«Nie potrzebuję zaproszeń — jestem matką twojego męża!» — krzyknęła moja teściowa, wpadając do mieszkania.
«Ale my cię nie zapraszaliśmy» — powiedziała zdezorientowana Natasza.
«Nie potrzebuję zaproszeń, jestem matką twojego męża!» — oznajmiła głośno teściowa, stanowczo wchodząc do mieszkania. «Zobaczymy, czym karmisz Wołodię».
Zdjęła buty i ruszyła do kuchni z pewnością siebie kogoś, kto uważa się za prawdziwą panią domu.
Natasza stała w miejscu, niemal oniemiała. Powiedzieć, że była oburzona, to za mało. Wołodii nie było w domu. To znaczyło, że jej teściowa, Wiera Iwanowna, weszła za pomocą klucza. Ale Natasza wiedziała na pewno, że były tylko trzy komplety: jeden dla niej, jeden dla męża i jeden zapasowy. Czyli Wołodia dorobił klucz za jej plecami i dał go matce? To naprawdę przekraczało wszelkie granice.
Ignorując zirytowane pomruki Wiery Iwanowny, Natasza spokojnie zawiązała pasek szlafroka i poszła się umyć. Był wczesny poranek, a przez okna ich nowego, przestronnego mieszkania wpadało miękkie światło. Ona i Wołodia kupili je na kredyt, przez lata spłacali pożyczkę, odmawiając sobie wielu rzeczy, i mieszkali tam dopiero od kilku tygodni.
Dopóki nowe mieszkanie było jeszcze w budowie, małżonkowie mieszkali u matki Wołodii. Wiera Iwanowna miała twardy charakter, a życie pod jej dachem było prawdziwą próbą — przynajmniej dla Nataszy.
Wszystko zaczęło się niemal natychmiast.
Już pierwszego dnia po ślubie teściowa podeszła do Natalii, uważnie jej się przyjrzała i powiedziała:
«Hm… Nie mogę powiedzieć, że mnie zachwycasz, synowo. Właściwie nie jestem zachwycona, że muszę dzielić swój dom z inną kobietą. Ale skoro Wołodieńka dokonał wyboru, nie mam innego wyjścia, jak to zaakceptować. Oto twoje obowiązki: rano przygotowujesz śniadanie dla męża; przed pracą robisz lekki porządek — ścierasz kurze, myjesz umywalkę, nic trudnego. Po pracy myjesz podłogi i przygotowujesz kolację, żeby w domu zawsze było coś do jedzenia. A w weekendy masz…»
Natalia, która zawsze wierzyła, że potrafi dogadać się z każdym — zwłaszcza z matką swojego męża — słuchała z niedowierzaniem. Czy ta kobieta naprawdę zamierzała kontrolować każdy aspekt życia młodego małżeństwa? Ona i Wołodia mieli własny dom, własne zasady. Natasza wiedziała, że Wowa szanuje matkę, ale nie do tego stopnia, żeby pozwolić jej dyktować im obowiązki i codzienną rutynę.
Natasza uważnie przyjrzała się teściowej. Przed nią stała niska, krępa kobieta, mająca trochę ponad pięćdziesiąt lat. Nosiła ciemną spódnicę o trudnym do określenia kolorze, sięgającą do połowy łydki, oraz szary sweter. Prawie się nie malowała, a jej fryzura była prosta, jakby w ogóle nie miała ochoty wyglądać atrakcyjnie. Natasza pomyślała nawet, że Wiera Iwanowna musi sama obcinać sobie włosy — były tak zwyczajne i skromne.
«Ale my cię nie zaprosiliśmy» — wyjąkała Natasza.
«Nie potrzebuję zaproszeń. Jestem matką twojego męża!» — krzyknęła teściowa, wdzierając się do mieszkania. «A teraz zobaczymy, co dałaś Wołodii do jedzenia».
Zdjęła buty i pewnym krokiem ruszyła do kuchni, jakby była właścicielką tego miejsca.
Natasza stała tam dosłownie z otwartymi ustami. Powiedzieć, że była oburzona, to nic nie powiedzieć. Wołodii nie było w domu. To znaczyło, że jej teściowa, Wiera Iwanowna, weszła z kluczem. Ale Natasza wyraźnie pamiętała: do mieszkania zawsze były tylko trzy komplety kluczy. Jeden dla niej, jeden dla męża i jeden zapasowy. Czyli Wołodia dorobił kolejny klucz dla swojej szalonej matki za jej plecami i jej go dał? Tego było już za wiele!
Ignorując burczenie Wiery Iwanowny, Natasza spokojnie zawiązała pasek szlafroka i poszła umyć twarz. Był wczesny poranek, a łagodne słońce delikatnie świeciło przez okno ich pięknego nowego mieszkania. Natasza i Wołodia kupili je na kredyt, przez wiele lat spłacali go, odmawiając sobie wszystkiego, i wreszcie wprowadzili się zaledwie kilka tygodni temu.
Dopóki ich nowe mieszkanie było w budowie, para mieszkała u matki Wołodii. Wiera Iwanowna nie słynęła z łagodności, a życie w jej domu — przynajmniej dla Nataszy — było prawdziwym piekłem.
Wszystko zaczęło się właśnie tak.
Już następnego dnia po ślubie teściowa podeszła do Natalii, zmierzyła ją wzrokiem od stóp do głów, a potem oznajmiła:
«No cóż… Nie mogę powiedzieć, że mnie zachwycasz, synowo. Właściwie nie jestem szczególnie szczęśliwa, że muszę dzielić dom z kobietą. Ale skoro mój mały Wołodieńka wybrał ciebie, moim obowiązkiem jest to zaakceptować. Twoje obowiązki będą następujące: rano przygotowujesz śniadanie dla męża; przed wyjściem do pracy robisz trochę lekkiego sprzątania — trochę kurzu tu i tam, umywalka, drobiazgi. Po pracy myjesz podłogi, przygotowujesz kolację i pilnujesz, żeby w domu zawsze było jedzenie. W weekendy masz…»
Natalia, która zawsze uważała, że potrafi dogadać się ze wszystkimi, zwłaszcza z matką męża, praktycznie członkiem rodziny, słuchała osłupiała. Czy ta kobieta naprawdę zamierzała urządzać życie młodego małżeństwa po swojemu? Ona i Wołodia tworzyli własną rodzinę. Natasza wiedziała, że Wowa głęboko szanuje i czci matkę, ale żeby aż tak — żeby pozwolić jej nimi rządzić i decydować o ich organizacji życia…
Natasza spojrzała na twarz teściowej. Przed nią stała niska, mocno zbudowana kobieta po pięćdziesiątce, ubrana w ciemną, bezkształtną spódnicę w babcinym stylu, opadającą do połowy łydki, oraz szary sweter. Prawie nigdy się nie malowała, czesała włosy prosto i najwyraźniej absolutnie nie robiła żadnego wysiłku, żeby wyglądać atrakcyjnie. Natasza zastanawiała się nawet, czy nie obcina sobie włosów sama — fryzura wyglądała tak prymitywnie.
Wyraz twarzy Wiery Iwanowny był wyraźnie wrogi. Wystarczyło jedno spojrzenie, by zrozumieć, że ta kobieta jest z czegoś bardzo niezadowolona. Zmarszczka między brwiami, cienkie usta, które zdawały się nigdy nie uśmiechać.
Słoneczna i radosna Natasza, którą rodzice zawsze kochali i rozpieszczali, natychmiast poczuła, jak znikają promienie szczęścia, które w niej świeciły. Zrozumiała: życie w tym domu będzie trudne.
Tego samego wieczoru Natasza gorzko płakała, kiedy wreszcie została sama w mieszkaniu z mężem. Teściowa poszła do cerkwi — była religijną kobietą, która starała się ściśle przestrzegać obrzędów — a Natasza wykrzyknęła:
«Wołodia! Nie będę mieszkać z twoją matką! To niemożliwe! Wynajmijmy pokój, gdziekolwiek. Nie mogę tu zostać. Spójrz na to mieszkanie, jest ciemne i smutne».
«Moja droga Nataszo, kochanie, musimy jeszcze trochę wytrzymać» — pocieszał ją mąż. «Wiesz, że musimy spłacić kredyt. Ale jak tylko to zrobimy, obiecuję, od razu stąd odejdziemy. Na razie będziemy wynajmować nasze mieszkanie, żeby szybciej spłacić pożyczkę. Tak, mama ma trudny charakter, ale to dlatego, że wychowała mnie sama i musiała ciężko pracować. Wytrzymaj jeszcze kilka lat, potem wszystko będzie nasze».
«Jakie to smutne, że moi rodzice już nie żyją i nie możemy mieszkać z nimi» — płakała Natasza. «Gdybyś ich znał, byli zupełnie inni. Potrafili dawać ludziom ciepło. W naszym domu zawsze było tak dobrze i spokojnie».
«Nie martw się, kochanie, z czasem ty i mama się dogadacie» — powiedział Wołodia, głaszcząc płaczącą żonę po głowie. «Wszystko będzie dobrze. Zobaczysz. Ona jest dobra, tylko surowa. Poza tym obiecała pomóc z kredytem».
«Dobrze» — odpowiedziała Natalia, wydmuchując nos i zmęczonym ruchem ocierając łzy. «Ale obiecaj mi, że będziesz mnie chronił».
«Oczywiście, mój skarbie! Kocham mamę, ale nie pozwolę nikomu cię skrzywdzić, nawet jej».
Od tego dnia życie Nataszy stało się bardzo dziwne. Od rana do wieczora sprzątała, myjąc, szorując i bez końca coś czyszcząc. Do pracy wychodziła wręcz z ulgą, tylko po to, by spędzić czas w miejscu, gdzie uśmiechanie się, głośny śmiech i picie kawy podczas przerw nie były zakazane i nie sprawiały, że czuła się jak przestępczyni.
Wiera Iwanowna nigdy nie przepuszczała okazji, by dać synowej do zrozumienia, jak bardzo jest niezdarna i niekompetentna. Uczyła ją gotować ulubione potrawy Wołodii, prasować jego koszule w specjalny sposób, szorować garnki, aż będą błyszczeć, sprzątać tak, żeby nie przeszkadzać mężowi — czyli tylko wtedy, gdy go nie było — i układać rzeczy wyłącznie tak, jak on był do tego przyzwyczajony.
Natasza zapomniała, czym jest wyjście do muzeum albo kawiarni z przyjaciółmi, uczęszczanie na kursy czy zajmowanie się swoim hobby. Teściowa uważała to wszystko za stratę czasu. Zamężna kobieta, powtarzała Natalii, powinna w całości poświęcić się rodzinie.
Stopniowo Natasza więdła, pogrążając się w smutku. Przyjaciółki, widząc, że nie da się jej nigdzie wyciągnąć, nie da się jej odwiedzić, a rozmowy telefoniczne ucina nerwowo, gdy tylko słyszy kroki teściowej, w końcu przestały dzwonić. Na początku zachęcały Nataszę, by wyprowadziła się z mężem albo nawet się rozwiodła, jeśli był tak słaby, że nie potrafił przeciwstawić się matce, ale ona tylko kręciła głową:
«Dokąd miałabym pójść? Moich rodziców już nie ma, a ich mieszkanie sprzedano, żeby spłacić dług, którego nie zdążyli uregulować. Poza tym kocham Wołodię».
«Ale pracujesz! Wynajmij sobie kawalerkę, a twoje życie się poprawi» — mówiły chórem przyjaciółki. «Nataszko, nie możesz tak żyć! Nie jesteś już sobą. Stałaś się cieniem dawnej siebie. Zabijesz się powoli — i po co?»
Ale Natasza odpowiadała cicho:
«Nie, dziewczyny. Wyszłam za mąż, więc tak już jest. Taki los…»
W końcu przyjaciółki się poddały.
«Jak chcesz! Ale ostrzegałyśmy cię. Zastanów się: kiedy będziesz stara i spojrzysz wstecz, co zobaczysz ze swojego życia?»
Mąż nigdy nie chronił Nataszy. Milcząco wspierał matkę, choć obiecał żonie, że pomoże jej w trudnym zadaniu radzenia sobie z teściową. W rzeczywistości taki układ mu odpowiadał: dwie kobiety tylko mu usługiwały.
Mijały lata. Życie Nataszy przypominało Dzień Świstaka: rano automatycznie przygotowywała śniadanie, potem pakowała domowy obiad dla siebie i męża, ugotowany poprzedniego wieczoru — teściowa uważała, że jedzenie ze stołówki szkodzi jej ukochanemu synowi, a skoro Natasza gotowała tak dużo, starczało również dla niej — po czym szła do pracy. Zresztą pracy też już nie lubiła i przestała być dla niej ucieczką: dobry, wyrozumiały i ludzki szef odszedł, a zastąpił go przedstawiciel „biurowego planktonu”, uwielbiający regulaminy. Natychmiast zakazał przerw na herbatę i rozmów na tematy inne niż praca oraz starannie pilnował spóźnień współpracowników. Jednocześnie wydajność tajemniczo spadła: wcześniej pracownicy potrafili pół dnia pić herbatę, a potem wspólnie rzucić się na problem i znakomicie wykonać nawet najtrudniejsze zadania, podczas gdy teraz każdy samotnie grzązł w swoich kłopotach.
W biurze zaczęły się plotki i obmowy. Zapanowały nuda i melancholia.
Po pracy, dokładnie o 17:00, Natasza wracała do domu. Podczas gdy jej koledzy i koleżanki choć od czasu do czasu chodzili do teatru, kina albo nad morze, Natasza i Wołodia nigdzie nie chodzili. Jego matka uważała, że to zbyt drogie, a poza tym zupełnie niepotrzebne.
Natasza wracała więc do domu, gdzie sprzątała, gotowała kolację i przygotowywała jedzenie na następny dzień. Przed snem oglądała film i żyła życiem jego bohaterki — bo od dawna nie miała już własnego życia.
Wiera Iwanowna zawsze była ponura. Pewnego dnia Natasza zdała sobie sprawę, że przez te wszystkie lata nigdy nie widziała na twarzy teściowej prawdziwego uśmiechu, najwyżej grymas. Teściowa mówiła wyraźnie, szybko i pewnie, i patrzyła na wszystkich z dezaprobatą. Cokolwiek robiła synowa, nigdy nie mogła zadowolić matki męża.
W pewnym momencie Natasza nagle zrozumiała, że nie może już tak dłużej żyć. Pogrążała się w całkowitej apatii, w istnieniu pozbawionym jakiegokolwiek sensu. Na dodatek nie mogła zajść w ciążę — wierzyła, że dziecko nadałoby jej życiu sens i przywróciło nadzieję oraz radość.
Pewnego dnia Wołodia wrócił do domu promieniejący.
«Natasza! Mamo!» — krzyknął z przedpokoju. «To już — nasz blok jest skończony, niedługo wprowadzimy się do własnego mieszkania!»
Ale Natasza nie miała już siły się cieszyć. Nie miała siły na nic. Teściowa tylko zacisnęła cienkie usta:
«A z czego ty się tak cieszysz? Kredyt nadal trzeba spłacać. Zostańcie na razie tutaj ze mną — przynajmniej życie jest tańsze. Zakupy robimy razem, a czynsz płacę ja…»
Natasza podniosła głowę, którą od dawna trzymała spuszczoną. Jej oczy spotkały się ze spojrzeniem teściowej.
«Wołodia» — powiedziała Natalia do męża jasnym i spokojnym głosem, nie odwracając wzroku — «jeśli zostaniemy tutaj choćby tydzień dłużej, umrę. Słyszysz mnie, Wołodia?»
«Mój Boże, jakie bzdury wygaduje twoja żona…» — zaczęła jęczeć Wiera Iwanowna.
Ale jej syn, uważnie przyglądając się bladej twarzy żony, nagle znalazł w sobie odwagę, by odpowiedzieć matce:
«Mamo, proszę, zamilcz. Odchodzimy. Przeprowadzamy się po weekendzie».
Natasza rozpłakała się. Apatia zaczęła ustępować, robiąc miejsce innym uczuciom — złości, radości, satysfakcji — krótko mówiąc, wszystkim uczuciom, które Natasza tłumiła w sobie przez długie lata.
I para naprawdę się przeprowadziła. Natasza jakby się odmieniła: we własnym mieszkaniu rozkwitła, wyglądając o dziesięć lat młodziej. Wirowała po mieszkaniu, wykonując z mężem drobne prace, a rano szeroko otwierała okna, by słuchać śpiewu ptaków — ich blok stał niedaleko miejskiego parku. Natasza nagle zadzwoniła do przyjaciółek i zażądała, żeby natychmiast zabrały ją na najbliższą wystawę i do kawiarni.
«I w ogóle musimy spotykać się częściej» — powiedziała Natasza. «Dziewczyny, życie jest tylko jedno — sprawiajmy sobie przyjemność zawsze, kiedy możemy».
Przyjaciółki krzyknęły «Hurra!» i były niemal gotowe podrzucić czapki w powietrze. Natasza wróciła do życia!
Co do teściowej, przez pewien czas wydawała się spokojniejsza. Była zupełnie zdumiona, że jej syn i synowa przekroczyli granice, które ona uważała za nienaruszalne.
Potem Wiera Iwanowna pojawiła się u nich bez zaproszenia, jakby to wciąż było jej terytorium. Jakby miała do tego prawo. Natasza umyła twarz, związała włosy, nałożyła krem na twarz — cały czas słuchając niekończących się pretensji dobiegających z kuchni. Potem podeszła do teściowej i zatrzymała się w progu, krzyżując ręce na piersi.
«Wiero Iwanowno, nikt pani tutaj nie zapraszał. To nie jest pani dom, tylko mój i Wołodii. Jest tu tylko jedna pani domu — i jestem nią ja. To ja decyduję, czym karmić męża i kiedy sprzątać — albo czy w ogóle sprzątać. Jeśli Wołodia chce panią odwiedzać, może to robić w każdej chwili i nie będę miała nic przeciwko. Ale ja już nigdy do pani nie przyjdę. I nie chcę pani widzieć u siebie. Tu jest Bóg, a tam próg. Jasne? Jeśli pani nie wyjdzie, zadzwonię na policję».
Wiera Iwanowna zamarła. Ale na wzmiankę o policji rzuciła się do przedpokoju, szybko włożyła buty i chwyciła płaszcz.
«I proszę oddać mi klucze» — powiedziała chłodno Natasza, wyciągając rękę.
Teściowa rzuciła klucze na podłogę.
«Nic dziwnego, że od początku nie mogłam cię znieść!» — wymamrotała przez zęby. «Nic nie szkodzi, powiem Wołodii — rozwiedziecie się i nic nie dostaniesz».
«Może pani mówić Wołodii, co pani chce» — odpowiedziała Natasza. «Ale on żyje teraz własnym życiem. Przykro mi. Dorósł, jak sam niedawno zrozumiał. I to on zdecyduje, co zrobić».
Teściowa szybko zbiegła po schodach.
A Natasza uśmiechnęła się, po czym poszła do kuchni wypić kawę z rogalikiem. Tak, wszystko się zmieniło. Wołodia naprawdę dorósł — zrozumiał, że jego żona jest prawdziwym skarbem, podczas gdy jego matka przez wszystkie te lata zachowywała się jak wampir, powoli wysysając życie z synowej.
Czasami najwyraźniej wciąż słabł — bo inaczej po co dorobiłby klucz dla matki? Ale to nieważne. Krok po kroku całkowicie uwolni się od zależności od niej i ostatecznie się od niej odetnie. Teraz jego rodziną była Natasza. Byli razem szczęśliwi. Robili to, co chcieli, snuli plany i je realizowali.
Ich życie będzie cudowne! I na pewno będą mieli dziecko — teraz maleństwo zechce przyjść na świat u tak szczęśliwych i wolnych rodziców. Przed nimi było tylko dobro!
A teściowa… cóż, miała dwa wyjścia: pozostać taka, jaka była, i dożyć swoich dni w samotności oraz goryczy, albo otworzyć serce, poprosić syna i synową o przebaczenie i rozpocząć nowe życie, ucząc się kochać i cenić tych, których kochała.
Co wybierze? To zależało tylko od niej — Nataszy było to już obojętne. Teraz pewnie sterowała własnym życiem.
Słońce świeciło, a przez otwarte okno wpadał lekki wietrzyk.
«Dzień dobry, nowy dniu!» — powiedziała Natasza na głos. «Będziesz dokładnie taki, jakiego chcę!»
I nalała sobie drugą filiżankę doskonałego americano.
W rodzinie Kristiny i Siergieja sprawy były znacznie bardziej skomplikowane. Wrócili z wakacji, ale zamiast spokoju i przytulności w mieszkaniu czekał na nich chaos. Gdy tylko przekroczyli próg swojego domu, znaleźli się wplątani w skomplikowaną sieć kłamstw i sekretów.