Nastia położyła przed mężem bilet lotniczy.
— Co to jest? — zapytał Boris, zaskoczony.
— Wyjeżdżam jutro. Wylot o ósmej. Zawieziesz mnie na lotnisko.
— Czekaj… To bilet w klasie biznes? Kupiłaś niewiarygodnie drogi bilet… Jak śmiałaś?! Skąd wzięłaś pieniądze?!
— Poprosiłam twoją sekretarkę, żeby kupiła mi bilet.
— Arina nic mi nie powiedziała! Ja… ja ją wyrzucę!
Boris zrobił się purpurowy. Nie zamierzał wyrzucać tylu pieniędzy w błoto. Sam latał klasą ekonomiczną, żeby oszczędzać. Ale tym razem nie. Jego żona i sekretarka uknuły coś za jego plecami, więc obie powinny zostać ukarane. Boris wciąż nie wiedział, dlaczego jego żona wyjeżdża… a takie wydatki z pewnością nie były przewidziane.
**Kilka tygodni wcześniej**
— Musisz założyć tę sukienkę. Właściwie… nie. Ona cię pogrubia — powiedział Boris, grzebiąc w garderobie żony z miną znawcy kobiecej mody. — Proszę, przymierz to.
— Nie podoba mi się — sprzeciwiła się Nastia.
— Czy ci się podoba, czy nie…
— Nie. Sama zdecyduję, co założę.
— Ty nie rozumiesz?! Nie widziałem Nikołaja od dziesięciu lat! Oboje przez ten czas coś osiągnęliśmy. Nie mogę pokazać mu żony, która wygląda na swój wiek! Przy tobie będę wyglądał jak stary, pomarszczony grzyb. Musisz coś ze sobą zrobić.
— Słucham? — Nastia szeroko otworzyła oczy, patrząc na męża surowym wzrokiem.
— Proszę cię tylko, żebyś była piękna… — poprawił się. — Wiesz, makijaż, bardziej nowoczesna sukienka, może bielizna wyszczuplająca, gorset… Może jakieś zastrzyki, coś odmładzającego… Szczegóły mają znaczenie podczas ważnego spotkania. Rozumiesz?
— Tak, rozumiem — odpowiedziała sucho Nastia.
To „ważne” spotkanie było niczym innym jak konkursem przechwałek między dawnymi „kumplami” i biznesowymi rywalami.
Anastazja mogła się obrazić i urządzić scenę, ale była mądra: dwadzieścia lat małżeństwa nauczyło ją kilku rzeczy.
W zasadzie Boris jej odpowiadał — poza swoimi obsesyjnymi przemowami o wieku. Mówi się: kiedy siwizna pojawia się w brodzie, diabeł wchodzi w żebra. I choć Nastia, piękna kobieta, szczerze nie znosiła myśli o starzeniu się, Boris wydawał się na punkcie wieku wręcz opętany i robił wszystko, by go uniknąć. Chciał pozostać młody na zawsze — albo przynajmniej tak wyglądać. Ale na pragnieniach się kończyło; nie miał żadnej siły woli. Nie chodził na siłownię, nie korzystał z zabiegów odmładzających, nie prowadził zdrowego trybu życia. Za to co roku stawiał żonie nowe wymagania. A kiedy trzeba było „pokazać” żony, delikatność Borisa znikała całkowicie.
Po namyśle Anastazja postanowiła nie robić sceny — po prostu zrobi to, czego chciał jej mąż.
— Kupię nową sukienkę. I zrobię profesjonalny makijaż. Postaram się dorównać poziomem — odpowiedziała, ukrywając ironię w głosie.
— Doskonale. Wiedziałem, że jesteś mądrą kobietą.
„Mądra kobieta” dotrzymała słowa.
Włożyła okropnie niewygodną sukienkę z gorsetem, zrobiła absurdalnie drogi makijaż liftingujący, odwiedziła elegancki salon… i poszła na spotkanie.
Nastia siedziała w restauracji jak figurka: trudno jej było oddychać, znosiła niewygodę sukienki. Oczywiście prawie nic nie zjadła. Uśmiechała się w milczeniu, słuchała, jak Boris chwali się swoimi interesami, wtrącała się, by pochwalić Nikołaja, podczas gdy on pochłaniał stek, nawet nie myśląc o tym, co może czuć jego żona. Jego spojrzenie wędrowało od Koli do jego żony Swietłany — tej właśnie „pięknej, młodej i zadbanej kobiety”.
Swietłana zresztą nie była po prostu młoda: wyglądała niemal jak nastolatka. Prawdziwy wzór piękna. Nawet gdyby Nastia zrobiła sobie wszystkie zastrzyki świata, w wieku czterdziestu siedmiu lat nigdy nie wyglądałaby tak. A Swieta wydawała się nawet młodsza od córki Nastii i Borisa.
— Od jak dawna jesteście małżeństwem? — zapytała Nastia Nikołaja i Swietłanę.
— Sześć miesięcy — odpowiedział Nikołaj z zadowolonym uśmiechem. — Nie robiliśmy wesela. Szczęście lubi ciszę.
— I…
— Przy Swiecie mam wrażenie, jakbym oddychał świeżym powietrzem. Inspiruje mnie; czuję się młody, żywy, pełen energii — przechwalał się Nikołaj.
Boris nie miał na to żadnej odpowiedzi.
— Świeże powietrze rzeczywiście jest bardzo ważne. Najważniejsze to dobrze dobrać dawkę i się nie przeziębić — uśmiechnęła się uprzejmie Nastia.
Boris kopnął ją pod stołem, czerwieniąc się na jej słowa, ale Nastii było wszystko jedno.
Jej słowa trafiły do Nikołaja, który szybko zmienił temat.
W drodze powrotnej Nastia milczała. Dopiero gdy wróciła do domu i wreszcie uwolniła się od zdradzieckiego gorsetu, usiadła i długo oddychała, jakby wypuszczono ją z klatki.
Boris cały czas krążył wokół niej. Przygotowywał się do rozmowy, przekonany, że żona zachowała się niewłaściwie. A poza tym… obok malutkiej Swietoczki Nastia wyglądała zdecydowanie zbyt staro.
— Posłuchaj, Nastia… Mogę przymknąć oko na twoje dzisiejsze zachowanie, ale musisz wiedzieć jedno: estetyka ma znaczenie dla mężczyzn — dla mnie również. Chcę, żeby moja żona wyglądała młodo, pięknie i odpowiadała współczesnym standardom urody.
— Chcesz żonę taką jak żona Koli? — zapytała Nastia. — Osiemnastoletnią dziewczynę, która ma już implanty wszędzie i twarz napchaną wypełniaczami jak balon?
— No cóż… Chcę po prostu, żebyś była ładniejsza. Żebyś była, wiesz… bardziej nowoczesna. Może ty też powinnaś pomyśleć o implantach?!
— Po co? Nigdy nie byłam deską! — odparła Nastia, zerkając na swój rozmiar C.
— Tu nie chodzi o rozmiar! Z wiekiem wszystko ci opadło! Wisi jak uszy spaniela. Ale wszystko można podciągnąć. I odświeżyć twarz. Powiedziałbym nawet, że musisz to zrobić. Poza tym kolor włosów cię postarza. Młode kobiety wybierają jasne odcienie, a nie ciemne… — wypalił Boris. Skąd brał te informacje, nikt nie wiedział.
Nastia zamilkła, przyswajając to, co właśnie usłyszała. Mogła nakrzyczeć na męża, obrazić go, przypomnieć mu, że sam jest daleki od Apolla. Że przydałaby mu się liposukcja piwnego brzucha, a może i przeszczep włosów na łysinę, żeby wyglądał młodziej.
Ale nie marnowała oddechu. Powiedziała tylko:
— Dobrze. Zrozumiałam.
Następnego dnia przefarbowała włosy na popielaty blond. Potem odnowiła garderobę. Kupiła dokładnie takie sukienki, jakie podobają się mężczyznom. Co prawda niezbyt wygodne, ale nawet „uszy spaniela” znalazły swoje miejsce. Twarz Borisa rozjaśniła się zadowolonym uśmiechem.
— No, teraz jest dużo lepiej! Potrafisz, Nastia, kiedy chcesz.
— Oczywiście, że potrafię — przytaknęła. — Jeszcze zobaczysz…
— Uważaj, już przekroczyłaś limit wydatków. Czas, żebyś sama płaciła za swoje zakupy. Dlaczego tylko moje pieniądze mają iść na twoją urodę?
— Bo to ty jesteś wymagającym mężem. Ja nie wydawałabym pieniędzy na te wszystkie głupoty. Lubię siebie taką, jaka jestem. Ale dla ciebie potrzebne jest ładne opakowanie.
Boris zamilkł. Żona zamknęła mu usta trafnym argumentem.
Mimo to nadal przeglądał profil społecznościowy Nikołaja, szukając nowych zdjęć jego młodej żony. Ale nie było tam najmniejszej wzmianki o związku ze Swietą.
Pomysł spotkania we czworo nie podobał się już Borisowi. Najchętniej poszedłby do Koli i jego małej Swietoczki sam. A jeszcze lepiej — bez Nikołaja… Swieta była taka piękna i świeża. I ten sposób, w jaki patrzyła na Borisa, jakby nudziła się przy Nikołaju…
Podczas gdy Boris marzył, Nastia nie traciła czasu.
Dowiedziała się wszystkiego, czego trzeba, a potem poprosiła sekretarkę Borisa, Arinę, by zarezerwowała jej bilet lotniczy. Miała lecieć na konsultację do chirurga plastycznego, na „odmłodzenie”. Powiedziała Arinie, że mąż o wszystkim wie. Bez zadawania pytań Arina zarezerwowała bilet. I to nie byle jaki — bilet godny „żony wymagającej utrzymania”: w klasie biznes.
Kiedy Boria się o tym dowiedział, wpadł w szał. Te pieniądze nie były przeznaczone na „zachcianki” jego żony. Ale było już za późno.
— Bilety są bezzwrotne. A to ty chciałeś, żeby twoja żona odmłodniała. Twoje życzenie wkrótce się spełni.
— Dobrze, skoro tak, jedź. Na konsultację. Żadnych zabiegów. Najpierw wszystko musisz ze mną uzgodnić. Nie chcę się przez ciebie wstydzić. A moje pieniądze są już rozplanowane.
Boris już żałował, że zasiał w głowie żony pomysł młodości. Prościej i taniej byłoby znaleźć sobie młodą kochankę i chodzić z nią na wydarzenia, podczas gdy Nastia siedziałaby w domu, wierząc, że jest nieodparta i kochając siebie taką, jaka jest.
Nastia wyjechała. W klinice przeszła badania i wybrała zabiegi. Lifting, lasery, zastrzyki, pielęgnację skóry. A także — prywatny pokój, bufet, rekonwalescencję i masaże.
Leżała w pokoju, który bardziej przypominał apartament hotelowy, z widokiem na morze, i myślała, że postąpiła właściwie.
Boris zadzwonił piątego dnia.
— Gdzie ty jesteś? Powinnaś już wrócić! Każdy dzień w tym hotelu kosztuje mnie tyle, co tydzień wakacji w luksusowym kurorcie!
— Ja? Odmładzam się. Dokładnie tak, jak prosiłeś.
— Zwariowałaś?! Mówiłem, żebyś niczego nie robiła bez uzgodnienia!
— A jednak wszystko zatwierdziłeś. To ty popchnąłeś mnie do tego kroku. I wiesz co? Jestem zachwycona. Lekarz jest dobry, doświadczony. Będę wyglądała lepiej. Teraz twoja kolej — zapłać rachunek.
Boris był przerażony. Jego sekretarka już otrzymała fakturę i ją opłaciła.
— Dlaczego?! — wykrzyknął do Ariny. Miał już dość krzyków. To wymknęło się spod kontroli.
— Powiedziałeś, że wszystko pokryjesz.
— Kiedy?
— Kiedy przebiegałeś obok.
Boris z wysiłkiem próbował sobie przypomnieć. Arina, jak zawsze, przyniosła faktury w najgorszym możliwym momencie… a on akurat oglądał filmik Swietłany w mediach społecznościowych. Tłumaczyła, jak ćwiczyć pośladki na siłowni. Oczywiście nie słuchał Ariny — tylko kiwał głową.
— To szaleństwo! — napisał do żony, zdając sobie sprawę, że dał się nabrać.
— Zgoda. Ale to ty pierwszy oszalałeś — odpowiedziała Nastia.
— Anuluję płatność. Masz oszczędności — zapłać sama. To twoja decyzja.
— Moje oszczędności wydam na coś innego — odparła sucho Nastia. — Nie jestem psem wystawowym. Jestem człowiekiem. Skoro nie potrafisz docenić tego, co masz, stałam się tym, czego chciałeś. I zapłacisz za to. Z odsetkami.
Nastia wróciła do miasta trzy tygodnie później. Boris czekał na nią na lotnisku. Chciał coś powiedzieć, ale efekt zrobił na nim zbyt wielkie wrażenie.
— Ty… wyglądasz wspaniale, choć wydałem na to zdecydowanie za dużo — wymamrotał, zapominając swoją mowę z wyrzutami.
— Tak — przytaknęła. — Wiem.
Chciał ją objąć, ale się odsunęła.
— Nie, Boria. Teraz jesteś dla mnie za stary. Kobieta taka jak ja nie jest już dla ciebie. Znajdź sobie kogoś na swoim poziomie — starszą panią z brzuszkiem i przerzedzonymi włosami. A ja chyba wyjdę ponownie za mąż. Za kogoś młodszego.
— Kto by cię chciał?! — wykrzyknął Boris. Nigdy nie sądził, że jego żona zachowa się tak „brzydko” — wykorzysta go, a potem porzuci.
— Przynajmniej ja chcę siebie. A reszta nie jest dla mnie żadnym autorytetem.
Nastia zamówiła taksówkę i opuściła terminal z podniesioną głową.
A Boris… Patrzył, jak odchodzi, i myślał, że kobiety to niewdzięczne, chciwe stworzenia, które potrafią tylko wyciągać pieniądze od swoich mężów.
Jego myśli się potwierdziły — wkrótce profil Swiety zapełnił się zdjęciami z nowym mężczyzną. Potem z kolejnym. I jeszcze jednym… Z każdym wyglądała uroczo i zachwycająco. Boris postanowił zadzwonić do Nikołaja.
— Tak?
— Hej… Właśnie widziałem twoją żonę… z innym.
— Och, rozstałem się z nią. Uznałem, że chcę dojrzalszej kobiety. O czym mógłbym rozmawiać z osiemnastolatką? Nuda! — skłamał Nikołaj niezbyt przekonująco.
Z czasem Boris dowiedział się, że Swieta nigdy nie była jego żoną. W rzeczywistości była po prostu eskortą. Okazało się, że za odpowiednią sumę może towarzyszyć dowolnemu mężczyźnie na spotkaniach lub ważnych wydarzeniach. Zaproponowała to samo Borisowi — ze zniżką, dla znajomych.
— Czyli Nikołaj nie przyprowadził żony, tylko czyjąś dziewczynę… tylko po to, żeby się popisać. No cóż… co za oszust! A ja myślałem, że facet miał szczęście — Boris pokręcił głową, przeklinając siebie za to, że pozwolił kumplowi i jego towarzyszce namieszać sobie w głowie.
W całej tej sytuacji tylko Nastia wyszła zwycięsko. Udało jej się odmłodnieć na jego koszt i odzyskać spokój.
Tak naprawdę kobiety są piękne w każdym wieku. A mąż? Jeśli was nie docenia — cóż, niech idzie do ogrodu!