Całkiem straciłeś resztki rozumu?! To ja mam przeżyć tylko na kaszy gryczanej, bo twoja ukochana mamusia uznała, że potrzebuje kolejnej wycieczki do Tajlandii?!

— Całkiem straciłeś sumienie? — Rita niemal dławiła się oburzeniem. — Czyli mam przeżyć tylko na kaszy gryczanej, bo twojej matce nagle zachciało się znowu jechać nad morze?

Krzyczała, a Kirill siedział bez ruchu, niewzruszony jak kamień. Ani westchnienia. Ani śladu emocji.

— Co ci odbiło, Rita? To moja matka… — odezwał się w końcu.

— Nie mogę sobie pozwolić nawet na coś tak podstawowego jak manicure! — Głos Rity drżał. — Niedługo kończę trzydzieści lat, rozumiesz? Chciałam to uczcić, kupić sobie sukienkę. A ona znowu jedzie się bawić gdzieś pod palmami!

Kirill prychnął.

— To idź do pracy. Mam ci wszystko dawać za darmo?

— A ja siedzę w domu z naszym dzieckiem, gdybyś zapomniał! — wykrzyknęła Rita.

— A ty zapomniałaś, kto tu jest prawdziwym wsparciem — wybuchnął. — Ja pracuję. Haruję jak wół. A ty wysysasz ze mnie pieniądze. Powinnaś mi dziękować, że masz ciepły dach nad głową i jedzenie.

Zobaczył łzy w jej oczach — i to rozwścieczyło go jeszcze bardziej.

— Znowu to samo. Co to znowu za histeria? Mam dość tych ciągłych lamentów.

— A twoja matka? — wybuchnęła Rita. — Ona niby się nie „relaksuje”? Przecież ona tylko wydaje pieniądze!
 

Kirill zerwał się z miejsca i chwycił ją za ramiona.

— Nie waż się tak mówić o mojej matce! Ona jest święta, a ty… ty jesteś nikim beze mnie! Wyciągnąłem cię z biedy, dałem ci dom, pracę, stabilność!

Rita poczuła, jak coś ważnego w niej się rozpada.

— Idź do diabła — wyszeptała mu prosto w twarz.

W tej chwili zrozumiała: już nigdy nie będzie posłuszną żoną. Ta wersja jej życia dobiegła końca.

A przecież kiedyś wszystko zaczęło się pięknie.

Rita — rudowłosa stylistka — i jej klientka Klara Stiepanowna: surowa, władcza, matka Kirilla.

— Wiesz, moja droga, może powinnaś poznać mojego syna — oznajmiła Klara po perfekcyjnym ułożeniu włosów. — Jest kawalerem, ma własny biznes. Marzę o wnukach.
 

Rita próbowała odmówić, ale Klara nie przyjmowała odmowy. Na pierwszej randce Kirill wcale jej nie zachwycił, ale jego matka miała obsesję na punkcie ich połączenia. Wkrótce pojawiły się drogie restauracje, bukiety i komplementy. Rita — zmęczona obojętnymi mężczyznami — wmówiła sobie, że wreszcie znalazła „tego jedynego”.

Klara Stiepanowna dawno rozwiodła się z mężem, bo, jak twierdziła, „przestał być na jej poziomie”. Po tym jej syn stał się głównym źródłem jej pocieszenia i przyjemności. Nigdy nie pracowała, przekonana, że jej rolą jest dobrze żyć — a rolą syna płacić. Kirill dorastał w przekonaniu, że matka jest najważniejsza. Kupował jej mieszkania, samochody, bez wahania opłacał każdą jej zachciankę.

Po ślubie maska opadła — szczególnie wtedy, gdy Rita zaszła w ciążę. Kirill przestał widzieć w niej kobietę, którą kochał, i zaczął traktować ją jak dodatkowy wydatek.

— Po co ci nowa szminka? Po co nowy sweter? I tak cały czas siedzisz w domu. Oszczędzaj, Rita.

Tymczasem sam jeździł na wakacje z matką — nawet nie pytając Rity o zdanie.

Od samego początku Klara Stiepanowna wtrącała się we wszystko: remonty, jedzenie, ubrania. Dzwoniła do syna kilka razy dziennie z kolejnymi żądaniami, a Rita stała się rywalką — kimś, kto zabierał czas, uwagę i pieniądze. Kirill słuchał w milczeniu, a potem powtarzał słowa matki jak ewangelię. Upierał się, żeby Rita we wszystkim brała pod uwagę gust jego matki.
 

— Jesteś moją żoną — odpowiadał chłodno, gdy protestowała. — A ja jestem synem swojej matki. Tak już jest.

Rita nie marzyła o luksusach. Chciała tylko świeżego manicure albo kawy w małej kawiarni.

— Poczekaj trochę — mówił Kirill. — Kiedy wrócisz po urlopie macierzyńskim, sama będziesz mogła sobie na to zarobić.

Jej urodziny zbliżały się wielkimi krokami. Trzydzieści lat.

— Kir… możemy to jakoś uczcić? — zapytała ostrożnie. — Może mała restauracja?

— Zwariowałaś? Jaka restauracja? Brakuje nam pieniędzy. Mama leci na Bali. To sporo kosztuje. Więc odpuść. Zostań w domu.

— Czyli… — powiedziała Rita powoli — dla twojej matki można. A na moje urodziny nie?
 

— A w czym problem? To moja matka. A ty? Nic nie wnosisz. Tylko rodzisz dzieci, siedzisz w domu i wydajesz pieniądze. Uważaj się za szczęściarę. Nie każdy by cię wziął. Bądź wdzięczna.

Rita pękła. Policzek zabrzmiał głośniej niż jakiekolwiek słowa.

Próbował ją złapać, ale odsunęła się.

— Tak mnie traktujesz? — syknął. — Dobrze. W takim razie wynocha — obie. Nie potrzebuję takiej kobiety.

I Rita zrozumiała: to był koniec. Nigdy więcej nie będzie znosić upokorzeń.

— Masz rację — powiedziała stanowczo. — Taka kobieta naprawdę nie jest dla ciebie. I odchodzę.

Spakowała walizkę. Następnego ranka wzięła dziecko i opuściła dom, który dawno przestał być domem.

Życie zaczęło się od zera — trudne, samotne, przerażające.

Ale wolne.
 

Wynajęła maleńkie mieszkanie, wróciła do salonu piękności i zdołała zarabiać tyle, by przetrwać. W sądzie uzyskała alimenty. A Kirill został z matką. Klara Stiepanowna nadal rozkazywała, a jej syn nadal jej słuchał.

Tylko teraz — bez rodziny. Bez miłości. Bez Rity.