– Czy chciałaby pani różę, proszę pani?
Victoria podniosła wzrok znad kieliszka wina. Obok jej stolika stała mała dziewczynka z koszykiem pełnym czerwonych róż. Miała najwyżej dziewięć lat, wysoko związanego kucyka, luźny beżowy sweter oraz jasne, pełne ciekawości oczy.
Victoria uśmiechnęła się uprzejmie.
– Oczywiście.
Dziewczynka położyła różę na stole. Potem jej wzrok powędrował na dłoń Victorii. Na jej palcu lśnił złoty pierścionek w kształcie róży z czerwonym rubinem pośrodku.
Dziewczynka uśmiechnęła się lekko.
– Pani pierścionek jest taki sam jak pierścionek mojej mamy.
Uśmiech zniknął z twarzy Victorii.
– Nie, kochanie. To rodowy pierścionek mojej rodziny.
Dziewczynka przechyliła głowę.
– Czy w środku jest jakieś imię?
Victoria znieruchomiała.
Dziewczynka powiedziała:
– Rosewood.
Gwar restauracji zdawał się nagle ucichnąć. Żadna obca osoba nie powinna znać tego nazwiska.
Victoria pochyliła się do przodu, a jej głos zadrżał.
– Gdzie jest twoja mama?
– Czy chciałaby pani różę, proszę pani?
Kobieta w czarnym kostiumie podniosła wzrok znad kieliszka wina. Była elegancka, opanowana i wyraźnie przyzwyczajona do luksusowych miejsc. Mała dziewczynka stojąca obok wydawała się nie pasować do tej wykwintnej restauracji, trzymając obiema rękami koszyk pełen czerwonych róż.
– Oczywiście – powiedziała kobieta.
Dziewczynka uśmiechnęła się i przesunęła różę bliżej. Potem jej wzrok opadł na dłoń kobiety. Na jej palcu znajdował się złoty pierścionek w kształcie róży. W samym środku kwiatu błyszczał głęboko czerwony rubin, lśniący w ciepłym świetle restauracji.
Dziewczynka przechyliła głowę.
– Proszę pani, pani pierścionek wygląda dokładnie tak samo jak pierścionek mojej mamy.
Uśmiech kobiety lekko przygasł.
– Nie, kochanie – odpowiedziała łagodnie. – To rodowy pierścionek mojej rodziny.
Dziewczynka nie wyglądała na zakłopotaną. Po prostu skinęła głową w stronę pierścionka z pełną niewinności pewnością.
– Czy w środku jest jakieś imię?
Palce kobiety zacisnęły się mocniej na kieliszku wina.
Dziewczynka dodała:
– Rosewood.
Dźwięki restauracji zdawały się zniknąć. Twarz kobiety zastygła.
Od wielu lat nikt nie wypowiedział przy niej tego nazwiska.
Rosewood nie było marką. Ani nazwiskiem jubilera. Nie było to coś, o czym mogłoby wiedzieć dziecko sprzedające kwiaty.
To było nazwisko wygrawerowane wewnątrz pierścionka.
Rodzinny sekret.
Imię związane z siostrą, która zaginęła siedemnaście lat temu.
Kobieta pochyliła się do przodu, a jej głos nagle się załamał.
– Gdzie… gdzie teraz jest twoja mama?
Dziewczynka zamrugała, zaskoczona nagłą zmianą tonu.
– W szpitalu – odpowiedziała. – Powiedziała mi, żebym dziś wieczorem sprzedawała róże.
Oczy kobiety zaszkliły się od łez.
– Jak masz na imię?
Zanim dziewczynka zdążyła odpowiedzieć, mężczyzna siedzący przy sąsiednim stoliku zbyt gwałtownie wstał. Jego krzesło z głośnym zgrzytem przesunęło się po podłodze.
Dziewczynka go zauważyła i pobladła.
– Muszę już iść – wyszeptała.
Chwyciła swój koszyk i uciekła.
Kobieta spojrzała na mężczyznę.
A on już ruszył za dzieckiem.