„To spadek po moim ojcu i wydam go tak, jak chcę!” — wybuchła kobieta. Jej teściowa uznała, że ma prawo żądać połowy pieniędzy na remont mieszkania.

„Masz w ogóle pojęcie, ile kosztuje coś takiego?!” Głos Fainy Siergiejewny zabrzmiał tak, jakby właśnie odkryła, że zniknęły rodzinne klejnoty. „Dwieście tysięcy na kompletne bzdury! Na twoje zachcianki!”

Olga powoli wypuściła powietrze i oparła się o lodówkę. Piątkowy wieczór wyraźnie zapowiadał się na długi. Teściowa przyszła bez uprzedzenia, jak zwykle, i od razu zanurzyła się w swojej ulubionej roli: kontrolowaniu rodzinnych finansów.

„To spadek po moim ojcu, Faino Siergiejewno” — powiedziała Olga, zachowując spokojny ton, choć w środku aż się gotowała. „I zrobię z nim to, co zechcę.”

„Ach, naprawdę?” Teściowa przeszła przez salon, oglądając odnowione wnętrze. „A to, że twój mąż wykańcza się pracą, w ogóle cię nie obchodzi? Mógłby wreszcie odpocząć, gdybyś zechciała się podzielić!”

Maksim siedział w fotelu przy oknie, zatopiony w telefonie, udając, że niczego nie widzi. Olga dobrze znała tę taktykę. Za każdym razem, gdy jego matka zaczynała atak, on zamykał się w milczeniu. Trzy lata małżeństwa nauczyły ją, by nie czekać, aż stanie w jej obronie.

„Maksim ma jedną pracę” — poprawiła Olga. „I bardzo dobrze radzimy sobie z wydatkami.”

„Ach tak, bardzo dobrze!” Faina Siergiejewna zatrzymała się przed nowym obrazem wiszącym na ścianie. „A kto płaci za internet? Za opłaty? Doskonale wiem, że Maksim!”

Olga zacisnęła szczękę. Cała sprawa z pieniędzmi zaczęła się sześć miesięcy wcześniej, po śmierci jej ojca. Zostawił jej małe dwupokojowe mieszkanie w starym bloku na obrzeżach miasta. Sprzedaż przyniosła jej wystarczająco dużo pieniędzy, by spełnić dawne marzenie: otworzyć własne studio jogi. Przez lata oszczędzała z pensji inżynierki, ale nigdy nie wystarczało.

Spadek stał się jej ratunkiem. Znalazła lokal w centrum miasta, rozpoczęła remont, kupiła sprzęt. Po raz pierwszy od lat miała wrażenie, że jej życie wreszcie zmierza w kierunku, którego pragnęła.

Ale Faina Siergiejewna widziała to inaczej.
 

„Moje mieszkanie wymaga remontu” — oznajmiła teściowa, siadając na kanapie tak, jakby przygotowywała się do długich negocjacji. „Rury są stare, instalacja elektryczna się sypie. Rozumiesz chyba, że prędzej czy później będzie należało do ciebie i Maksima, prawda?”

No i proszę. Olga zamknęła oczy na sekundę. A więc nie chodziło tylko o kontrolę. To było również żądanie.

„Ciocia Zina i ja już o tym rozmawiałyśmy” — ciągnęła Faina Siergiejewna, a Olga westchnęła w duchu. Ciocia Zina, młodsza siostra teściowej, była jej najlepszą wspólniczką w każdej rodzinnej intrydze. „Powinnaś przeznaczyć połowę swojego spadku na remont mojego mieszkania. To po prostu sprawiedliwe. Maksim jest moim synem. Pewnego dnia to mieszkanie będzie należało do was obojga.”

„Faino Siergiejewno” — powiedziała Olga, podchodząc do okna i patrząc na wieczorne miasto. Latarnie już świeciły, zamieniając ulice w wstęgi światła. „Ja już zainwestowałam te pieniądze w swoją firmę. W remont lokalu, roczny czynsz zapłacony z góry, zakup sprzętu…”

„To weź pożyczkę” — przerwała jej teściowa. „Albo coś sprzedaj. Ale musisz pomóc rodzinie. Wychowałam Maksima, karmiłam go, ubierałam, wysłałam na uniwersytet. Teraz twoja kolej, żeby się odwdzięczyć.”

W końcu Maksim podniósł wzrok znad telefonu.

„Mamo, może nie powinniśmy…”

„Milcz!” syknęła Faina Siergiejewna, odwracając się do niego. „Jesteś zbyt miękki. Pozwalasz tej…” wskazała pogardliwie głową na Olgę, „…robić z pieniędzmi, co chce, podczas gdy ty pracujesz do późna każdego wieczoru!”

„Wracam późno, bo sam wybrałem tę pracę” — mruknął Maksim, znów spuszczając wzrok na ekran.

Olga poczuła, jak narasta w niej gniew. Tym razem nawet nie wobec teściowej, ale wobec męża. Wobec jego ciągłej odmowy wtrącenia się, obronienia jej, powiedzenia matce „nie”.

„Dość. To spadek po moim ojcu i zrobię z nim to, co zechcę!” Słowa wybuchły głośniej, niż planowała. „Nie jestem odpowiedzialna za remont waszego mieszkania!”

„Nie jesteś odpowiedzialna?” Głos Fainy Siergiejewny stał się niebezpiecznie spokojny. „Zobaczymy, jak będziesz mówiła po tym, jak przeprowadzę prawdziwą rozmowę z Maksimem. Zawsze był posłusznym chłopcem. Słucha matki.”

„To groźba?” Olga odwróciła się do niej.

„To rzeczywistość, moja droga. Naprawdę wierzysz, że twoje studio odniesie sukces?” Faina Siergiejewna wstała, poprawiając drogi szal na ramionach. „Dziewięćdziesiąt procent takich miejsc zamyka się w pierwszym roku. A pieniądze znikną. I kto będzie winny? Ty. Powinnaś była zainwestować w coś pewnego — nieruchomość, rodzinę.”

Rozległ się dzwonek do drzwi. Maksim zerwał się z miejsca, wyraźnie wdzięczny za jakąkolwiek przerwę. Po chwili wrócił z sąsiadką Lizą, która trzymała kopertę.
 

„Przepraszam, że przeszkadzam” — powiedziała Liza z przepraszającym uśmiechem. „To przez pomyłkę trafiło do naszej skrzynki. Dopiero teraz zauważyłam.”

„Dziękuję” — powiedziała Olga, biorąc kopertę — i poczuła, jak ściska jej się serce. Logo banku. Zawiadomienie dotyczące pożyczki, którą zaciągnęła na ostatni etap remontu swojego studia.

Faina Siergiejewna odprowadziła Lizę wzrokiem, a potem zmrużyła oczy.

„Co to jest?”

„Nic ważnego” — powiedziała Olga, wsuwając kopertę do kieszeni szlafroka.

„Pokaż mi to.” Teściowa zrobiła krok do przodu. „Czy może już zadłużyłaś się przez swoje małe hobby?”

„Mamo, wystarczy” — powiedział w końcu Maksim, wstając z krzesła. „Na dziś koniec.”

„Nie, nie skończymy tak po prostu!” Faina Siergiejewna była już całkowicie nakręcona. „Mam pełne prawo wiedzieć, co dzieje się w rodzinie mojego syna! Jeśli ona zaciągnęła długi, to dotyczy także Maksima! Jeśli się rozwiedziecie, dług może spaść na niego!”

Olga roześmiała się — śmiechem ostrym, gorzkim, nerwowym.

„Rozwód? Teraz już do tego doszliśmy?”

„A dlaczego nie?” odpowiedziała teściowa, krzyżując ręce na piersi. „Maksim mógłby znaleźć sobie prawdziwą żonę — kogoś praktycznego, kto ceni rodzinę bardziej niż własne kaprysy.”

W pokoju zapadła taka cisza, że tykanie ściennego zegara stało się niemal nie do zniesienia. Maksim nic nie powiedział. Stał z opuszczonym wzrokiem. Olga patrzyła na niego, czekając choćby na jedno słowo, na najmniejszy znak, że może ją obroni.

Ale on milczał.

„Wychodzę” — powiedziała w końcu. „Muszę zaczerpnąć powietrza.”

Chwyciła płaszcz i pośpiesznie wyszła z mieszkania, nie czekając na odpowiedź. Na klatce schodowej pachniało wybielaczem i czymś kwaśnym. Szybko zeszła na dół i wyszła na zewnątrz, łapczywie wciągając zimne nocne powietrze.

Jej telefon zawibrował. Wiadomość od cioci Ziny: Olya, musimy porozmawiać. Możesz wpaść jutro?

Olga mocniej ścisnęła telefon.

No tak, zaczyna się.

Błąkała się po mieście przez ponad godzinę, aż chłód zaczął przenikać przez płaszcz. Kiedy wróciła, teściowej już nie było. Maksim nadal siedział na tym samym krześle, ale tym razem patrzył przez okno, a nie w telefon.

„Przepraszam” — powiedział, nie odwracając się. „Mama czasami przekracza granice.”

„Czasami?” Olga powiesiła płaszcz. „Maksim, ona zażądała połowy mojego spadku. A ty nic nie powiedziałeś.”
 

Wreszcie się odwrócił. Wyglądał na zmęczonego, wypalonego. Przez trzy lata małżeństwa Olga nauczyła się czytać z jego twarzy. Ten wyraz oznaczał poczucie winy połączone ze znajomą potrzebą znalezienia kompromisu, który uszczęśliwiłby wszystkich — oprócz niej.

„Posłuchaj” — powiedział Maksim, wstając i podchodząc bliżej. „Myślałem o tym. Może mama ma trochę racji. Nie we wszystkim, oczywiście. Ale mieszkanie naprawdę wymaga remontu. Rury przeciekają, w łazience jest pleśń. Prędzej czy później będzie nasze…”

„Za wiele lat, Maksim. Twoja matka ma pięćdziesiąt trzy lata.”

„Ale to nadal nasza przyszłość” — powiedział, biorąc ją za ręce. „Znajdźmy kompromis. Nie połowa, jasne. Ale może sto tysięcy? Odświeżymy trochę mieszkanie, mama się uspokoi i wszyscy będą zadowoleni.”

Olga wysunęła dłonie z jego uścisku. Coś w niej pękło — cienka nić zaufania, która jeszcze trzymała ich małżeństwo.

„Nie mam stu tysięcy, Maksim. Wszystko włożyłam w studio. Nie rozumiesz? To moja praca. Moje marzenie.”

„To weź pożyczkę” — powiedział szybko, nerwowo. „Małą. Pomogę ci ją spłacić, przysięgam. Mam już po prostu dość tej ciągłej presji mamy. Dzwoni codziennie, każdego dnia: twoja żona to, twoja żona tamto…”

Olga spojrzała na niego i nagle zrozumiała: on się poddał. Nie dziś wieczorem. Nie dzisiaj. Dawno temu. Może nawet zanim się poznali. Maksim zawsze był takim synem, który przytakiwał, zgadzał się i robił wszystko, czego chciała matka. A teraz oczekiwał tego samego od swojej żony.

„Pomyślę o tym” — powiedziała Olga.

Tej nocy nie mogła zasnąć. Leżała, wpatrując się w sufit, raz za razem przeliczając wszystko w głowie. Studio miało zostać otwarte za miesiąc. Ostatnie płatności dla wykonawców. Pensja administratorki za pierwsze trzy miesiące. Reklama. Jeśli weźmie jeszcze jedną pożyczkę…

To było szaleństwo.

Już była zakopana w długach.

Następnego ranka Maksim był niezwykle troskliwy. Zrobił kawę, przyniósł śniadanie do łóżka. Olga obserwowała go z dziwnym dystansem, jakby patrzyła na życie kogoś innego rozgrywające się na ekranie.

„Rozmawiałem z mamą” — powiedział, siadając na brzegu łóżka. „Zgadza się na sto tysięcy. To przecież nie tak dużo, prawda? W ten sposób wszyscy będą mogli się uspokoić.”

„Dobrze” — powiedziała Olga cicho. „Ale potrzebuję czasu. Dwa tygodnie.”

Maksim rozpromienił się.

„Naprawdę? Olya, jesteś niesamowita! Wiedziałem, że zrozumiesz!”

Pocałował ją w policzek i pośpiesznie wyszedł do pracy, pogwizdując wesołą melodię. Olga dopiła kawę, która zdążyła już wystygnąć, i sięgnęła po telefon. Wiadomość od cioci Ziny wciąż była nieprzeczytana.

Powinna pójść? Czy nie?

W gruncie rzeczy, jaka to różnica?

Napisała: Dobrze. Dzisiaj o trzeciej?
 

Ciocia Zina mieszkała po drugiej stronie miasta, w ponurym dziewięciopiętrowym bloku. Jej małe jednopokojowe mieszkanie było maleńkie, ale zadbane. Przywitała Olgę wymuszonym uśmiechem i zaprowadziła prosto do kuchni.

„Siadaj, siadaj. Chcesz herbaty?”

„Nie, dziękuję” — powiedziała Olga, siadając na twardym krześle. „O czym chciałaś porozmawiać?”

Ciocia Zina ciężko usiadła naprzeciwko niej i splotła dłonie na stole.

„Słuchaj, Olya. Jestem bezpośrednią osobą. Faina jest moją siostrą, kocham ją. Ale czasami ona… idzie za daleko. Rozumiesz? Mówię jej, żeby się nie wtrącała, żeby pozwoliła wam młodym samym załatwiać sprawy. Ale ona nie słucha.”

Olga skinęła głową w milczeniu. Po co był ten wstęp?

„Żeby było jasne, powiem wprost. Twoje pieniądze to twoje pieniądze. Spadek po ojcu to święta sprawa. Ale Maksim jest dobrym człowiekiem. Kocha matkę i nie umie jej odmówić. A jeśli chcesz utrzymać rodzinę w całości…”

„Muszę dać pieniądze” — dokończyła za nią Olga. „O to chodzi?”

„Nie dać. Pomóc” — poprawiła ciocia Zina. „To nie to samo.”

Olga wstała.

„Dziękuję za szczerość. Wychodzę.”

W drodze powrotnej zatrzymała się w studio. Remont był prawie zakończony: ściany pomalowano na jasny brzoskwiniowy kolor, położono nową podłogę, wielkie lustra odbijały otwartą przestrzeń. Jej marzenie nabrało tu kształtu, między tymi ścianami. A teraz wszyscy chcieli, by je zniszczyła dla czyjegoś mieszkania, dla czyjegoś spokoju.

Tego wieczoru wróciła późno. Maksima nie było — napisał, że będzie pracował do późna. Odgrzała kolację, usiadła przed telewizorem i bez celu przełączała kanały. O dziesiątej trzasnęły drzwi wejściowe.

„Cześć!” Twarz Maksima była pełna podekscytowania. „Słuchaj, znalazłem rozwiązanie! Możemy pożyczyć pieniądze na remont od mojego przyjaciela Stepana! Pożyczy nam na mały procent na sześć miesięcy. Do tego czasu twoje studio zacznie działać i mu oddamy!”

„Maksim, nie jestem pewna…”

„No dalej, zróbmy to!” Usiadł obok niej i objął ją ramieniem. „Olya, proszę. Jestem już taki zmęczony tym wszystkim. Chcę tylko spokoju w rodzinie.”

Spojrzała mu w oczy. Szczere. Błagalne. Może się myliła. Może naprawdę próbował pomóc.

„Dobrze” — powiedziała Olga, kiwając zmęczona głową. „Porozmawiaj z nim.”

Trzy dni później mieli pieniądze. Stepan okazał się prawdziwą osobą; spotkali się we troje w kawiarni i podpisali jakiś papier. Maksim wsunął grubą kopertę do wewnętrznej kieszeni marynarki i uśmiechnął się z zadowoleniem.

„Świetnie. Jutro zaniosę to mamie i będziemy mogli zacząć remont.”

Ale następnego wieczoru wrócił do domu blady i roztrzęsiony. Olga właśnie sortowała dokumenty do rejestracji studia, gdy wpadł do mieszkania.

„Okradli mnie” — wychrypiał. „Olya, okradli mnie! Zabrali pieniądze!”

Zamarła z papierami w ręku.

„Co? Jak?”

„Wyszedłem z metra, a dwóch facetów podeszło od tyłu. Jeden mnie złapał, drugi wyciągnął kopertę z kieszeni. Nawet nie zdążyłem zareagować!” Opadł na kanapę i zakrył twarz dłońmi. „Boże, co my teraz zrobimy? To była pożyczka! Musimy ją spłacić!”

Olga powoli podeszła i przyjrzała mu się uważnie. Drżały mu ręce. Czerwone plamy na szyi — zawsze pojawiały się, kiedy był zdenerwowany. Ale coś się nie zgadzało. Coś w jego tonie, w jego postawie.

„Byłeś na policji?”

„Nie, ja… od razu wróciłem do domu. Musiałem najpierw powiedzieć tobie!”

„Maksim” — powiedziała, siadając obok niego i biorąc go za rękę. „Spójrz na mnie.”

Podniósł oczy. I w tej chwili Olga wiedziała: kłamał. Kłamał całkowicie. Jego oczy uciekały, szczęka była zaciśnięta, żyła pulsowała mu na skroni.

„Idziemy na policję natychmiast” — powiedziała. „Złożymy zawiadomienie.”

„Po co? I tak ich nigdy nie znajdą!”

„Dla dokumentacji. Dla Stepana. Będzie potrzebował dowodu” — powiedziała Olga spokojnie, choć w środku wszystko w niej zlodowaciało. „Maksim, to poważna sprawa. Sto tysięcy rubli.”

„Ja… pójdę jutro. Dziś jest już za późno.”

„Jest dopiero dziewiąta.”

Zerwał się nagle i zaczął chodzić po pokoju.

„Przestań na mnie naciskać! Jestem w szoku! Rozumiesz? Właśnie mnie okradli!”

Olga nic nie powiedziała. Potem wstała, wzięła telefon i wybrała numer Fainy Siergiejewny. Teściowa odebrała po trzecim sygnale.

„Halo?”

„Dobry wieczór. Mówi Olga. Czy Maksim dzwonił dziś do pani?”

Cisza. Długa i ciężka.
 

„Dlaczego?” zapytała teściowa, nagle podejrzliwa.

„Po prostu pytam.”

Kolejna cisza. Potem:

„Tak. Powiedział, że wpadnie jutro. Dlaczego? Coś się stało?”

Olga zakończyła połączenie. Maksim stał blady, z napiętą twarzą. Ich spojrzenia się spotkały i żadne słowa nie były już potrzebne. Zrozumiała wszystko.

„Chciałeś mnie oszukać” — powiedziała Olga, nie jak pytanie, lecz jak fakt.

Maksim drgnął i próbował wyglądać na urażonego.

„O czym ty mówisz? Przecież powiedziałem, że mnie okradli!”

„Przestań kłamać” — powiedziała, robiąc krok w jego stronę. „Dzwoniłeś do matki. Powiedziałeś jej, że przyjdziesz jutro. Dlaczego miałbyś to mówić, gdyby pieniądze zostały skradzione? Powiedziałbyś jej od razu. Zadzwoniłbyś do niej ze łzami, dokładnie tak, jak teraz robisz to przy mnie.”

Otworzył usta, zamknął je, a potem znów otworzył.

„Ja… nie chciałem jej od razu martwić. Myślałem, że wyjaśnię jej jutro.”

„Maksim, dość.” Olga wyjęła telefon. „Albo powiesz mi prawdę teraz, albo dzwonię do Stepana. Potem dzwonię na policję. I oni ustalą, gdzie podziały się pieniądze.”

Cisza między nimi rozciągnęła się jak guma tuż przed pęknięciem. Maksim przestępował z nogi na nogę, a Olga niemal widziała wszystkie wymówki przewijające się w jego głowie. Którą wersję wybrać? Jak się z tego wykręcić?

„Pieniądze są u mnie” — powiedział w końcu. „Ale to nie tak, jak myślisz!”

„A jak dokładnie myślisz, że ja myślę?” Głos Olgi był teraz płaski, prawie obojętny. Ogarnął ją dziwny spokój, jakby patrzyła na siebie z zewnątrz.

„Próbowałem pomóc! Naprawdę!” Słowa wystrzeliły z niego naraz. „Mama powiedziała, że wykonawcy potrzebują zaliczki. W gotówce. I pomyślałem… jeśli powiem, że zostałem okradziony, to mama i ja będziemy mogli spokojnie zrobić remont, a później będę stopniowo oddawał Stepanowi. Z mojej pensji. Nigdy byś się nie dowiedziała!”

Olga wybuchnęła śmiechem. Krótkim i gorzkim.

„Myślisz, że bym się nie dowiedziała? Maksim, planowałeś sięgać do naszego rodzinnego budżetu, żeby spłacać pożyczkę, która rzekomo została wzięta dla mnie. I miałam tego nie zauważyć?”

„No… znalazłbym jakieś rozwiązanie” — powiedział, spuszczając głowę. „Olya, przepraszam. To mama nalegała. Powiedziała, że nigdy nie oddasz pieniędzy dobrowolnie, więc trzeba działać sprytnie.”

Właśnie. Kluczowe słowo. Nie: popełniłem błąd. Nie: myliłem się. Tylko: trzeba było działać sprytnie. Jakby okłamywanie żony, wymyślenie fałszywej kradzieży i zabranie pieniędzy było zwykłą strategią bez konsekwencji.

„Gdzie jest koperta?” zapytała Olga.

„W samochodzie. W schowku.” Spojrzał na nią z nadzieją. „Olya, dajmy ją mimo wszystko mamie. Proszę. Oddam, przysięgam!”

Podeszła do szafy i wyjęła dużą torbę podróżną. Maksim patrzył na nią zdezorientowany.

„Co robisz?”

„Pakuję twoje rzeczy” — powiedziała Olga, otwierając jego szufladę i zaczynając składać ubrania. „Wyprowadzasz się. Dzisiaj wieczorem.”

„Co to znaczy: wyprowadzam się? To moje mieszkanie!”

„Nie, Maksim. To mieszkanie, które wynajmujemy razem. I ja płacę połowę. Więc albo wychodzisz sam, albo dzwonię na policję i opowiadam im o fałszywej kradzieży i oszustwie.”

Pobladł jeszcze bardziej.

„Nie odważysz się.”

„Zobaczymy” — powiedziała Olga, nadal mechanicznie składając jego koszule, dżinsy, skarpetki. Jej dłonie poruszały się same; w środku nie było już nic. Nawet gniewu — tylko pusta, wypalona zimność. „Zejdź na dół, przynieś mi kopertę i nie wracaj.”

„Olya…”

„Maksim, wyjdź. Zanim zmienię zdanie i sama zadzwonię do twojej matki. A może powinnam zrobić to od razu. Opowiedzieć jej o planie, który oboje uknuliście.”

To go przestraszyło. Rzucił się do drzwi i wybiegł. Olga usłyszała trzask drzwi wejściowych. Usiadła na kanapie z zaciśniętymi pięściami. Trudno było jej oddychać — powietrze jakby utknęło w gardle.

Wrócił pięć minut później i w milczeniu podał jej kopertę. Olga sprawdziła zawartość. Pieniądze były w środku, całe sto tysięcy. Zamknęła je w sejfie w szafie.

„Pakuj się” — powtórzyła.

Zebranie reszty rzeczy zajęło mu prawie godzinę. Krążył po mieszkaniu, zbierając przedmioty tu i tam, próbując coś powiedzieć. Olga nie słuchała. Siedziała na kanapie i patrzyła przez okno. Na dole miasto żyło własnym życiem: samochody pełzły aleją, cienie tańczyły w oknach sąsiednich mieszkań. Zwykły moskiewski wieczór, obojętny wobec cudzych dramatów.

„Naprawdę przepraszam” — powiedział Maksim w progu, trzymając dwie torby. „Nie chciałem, żeby tak się skończyło.”

„Ale tak właśnie się skończyło” — odpowiedziała Olga, nie odwracając się. „Idź, Maksim. I zostaw klucze na półce.”

Położył klucze, zawahał się przez sekundę, a potem wyszedł. Drzwi zamknęły się cicho, niemal bezszelestnie.

Olga siedziała nieruchomo jeszcze dwadzieścia minut. Potem wstała, nalała sobie szklankę wody i wypiła ją jednym haustem. Wzięła telefon, znalazła numer prawnika poleconego przez znajomą i napisała: Dzień dobry. Chcę złożyć pozew o rozwód. Czy możemy spotkać się jutro?

Odpowiedź przyszła szybko: Tak, oczywiście. Proszę przyjść do kancelarii o dziesiątej.

Kolejne dni minęły w zamęcie. Prawnik okazał się kompetentnym mężczyzną po czterdziestce, który od razu wyjaśnił: małżeństwo było krótkie, prawie nie mieli wspólnego majątku, rozwód będzie prosty. Maksim dzwonił ze dwadzieścia razy i zasypywał ją wiadomościami. Najpierw się usprawiedliwiał. Potem groził. Potem znowu prosił o wybaczenie. Olga nigdy nie odpowiedziała.

Faina Siergiejewna pojawiła się tydzień później. Olga otworzyła drzwi i od razu powiedziała:

„Złożyłam pozew o rozwód. Nie musisz tracić czasu, próbując zmienić moje zdanie.”

„Niszczysz rodzinę przez małe nieporozumienie!” krzyknęła teściowa, próbując przecisnąć się do mieszkania, ale Olga zablokowała wejście.

„To nie było nieporozumienie” — poprawiła Olga. „To było oszustwo i zdrada. Twój syn, z twoją pomocą, próbował mnie okraść.”

„Maksim chciał mi pomóc! To dobry syn!”

„Może” — powiedziała Olga. „Ale był okropnym mężem. Do widzenia, Faino Siergiejewno.”

Zamknęła drzwi, zanim kobieta zdążyła odpowiedzieć. Teściowa krzyczała jeszcze przez minutę po drugiej stronie, po czym trzasnęły drzwi windy.

Studio otwarto na początku marca. Olga zrobiła wszystko skromnie: zaprosiła przyjaciół, rozdawała ulotki przechodniom i częstowała wszystkich obecnych ziołową herbatą. Przyszło około trzydziestu osób — całkiem nieźle jak na początek. Dwadzieścia pięć zapisało się na zajęcia próbne.

Stała pośrodku jasnego pomieszczenia, patrzyła na miękkie światło, otwartą przestrzeń, zgromadzonych ludzi i po raz pierwszy od dawna czuła się wolna. Jeszcze nie szczęśliwa — szczęście było wciąż daleko. Ale wolna, całkowicie.

Tego wieczoru Maksim wysłał kolejną wiadomość: Gratuluję otwarcia. Mama mi powiedziała. Życzę ci sukcesu.

Olga przeczytała ją, usunęła i zablokowała jego numer. Przeszłość została za nią. Przed nią było jej własne życie — to, które sama wybrała.

Spłaciła Stepana cztery miesiące później. Studio działało lepiej, niż się spodziewała: poczta pantoflowa robiła swoje, klienci przyprowadzali znajomych. Latem Olga myślała już o otwarciu drugiej sali.

Rozwód sfinalizowano w czerwcu. Maksim przyszedł do sądu z matką; siedzieli na korytarzu i szeptali między sobą. Olga do nich nie podeszła. Sędzia zadał kilka formalnych pytań i po piętnastu minutach wszystko było zakończone.

Kiedy Olga wyszła z sądu, uniosła wzrok ku niebu. Jasnemu. Bezgranicznemu. Wypełnionemu czerwcowym światłem.

I uśmiechnęła się.