godziny później. Poszedł do łazienki, a potem do kuchni, gdzie Lilia już przygotowywała Maksimowi śniadanie.
— Dzień dobry — mruknął Dmitrij, nalewając sobie kawy.
— Twoja matka na ciebie czeka — powiedziała Lilia równym tonem, nie odrywając wzroku od talerza syna. — Jedziesz do Raisy Stiepanowny.
Dmitrij znieruchomiał z kubkiem w dłoni.
— Co? O czym ty mówisz?
— O tym, że wybierasz między żoną a matką. Wybrałeś matkę — więc jedź z nią mieszkać.
— Lila, przecież się umawialiśmy…
— Na nic się nie umawialiśmy. Postawiłeś mi ultimatum — albo wyjeżdżam na cztery miesiące, albo ty wybierasz między nami. Wybór został dokonany.
Dmitrij postawił kubek na stole i wpatrzył się w żonę.
— Mówisz poważnie?
— Jak najbardziej. Twoje rzeczy są spakowane i stoją w korytarzu.
Mąż rzucił się do drzwi wejściowych. Rzeczywiście, na progu czekała duża torba.
— Lilia! — zawołał z korytarza. — Porozmawiajmy spokojnie!
— Nie ma o czym rozmawiać — odpowiedziała kobieta. — Raisa Stiepanowna chciała, żeby mieszkanie zostało zwolnione. Proszę bardzo — teraz będzie dużo miejsca.
Dmitrij wrócił do kuchni. Jego twarz pobladła.
— Dokąd mam iść? Raisa Stiepanowna ma kawalerkę!
— To twój problem. Albo jej.
— A Maksim?
— Maksim zostaje ze mną. U siebie w domu.
— Lila, pomyśl! Jesteśmy rodziną!
— Rodzina jest wtedy, kiedy mąż chroni żonę i dziecko, a nie wyrzuca ich z domu dla kaprysów swojej matki.
Dmitrij usiadł i ukrył twarz w dłoniach.
— Nie chciałem się kłócić…
— Ale to zrobiłeś. Wybór został dokonany — żyj z konsekwencjami.
— Może da się znaleźć kompromis?
— Jaki? — Lilia odwróciła się do męża. — Raisa Stiepanowna przyjeżdża na dwa tygodnie, zachowuje się przyzwoicie i nie wtrąca się w nasze życie. Żadna inna opcja nie wchodzi w grę.
— A jeśli moja matka się nie zgodzi?
— Wtedy jedziesz mieszkać z matką.
Dmitrij wstał i zaczął chodzić po kuchni od okna do lodówki.
— Lila, bądź rozsądna. Dokąd mam pójść?
— Do swojej matki. Raisa Stiepanowna chciała spędzać czas z synem — teraz będzie miała nieograniczony dostęp.
— Ale u niej jest mało miejsca…
— Za to syn będzie obok. Czy nie o tym zawsze marzyła?
Maksim skończył śniadanie i poszedł bawić się do swojego pokoju. Lilia odprowadziła go wzrokiem, a potem wróciła do rozmowy z mężem.
— Masz dwie opcje — powiedziała kobieta. — Albo dzwonisz do Raisy Stiepanowny i tłumaczysz jej, że wizyta jest możliwa tylko na dwa tygodnie. Albo bierzesz swoje rzeczy i jedziesz do niej natychmiast.
— A trzecia opcja?
— Nie ma trzeciej opcji.
Dmitrij zatrzymał się przy stole i spojrzał na żonę.
— A jeśli odmówię wyjścia?
— Wtedy złożę pozew o rozwód i podział majątku. Mieszkanie zostanie moje, bo kupiłam je przed ślubem za własne pieniądze. A ty będziesz płacił alimenty na Maksima.
— Czyli jesteś gotowa zniszczyć rodzinę przez kaprys?
— To nie kaprys. To ochrona mojego domu i mojego dziecka przed toksycznymi ludźmi.
Dmitrij znów usiadł.
— Raisa Stiepanowna nie jest toksyczna. Jest po prostu… trudna.
— Tak trudna, że żąda wyrzucenia synowej?
— Lilia, zrozum, moja matka jest stara, samotna…
— Ma syna, który może ją odwiedzać, kiedy tylko chce. Albo zamieszkać z nią na zawsze.
— Nie mogę rzucić pracy i przeprowadzić się do innego miasta!
— Więc dlaczego ja miałam rzucić pracę i całe swoje życie na cztery miesiące?
Dmitrij zamilkł. Nie miał już żadnych argumentów.
— Dobrze — ustąpił mąż. — Zadzwonię jeszcze raz do Raisy Stiepanowny. Spróbuję wynegocjować te dwa tygodnie.
— Dzwoń — skinęła głową Lilia. — I pamiętaj: jeśli przyjedzie z pierwotnymi planami, automatycznie przeprowadzasz się do niej.
Dmitrij skinął głową i wyjął telefon. Rozmowa z matką okazała się jeszcze bardziej burzliwa niż poprzedniego dnia. Raisa Stiepanowna krzyczała tak głośno, że Lilia słyszała każde słowo z sąsiedniego pokoju.
— Co to za kobieta?! — oburzała się teściowa. — Ani wstydu! Nawet matce nie pozwala zobaczyć własnego syna!
— Mamo, mieszkanie nie jest moje…
— A czyje? Twojej żony? To rozwiedź się z nią i przyjeżdżaj do mnie! Znajdziemy ci normalną dziewczynę, która szanuje starszych!
— Mamo, mam syna…
— Małego też zabierzemy! Może mieszkać z babcią, a nie z tą…
Dmitrij przerwał połączenie i odłożył telefon. Jego twarz zrobiła się szara.
— I co? — zapytała Lilia.
— Raisa Stiepanowna powiedziała: albo przyjeżdża na całe lato, albo mam się rozwieść i zamieszkać u niej.
— Rozumiem. W takim razie pakuj walizki.
— Lilia…
— Ja zostaję tutaj z naszym synem — powiedziała kobieta stanowczo. — Chciałeś, żeby zrobiło się miejsce? Świetnie, zrobi się. Ale nie dla Raisy Stiepanowny, tylko dla ciebie.
Dmitrij ciężko westchnął i poszedł do przedpokoju po swoją torbę. Lilia upewniła się, że mąż zabiera wszystkie dokumenty i rzeczy osobiste.
— Zostaw klucze do mieszkania — przypomniała mu.
— Jak mam niby…
— Nie masz. To już nie jest twój dom.
Dmitrij zdjął klucze z breloka i położył je na szafce w przedpokoju. Potem wziął torbę i ruszył do drzwi.
— Może jeszcze zmienisz zdanie? — spróbował po raz ostatni.
— Za późno na cofanie się. Trzeba było o tym myśleć wczoraj, kiedy postawiłeś ultimatum.
Na klatce schodowej pojawiła się sąsiadka, ciocia Zina. Starsza kobieta niosła torbę z zakupami i ze zdziwieniem spojrzała na Dmitrija z walizką w ręku.
— Delegacja? — zapytała sąsiadka.
— Coś w tym rodzaju — mruknął.
Lilia zamknęła drzwi i przekręciła klucz. W mieszkaniu zrobiło się cicho i spokojnie. Poszła do Maksima, który budował wieżę z klocków.
— Mamo, kiedy tata wróci? — zapytał chłopiec.
— Nie wiem, kochanie. Może niedługo. A może nie od razu.
— Będziemy za nim tęsknić?
— Może. Ale damy sobie radę.
Maksim skinął głową i wrócił do zabawy. Lilia usiadła obok niego i pomogła mu dokończyć wieżę. Za oknem nadal padała mżawka, ale w mieszkaniu było ciepło i przytulnie.
Wieczorem zadzwonił Dmitrij.
— Lilia, Raisa Stiepanowna zgadza się na dwa tygodnie — oznajmił mąż zmęczonym głosem.
— Dobrze. W takim razie możesz wrócić.
— Naprawdę?
— Oczywiście. Pod warunkiem, że nie będzie już żadnych ultimatum.
— Nie będzie — obiecał szybko Dmitrij.
— I że podczas wizyty Raisa Stiepanowna będzie zachowywać się jak zwykły gość: nie będzie wtrącać się w wychowanie Maksima, krytykować mojej kuchni ani przestawiać domu według własnego uznania.
— Porozmawiam z nią.
— Dobrze. Czekam na wynik tej rozmowy.
Następnego dnia Dmitrij wrócił do domu ze spuszczoną głową. Po wielu prośbach ze strony syna — i groźbie, że sam zamieszka u niej na stałe — Raisa Stiepanowna rzeczywiście zgodziła się przyjechać tylko na dwa tygodnie.
Lilia przyjęła męża spokojnie, bez wyrzutów i zbędnych pytań. Dmitrij wyciągnął lekcję, którą miał zapamiętać na długo: w cudzym domu nie narzuca się własnych zasad — nawet jeśli ten dom należy do twojej żony.
Maksim cieszył się, że tata wrócił, i przez cały wieczór opowiadał mu, jak budował wieże i czytał książki z mamą. Nieobecność ojca nie wpłynęła szczególnie na dziecko — jeden dzień bez taty nie był tragedią dla pięcioletniego chłopca.
A Lilia zrozumiała najważniejsze: czasami trzeba podjąć radykalne kroki, aby ochronić swój dom i rodzinę. Łagodność i ustępliwość działają tylko do pewnego momentu. Dalej zaczyna się terytorium, którego trzeba bronić za wszelką cenę.