Mam pięćdziesiąt osiem lat, jestem wdową i od pięciu lat prowadzę całkowicie spokojne i stabilne życie. Moje dzieci już dawno dorosły, założyły własne rodziny, a ja pracuję w kwiaciarni i cieszę się każdym dniem.
Niedawno przyjaciółka namówiła mnie, żebym zarejestrowała się na portalu randkowym. Powiedziała, że to nienormalne, by tak spełniona kobieta spędzała wieczory samotnie przed telewizorem.
Długo się opierałam, ale w końcu uległam, założyłam profil i wstawiłam kilka korzystnych zdjęć z ostatnich wakacji. Niemal od razu napisał do mnie Nikołaj.
Miał sześćdziesiąt trzy lata, również był wdowcem. Ze zdjęć sprawiał wrażenie całkiem interesującego mężczyzny z przyjemnym uśmiechem.
Zaczęliśmy wymieniać wiadomości, a potem rozmawiać przez telefon. Jego głos okazał się przyjemny i aksamitny; wysławiał się bardzo dobrze i prawił mi eleganckie, subtelne komplementy.
W zeszły weekend spotkaliśmy się po raz pierwszy. Spacerowaliśmy po jesiennym parku, a potem wypiliśmy kawę z eklerkami w małej kawiarni.
Nikołaj wydawał się zupełnie normalny, choć pojawiło się kilka sygnałów ostrzegawczych. Zbyt dużo czasu poświęcał na opowiadanie, i to z przesadnymi szczegółami, o swoich dolegliwościach i wizytach u lekarza.
Najpierw bolały go plecy po pracy na daczy, potem dokuczały mu stawy przez pogodę, a następnie żołądek po jedzeniu w stołówce. Z grzeczności przytakiwałam i tłumaczyłam to wiekiem. W końcu nie mamy już po dwadzieścia lat; każdy ma swoją historię chorób i własne problemy zdrowotne.
Na koniec spaceru galancko pocałował mnie w rękę i zaproponował, żebyśmy w następną sobotę poszli do dobrej restauracji rybnej w centrum miasta.
Z radością się zgodziłam. Uwielbiam owoce morza, a poza tym wreszcie miałam powód, by założyć moją nową bordową sukienkę.
Przez cały tydzień wymienialiśmy się czułymi wiadomościami rano i wieczorem. Życzył mi dobrego dnia, wysyłał zdjęcia kawy i bukietów kwiatów. Wszystko naprawdę wskazywało na to, że zmierzamy ku normalnemu, godnemu spotkaniu.
**Pułapka na kobiety o miękkim sercu**
W sobotę zaczęłam przygotowywać się mniej więcej trzy godziny przed ustaloną godziną. Wzięłam kąpiel, starannie ułożyłam włosy i zrobiłam makijaż. Wyjęłam tę samą bordową sukienkę, kupioną wiosną na wyprzedaży, ale nigdy wcześniej niezałożoną.
Wyjęłam nawet buty na niewielkim obcasie, chociaż zwykle wolę chodzić w wygodnych trampkach. Patrząc w lustro w przedpokoju, obiektywnie stwierdziłam, że jak na swój wiek wyglądałam naprawdę świetnie.
Mieliśmy zarezerwowany stolik na osiemnastą. Była prawie siedemnasta, kiedy zadzwonił telefon.
Odebrałam radośnie, myśląc, że Nikołaj już wyszedł z domu i dzwoni, żeby powiedzieć, że będzie czekał na mnie przy wejściu.
Ale zamiast pogodnego powitania usłyszałam po drugiej stronie słaby jęk cierpienia.
— Ludoczka, ratuj mnie — jęknął Nikołaj napiętym głosem.
— Kola, co się stało? Źle się czujesz?
— Skoczyło mi ciśnienie, sto sześćdziesiąt na sto. Głowa mi pęka, a w uszach mam nie do zniesienia dzwonienie.
— To dzwoń natychmiast po pogotowie! — naprawdę się o niego przestraszyłam. — Z ciśnieniem nie ma żartów. Niech przyjadą lekarze.
— Pogotowie? Przyjadą, zrobią symboliczny zastrzyk i odjadą. Lepiej, żebyś to ty przyszła mnie uratować.
Zastygłam z telefonem w ręku. W głowie zaczęłam gorączkowo analizować sytuację i zbierać fakty.
— Jak to mam przyjechać do ciebie? Za godzinę mamy rezerwację.
— Jaka restauracja, Luda? Ja nawet z łóżka nie mogę wstać. Przyjdź do mnie, kup po drodze w aptece tabletki na ciśnienie i cytrynę. Zaparz mi herbatę, pobądź ze mną, zmierz mi ciśnienie. Teraz potrzebuję twojej kobiecej opieki.
Spojrzałam na swoje odbicie w lustrze, na ułożone włosy, na ładne buty gotowe do wyjścia. I nagle cała ta scena stała się w mojej głowie zupełnie przejrzysta i jasna.
Ten człowiek po prostu zmienił zdanie co do wydawania pieniędzy w restauracji. Uznał, że darmowa opiekunka, która przywiezie mu leki do domu, to znacznie lepsza opcja na sobotni wieczór niż płacenie rachunku za owoce morza.
— Nikołaju, jeśli naprawdę tak źle się czujesz, wezwij pogotowie — powiedziałam głosem idealnie spokojnym i lodowatym. — Nie jestem ani lekarzem, ani pielęgniarką, ani apteczną dostawą do domu.
Po drugiej stronie zapadła cisza. Nuty cierpienia w głosie mojego adoratora zniknęły natychmiast.
— Czyli nie przyjdziesz? Naprawdę tak trudno ci podać choremu człowiekowi szklankę wody?
— To nie jest trudne. Ale ledwie się znamy. Ja stoję tu w sukience, gotowa na randkę. A ty proponujesz mi, żebym przyjechała do ciebie mierzyć ci puls i parzyć herbatę.
— No cóż, to wiele o tobie mówi — głos Nikołaja stał się ostry, gniewny i urażony. — Wy, nowoczesne kobiety, interesujecie się tylko restauracjami i cudzymi pieniędzmi. Gdy tylko ktoś źle się poczuje, znikacie. Egoistyczne i chciwe kobiety. Nie ma już w was współczucia.
Nie słuchałam dalej tych bzdur o pazernych kobietach. Po prostu się rozłączyłam.
Schowałam buty, rozpięłam sukienkę i poszłam do kuchni. Było mi trochę żal zmarnowanego wieczoru i czasu, który poświęciłam na przygotowania, ale jeszcze silniej czułam ogromną ulgę.
Lepiej, że ten tani teatralny spektakl wydarzył się teraz, a nie pół roku po rozpoczęciu związku, kiedy może zdążyłabym się już do niego przywiązać.
Została mi jeszcze butelka wina po świętach, więc ją wyjęłam i nalałam sobie kieliszek. Zamówiłam też sushi na wynos z restauracji, do której mieliśmy iść.
Kilka godzin później jadłam pyszne maki, patrzyłam przez okno i myślałam o tym, jacy nasi emerytowani mężczyźni potrafią być sprytni i przewidywalni w swoich pragnieniach.
Nie wchodzą na portale randkowe po to, żeby znaleźć godnego partnera albo interesujące towarzystwo do wspólnych spacerów. Szukają darmowego personelu usługowego.
Mam sąsiadkę na piętrze, ciocię Walę. Ma sześćdziesiąt pięć lat. Dokładnie rok temu ona też ulitowała się nad jednym z takich „umierających Romeów”.
On również na początku pięknie opowiadał jej o samotności, a potem zaczął skarżyć się na rwę kulszową i problemy z kolanami. Jeździła do niego przez całe miasto z gorącą zupą, robiła mu zastrzyki i smarowała plecy maściami.
W końcu po prostu się do niej wprowadził. A teraz ona jest pełnoetatową służącą kapryśnego panicza.
Bardzo wyraźnie postanowiłam, że nigdy nie wpadnę w tę upokarzającą pułapkę. Mam dorosłe dzieci, wnuki, swoje pasje i ulubioną pracę, która daje mi dochód.
Chcę chodzić do teatru, jeździć na wycieczki, pić kawę w ładnych miejscach i cieszyć się swoją wolnością. Absolutnie nie mam nic przeciwko trosce o bliską osobę, ale zostać za darmo opiekunką niemal obcego mężczyzny z portalu randkowego, który jest zbyt skąpy, by wydać pieniądze w restauracji, i próbuje grać na kobiecej litości? Nie, dziękuję — niech poszuka sobie gdzie indziej.
Mój wieczór był wspaniały. Obejrzałam dobry stary film, dokończyłam butelkę wina i położyłam się spać ze spokojnym sercem.
A następnego ranka po prostu weszłam na portal i usunęłam swój profil na zawsze. Zrozumiałam, że moje nerwy i spokój ducha są dla mnie o wiele cenniejsze niż wątpliwa perspektywa poślubienia sprytnego starszego pana z nadciśnieniem.