— Anastasio, muszę z tobą poważnie porozmawiać — zaczął Wadim. — Proszę, wysłuchaj mnie do końca i, co najważniejsze, nie przerywaj mi…

— Nastiu, muszę z tobą poważnie porozmawiać — zaczął Wadim, starając się brzmieć spokojnie. — Ale najpierw proszę, wysłuchaj mnie do końca i, proszę, nie przerywaj mi…

— Co się dzieje? — zapytała ostrożnie jego żona. — Coś się stało?

— Przecież dopiero co poprosiłem cię, żebyś mi nie przerywała! — zareagował nerwowo. — A ty już zaczynasz…

— Przepraszam, myślałam, że skończyłeś. Dobrze, mów dalej — odpowiedziała łagodnie Nastia z lekkim uśmiechem.

— Nawet nie wiem, od czego zacząć… — zawahał się Wadim. — W każdym razie w mojej rodzinie wybuchł ogromny skandal. Dima żąda, żeby mama opuściła mieszkanie.

— Co masz na myśli, mówiąc „opuściła mieszkanie”? — zapytała zaskoczona Nastia. — Wyrzuca ją? On kompletnie stracił rozum? Kto wyrzuca własną matkę za drzwi?

— Naprawdę nie mam ochoty się w to mieszać. Znasz mojego starszego brata… — westchnął ciężko Wadim.

— Mówisz poważnie? — prychnęła Nastia. — Gdyby mój brat zrobił coś takiego, nawet bym go nie słuchała! Wyobraź sobie — wyrzucić własną matkę z jej mieszkania!

— Nastiu, ja z nim nie rozmawiam i doskonale o tym wiesz. Rozmowa z nim nie ma żadnego sensu i nawet nie będę próbował!

— Więc co zamierzasz zrobić? — zapytała. — Tylko powiedz mi, że nie chcesz sprowadzić swojej matki do nas.

— Właśnie o tym chciałem z tobą porozmawiać — odpowiedział Wadim, patrząc na nią intensywnie.

— Poczekaj! — przerwała mu Nastia gestem ręki. — Ty chyba żartujesz? Czy nie byłoby prościej wyrzucić tego Dimę z mieszkania? Są przepisy, opieka społeczna — niech twoja matka się do nich zwróci, a oni wyrzucą tego darmozjada!

— Ona nigdy tego nie zrobi, sama wiesz…
 

— W twojej rodzinie naprawdę wszystko jest świetnie poukładane… — Nastia pokręciła głową. — Kiedy wróciłeś z wojska bez pieniędzy i bez pracy, to ciebie potrafiła wyrzucić z domu. Ale Dimy nie może wyrzucić? Czy może nie chce?

— Nastiu! — zdenerwował się Wadim. — To ich sprawa i nie zamierzam się w nią mieszać! Ale znam mojego brata — on może doprowadzić do tego, że mama naprawdę znajdzie się na ulicy. Dlatego cię proszę…

— Jestem przeciwna — odpowiedziała stanowczo. — A gdybym była na twoim miejscu, gdyby moja matka kiedyś wyrzuciła mnie z domu, nigdy więcej bym z nią nie rozmawiała! A ty chcesz ją tutaj sprowadzić? Zdajesz sobie sprawę, co to wywoła?

— Ale to moja matka… — odpowiedział cicho. — Cokolwiek się stało, kocham ją i nie mogę zostawić jej w takiej sytuacji.

— Twoja słabość, Wadimie, któregoś dnia zrujnuje ci życie — powiedziała Nastia poważnie. — Jeśli tak bardzo ci na tym zależy, porozmawiaj z Dimą. Surowo. Jak mężczyzna z mężczyzną. Żeby raz na zawsze zrozumiał, że nie może tak postępować.

— Porozmawiać z nim… — mruknął Wadim. — A wiesz, jak to się skończy?

— Jak? — prychnęła Nastia. — Zacznie płakać, a twoja matka oskarży ciebie?

— Dokładnie.

— A potem przyjedzie po ciebie policja — dodała spokojnie Nastia.

— Dokładnie…

— Więc wszystko jasne. Twoja matka nie ma tutaj czego szukać — podsumowała Nastia. — Uwierz mi, jeśli zamieszka z nami, możemy pożegnać się ze spokojem i ciszą. A ja się na to nie zgadzam. Kocham cię, ale jest jedna osoba, o którą troszczę się bardziej niż o ciebie — a już na pewno bardziej niż o twoją matkę.

Wadim spojrzał na nią zdezorientowany.

— Co chcesz przez to powiedzieć? Kto to niby może być? Masz kogoś innego?

— Mówisz poważnie? — roześmiała się Nastia. — Tą osobą jestem ja. Moje własne dobro jest dla mnie ważniejsze. Dlatego jestem przeciwna. I nawet nie próbuj mnie przekonywać — nie zgodzę się. Niech radzą sobie sami, a ty się w to nie mieszaj.

Wadim spuścił głowę. Liczył na wsparcie, ale wszystko potoczyło się zupełnie inaczej. Wiedział, że Nastia i jego matka się nie dogadywały, ale miał nadzieję, że w takiej sytuacji jego żona okaże choć odrobinę wyrozumiałości.
 

Następnego dnia zadzwonił do matki z pracy.

— Cześć, mamo… To się nie uda. Nastia jest przeciwna temu, żebyś zamieszkała u nas. Nawet nie wiem, jak ją przekonać. Może powinienem porozmawiać z Dimą…

— Biada ci, jeśli tkniesz Dimę! — wykrzyknęła jego matka. — Nie pozwolę ci zrobić mu krzywdy!

— To czego ode mnie chcesz? Żyj sobie dalej z nim! Co to ma ze mną wspólnego? — w końcu wybuchnął Wadim.

— Nie waż się na mnie krzyczeć! — powiedziała surowo. — Powiedz mi — kto jest głową twojej rodziny, ty czy twoja żona?

— A co to ma do rzeczy?

— Ma wszystko do rzeczy! Jeśli jesteś mężczyzną w domu, to ty podejmujesz decyzje! To ty jesteś mężczyzną, nie ona! Dlaczego prosisz ją o pozwolenie? Twoja matka jest o krok od tego, żeby znaleźć się na ulicy, a ty konsultujesz się z żoną!

— I co proponujesz? Mam cię przywieźć i po prostu oznajmić jej tę wiadomość?

— Dokładnie! — odparła ostro jego matka. — Przestań mamrotać!

— Nie chcę skandali…

— Jaki z ciebie słaby mężczyzna… — syknęła ze złością. — Tak wygląda twoja wdzięczność wobec matki? Zapamiętaj jedno: jeśli skończę na ulicy, ty będziesz za to odpowiedzialny!

Rozłączyła się.
 

Wadim próbował oddzwonić, ale bez skutku. Chciał zadzwonić do brata, ale nigdy się nie odważył. Długo rozmyślał o słowach matki, a potem podjął decyzję: wysłał jej wiadomość, że przyjmie ją do siebie.

Następnego dnia pojechał po nią, nic nie mówiąc Nastii. Po drodze poprosił matkę, żeby nie prowokowała jego żony, nie narzucała własnych zasad i nie wtrącała się w ich małżeństwo. Zgodziła się niechętnie.

Kiedy przyjechali do domu z jej rzeczami, Nastia powitała ich w drzwiach — zimnym i rozczarowanym spojrzeniem. Wadim próbował wyjaśnić swoją decyzję, ale ona nawet nie chciała go słuchać.

Trwało to prawie tydzień. Żyli jak obcy ludzie — nie rozmawiali ze sobą, a Nastia przestała gotować dla męża. Tymczasem jego matka wyglądała na całkowicie zadowoloną.

Nastia czuła, że nic z tego nie było przypadkiem. I wkrótce jej podejrzenia się potwierdziły.

Pewnego dnia, kiedy Nastii nie było w domu, Swietłana Wiktorowna zaczęła rozmowę z synem.

— Wadik, powiedz mi, czy wy zawsze tak żyliście? W ogóle ze sobą rozmawiacie?

— Zanim przyjechałaś, wszystko między nami było dobrze. Teraz… nawet nie wiem, czy to „dobrze” kiedykolwiek wróci — odpowiedział.

— Właśnie. Wiem, jak wszystko naprawić — powiedziała jego matka z dziwnym uśmiechem. — Kup mi osobne mieszkanie, a nie będę ci już przeszkadzać.

— Mówisz poważnie? Przecież nawet tego kredytu jeszcze nie spłaciliśmy!

— To weź drugi.

— Nikt nam go nie da… A Nastia nigdy się na to nie zgodzi. Prędzej się rozwiedzie…

— Więc znajdź sposób, żeby wszyscy byli zadowoleni — naciskała jego matka.

Tego wieczoru Nastia wróciła do domu wyraźnie zdenerwowana. Najwyraźniej chciała porozmawiać. Zawołała męża do sypialni i kiedy drzwi się zamknęły, zaczęła:

— Wadik, musimy poważnie porozmawiać.

Ale on jej przerwał:

— Mama i ja znaleźliśmy rozwiązanie problemu. Trzeba kupić jej mieszkanie…
 

Nastia wybuchnęła śmiechem. Jej śmiech rozwścieczył Wadima, który już chciał wyjść, ale ona go zatrzymała.

— Usiądź i posłuchaj. Dzisiaj widziałam się z twoim bratem. Był w szoku, kiedy usłyszał, że rzekomo wyrzucił twoją matkę z domu.

— Co masz na myśli?

— Dokładnie to. On nie mieszka tam od sześciu lat. Ma rodzinę, dziecko. Nawet nie chce, żeby twoja matka widywała jego córkę. I jeszcze jedno — powiedział, że to ona was rozdzieliła.

— To niemożliwe…

— Możliwe. Ona tobą manipuluje. I to jeszcze nie wszystko…

Nastia wybrała numer jego brata i podała telefon Wadimowi. Po długiej rozmowie Wadim wszedł do salonu, gdzie była jego matka.

— Pakuj swoje rzeczy i wynoś się z mojego domu! — powiedział sucho. — Masz dziesięć minut!

— Synku, co się stało? To ona nastawiła cię przeciwko mnie? — krzyknęła jego matka.

— Kto cię wyrzucił? Dima? — prychnął Wadim. — On nie mieszka tam od sześciu lat! Okłamałaś mnie! Zasiałaś między nami niezgodę!

— Wszystko ci wyjaśnię…

— Nie trzeba. Masz sześć minut. Wynoś się!
 

Nie próbował już niczego wyjaśniać. Po prostu wyrzucił ją z domu i na zawsze zerwał z nią kontakt.

Ale potem odbudował relację z bratem. Poznał jego rodzinę, swoją małą bratanicę. I obaj byli z tego szczerze szczęśliwi.

A jego matka została sama — i nikt już nie chciał być blisko niej.