— Poczekaj. Nie ruszaj się! Harujemy w każdy weekend, a zamiast jechać na wakacje nad morze, czołgamy się po ogrodzie. Max już nawet nie pamięta, co znaczy słowo „odpoczynek”. I teraz ty mówisz coś takiego?
Anya powstrzymała złość najlepiej, jak potrafiła. Mówiła powoli, dobierając słowa, żeby nie naskoczyć na teściową. Ale to nie była już zwykła rozmowa — przerodziła się w prawdziwą kłótnię. Swietłana Iljiniczna siedziała naprzeciwko niej, z dumnie uniesionym podbródkiem i twarzą wykrzywioną pogardliwym grymasem.
— Posłuchaj mnie dobrze, moja droga! To nie ty będziesz decydować, co robi mój syn i kiedy. On pomaga mnie — swojej matce. Jak śmiesz mu to wypominać?
Anya odwróciła się w stronę okna. W tej chwili jej mąż, Maxim, przechodził przez podwórko, pchając taczkę pełną rozmaitych gratów. Właśnie wyniósł stosy rzeczy nagromadzonych przez lata w bani. Budynek był jeszcze całkiem solidny, ale nikt nie mógł korzystać z niego jak z łaźni — bo zamiast mioteł i odpowiedniego wyposażenia, parownia była zapchana wszystkim, co tylko można sobie wyobrazić.
Bania stała się kolejnym miejscem, które Max odnawiał. Z pozoru nic skandalicznego: syn pomaga matce uporządkować dom, w którym dorastał. Ale w ich przypadku wcale nie było to takie proste.
— Nie przeszkadza mi to, co robi mój mąż. Przeszkadza mi to, że zamierzasz przepisać swój dom córce, a nie Maximowi!
— A co takiego dziwnego widzisz w mojej decyzji?
— Włożyliśmy wszystkie nasze pieniądze w twoją daczę. To my ją doprowadziliśmy do porządku, a ty postanowiłaś oddać ją swojej córce?! — Anya była oburzona do głębi.
Tego dnia, gdy Maxim i Anya po raz kolejny przyjechali na wieś — gdzie Swietłana Iljiniczna mieszkała od pewnego czasu — dowiedzieli się, że nie miała najmniejszego zamiaru zmieniać decyzji podjętej jeszcze wtedy, gdy dzieci były małe: dom miał przypaść jej córce.
— Dom potrzebuje dobrej gospodyni — kogoś, kto naprawdę będzie o niego dbał. A kto mógłby zająć się nim lepiej niż moja mała Marina? — powiedziała, gładząc córkę po dłoni.
Tyle że kilka minut później Marina wraz ze swoim mężem Pawłem odwróciła się i odjechała — podczas gdy Maxim dalej wynosił śmieci z bani. Swietłana Iljiniczna nie chciała widzieć oczywistości: trudno było nazwać jej córkę „dobrą gospodynią” rodzinnego domu. Kiedy Marina przyjeżdżała, to tylko po to, żeby zrobić grilla, odpocząć i napić się herbaty na werandzie. Praca? Tego nigdy nie było w planie.
Maxim natomiast do ostatniej chwili nie miał pojęcia o „planach” i obietnicach swojej matki. Wszystkie wolne dni spędzał na wsi, szczerze wierząc, że matka postąpi sprawiedliwie i że przynajmniej połowa domu przypadnie jemu. Dlatego był oszołomiony, gdy dowiedział się, że nie zamierza niczego dzielić — chciała oddać wszystko Marinie.
Swietłana Iljiniczna mieszkała kiedyś w mieście, w małym mieszkaniu. Po śmierci męża przeniosła się na wieś. Był to skromny dom, w którym kiedyś mieszkali jako rodzina: miasto było blisko, wokół panował spokój i natura. Nie chciała wracać do mieszkania, więc je wynajęła i została na wsi.
Nie przewidziała jednak, że dom jednorodzinny wymaga ciągłego wysiłku — napraw, pracy w ogrodzie, utrzymywania podwórka i dawno zrujnowanych zabudowań gospodarczych. Sama nie dałaby sobie z tym rady. Maxim zaczął spędzać tam ogromną ilość czasu, a Anya zawsze mu pomagała. Włożyli mnóstwo pieniędzy i energii, by przywrócić temu miejscu ciepło i wygodę, czyniąc z niego rodzinny dom dla wszystkich.
Teraz, gdy Anya dowiedziała się, co zamierza zrobić jej teściowa, wpadła w ogromny gniew i nie mogła już dłużej milczeć.
— Czy ty w ogóle zdajesz sobie sprawę, przez co Max i ja przeszliśmy przez ciebie? On ciągle tam jest, a my nie byliśmy u moich rodziców od… nawet nie pamiętam, kiedy ostatnio ich widzieliśmy. I zamiast odpłacić dobrem za dobro, oddajesz dom Marinie? Ona niczego nie wniosła — ani czasu, ani pieniędzy! — ciągnęła Anya, wściekła.
— W takim razie niewiele jesteś warta, skoro nawet własnymi rodzicami nie potrafisz się zająć. W przeciwieństwie do ciebie, mój syn mnie nie porzuca! I jakież to „straszne” rzeczy musiałaś znosić? Przy najmniejszym problemie od razu zaczynasz narzekać. Proszę bardzo, rozwiedź się z nim, i sprawa będzie rozwiązana raz na zawsze — zaproponowała jej teściowa.
— Przepraszam, ale to nie pani sprawa — ucięła Anya.
— To ja decyduję, co mnie dotyczy, a co nie. I jednej rzeczy jestem pewna: Max zawsze będzie mi pomagał! — oświadczyła teściowa z arogancją.
— A Marina? Czy to sprawiedliwe, że Maxim tyle zainwestował w dom, który przypadnie jej?
— Co ja słyszę?! Ty chcesz mnie uczyć życia? Sama zajmę się swoimi dziećmi i z pewnością nie będę przychodzić do ciebie po radę, komu co zapisać. Dość tego! Rozmowa skończona! — krzyknęła Swietłana Iljiniczna, odwracając się od Anyi, żeby jasno dać do zrozumienia, że nic więcej nie zostanie powiedziane.
Tego wieczoru, gdy Anya i Maxim wrócili do domu, nie potrafili ze sobą rozmawiać. Kiedy Anya smażyła ziemniaki, oboje milczeli. Ironią losu było to, że te ziemniaki pochodziły ze zbiorów uzyskanych dzięki ciężkiej pracy — z tego samego ogrodu, który tak długo uprawiali. Kupowali nasiona, sadzili, pielili grządki, a potem wszystko zbierali. A szczególnie „ciekawe” było to, że Swietłana Iljiniczna, uważając się za hojną i sprawiedliwą, dzieliła plony po równo: jedna część dla niej, jedna dla rodziny Mariny i jedna dla Maxima.
Kiedy patelnia z ziemniakami znalazła się na stole, przez chwilę patrzyli na jedzenie, nie dotykając go.
— I co teraz? — zapytała w końcu Anya.
— Co masz na myśli? — odpowiedział Maxim, przybierając przesadnie niewinną minę.
— Żartujesz sobie ze mnie? — zdenerwowała się Anya. — Mówię o tym domu. Przez lata harowaliśmy tam jak woły. Karczowałeś krzaki, postawiłeś nowy płot, opróżniłeś wszystkie zabudowania, wyczyściłeś basen, wymieniłeś całą hydraulikę i elektrykę — a o ogrodzie nawet nie wspominam. Na samą myśl przechodzą mnie ciarki. A co przez cały ten czas robiła Marina? I Paweł?
— Anya… oni nic nie robili — odpowiedział Max z głębokim westchnieniem.
— Właśnie. Więc dlaczego dom ma przypaść im, skoro bez ciebie nadal byłby zapuszczonym terenem? To sprawiedliwe?
— Nie, oczywiście, że nie. Ale mama nie patrzy na to w ten sposób.
— Więc przestań jej pomagać. Niech Marina choć raz wstanie z kanapy i zrobi coś dla domu, który odziedziczy. A ja — ja już niczego tam nie dotknę!
— Mnie też się to nie podoba… Po prostu nie wiem, jak jej to powiedzieć — mruknął Maxim, spuszczając głowę.
Anya zrozumiała, że jej mąż nie będzie potrafił sprzeciwić się matce, więc wzięła sprawy w swoje ręce. Następnego dnia wybrała numer Swietłany Iljiniczny.
— Tak? — odezwała się teściowa zimnym, suchym głosem.
— Dzień dobry. Pewnie nie spodoba ci się to, co usłyszysz, ale Maxim i ja podjęliśmy decyzję — zaczęła Anya pewnym, spokojnym tonem.
— No proszę. Już wiem, co ci chodzi po głowie, ptasi móżdżku. Dokładnie tego się spodziewałam.
— To nie jest moje zdanie — to nasza wspólna decyzja. Albo dom przypada Maximowi, albo od teraz radzicie sobie sami, jak chcecie. My nie będziemy—
Teściowa jej przerwała.
— Jakie „my”? Mój syn nigdy by mi czegoś takiego nie powiedział. To ty nabijasz mu głowę głupotami. Bezczelna smarkulo—
— Och, wystarczy. Dobrze wiesz, że Max cię kocha i nie chce być ostry, dlatego milczy. Ale powinnaś zrozumieć, że cierpliwość każdego człowieka ma granice. Nie chcesz mnie słuchać? Dobrze. Powie ci to sam.
Anya usłyszała sygnał zakończonego połączenia.
— Więc tak to będzie wyglądać? Dobrze — pomyślała, odkładając telefon.
W następny weekend Maxim i Anya pojechali na wieś jak zwykle. Tym razem Maxim sam chciał porozmawiać z matką i wszystko wyjaśnić.
— Świetnie! — zawołał Maxim, widząc samochód Pawła pod domem. — Wreszcie to załatwimy.
Po sztywnym i chłodnym powitaniu wszyscy usiedli przy stole, a Marina podała herbatę. Nie wiedziała, że jej brat zamierza przeprowadzić poważną rozmowę, więc wesoło trajkotała.
— Jak się masz, Max? A praca? Szczerze mówiąc, wieki się nie widzieliśmy.
— Praca jest cudowna. U Anyi też. I mamy tyle pieniędzy, że już nie wiemy, gdzie je upychać — odpowiedział Maxim z kąśliwym sarkazmem.
— Och, synku, to niemożliwe. Twoja teściowa powiedziała mi, że niedawno dostałeś podwyżkę. Najwyraźniej Anya musi być kiepską gospodynią, skoro nadal brakuje wam pieniędzy — powiedziała Swietłana Iljiniczna mdłym tonem, jakby stwierdzała fakt.
— Tak, Max, coś tu jest nie tak — wtrącił Paweł. — My spłacamy kredyt, dzieci kosztują fortunę, a jakoś dajemy radę.
— Och, Pawełku, wy naprawdę jesteście wspaniali — zapiszczała kobieta. — A ty, Maximuszka, też powinieneś pomyśleć o przedłużeniu rodu.
— Kiedy zdecydujemy się na dzieci, to będzie nasza decyzja — powiedziała Anya spokojnie. — A jeśli chodzi o pieniądze, powinniście się zastanowić, gdzie trafiają nasze. Czy płot zbudował się sam? Czy ktoś inny kupił wam nowy dach, jeśli nie Max? Kto wymienił całą hydraulikę i elektrykę? Mam kontynuować, czy już jest jasne, gdzie idą pieniądze, które zarabiamy?
— Ty nigdy nie przestaniesz! — wybuchła teściowa. — Nie możesz znieść, że mój syn mi pomaga. Zamiast docenić to, co masz, tylko liczysz jego pieniądze i wyciągasz ręce po cudzą własność — jej głos stawał się coraz wyższy, aż niemal przeszedł w krzyk. — Mówiłam ci wiele razy, Maxim, że ta chciwa egoistka nie jest dla ciebie. Może to i lepiej, że nie macie dzieci. Odejdź, póki jeszcze czas! Spójrz na nią: próbuje nas skłócić, żebyś nie mógł żyć w zgodzie ani z matką, ani z siostrą.
— Anya nikogo z nikim nie skłóca — powiedział w końcu Maxim. — Wręcz przeciwnie, zawsze mnie wspierała i pomagała mi, podczas gdy ty— — odwrócił się do Mariny — nie kiwnęłaś nawet palcem, żeby pomóc mamie.
— A niby jak mam pomagać? Mam śmieszną pensję, dzieci i kredyty. Co mogę zrobić?
— Oczywiście. Ale dom możesz wziąć, prawda? Myślałem, że ten dom stanie się miejscem, do którego zawsze będziemy mogli wracać, odpoczywać, spotykać się rodziną. Ale ty i twój mąż tylko narzekacie na życie. Chcecie wszystko dostać i nic nie dawać w zamian. Nikt nie prosi was o pieniądze. Pielenie chwastów nic nie kosztuje. Ale nie — wy chcecie dostać wszystko gotowe. Dość tego. Anya i ja nie będziemy już tutaj nic robić. Mamy dość.
— Max, co ty robisz? — powiedziała Marina, urażona. — Od razu powiedziałam mamie, że nie zamierzam się tutaj zaharowywać. A ty… obiecałeś wszystko doprowadzić do porządku.
— Robiłem to, bo myślałem, że ja też będę miał tutaj swoją część.
— Proszę! Jesteś teraz zadowolona? Moje dzieci się kłócą, a ty stoisz i nic nie robisz? Wiesz, synu, nie spodziewałam się tego po tobie. Odbierasz ostatni kawałek własnej siostrze.
— Nie, mamo, nikomu niczego nie odbieram. Ale nie będę też robił wszystkiego za nią — i jeszcze wciągał w to Anyi…
Maxim i Anya wstali i ruszyli do drzwi. On odwrócił się jeszcze.
— Nie musicie mi dziękować za to, co już zostało zrobione. A tak przy okazji — rachunki są w pierwszej szufladzie w kuchni. Od teraz to już nie mój problem.
Minęły prawie trzy lata. Przez ten czas Anya i Maxim byli na wsi tylko raz — żeby zabrać swoje rzeczy i narzędzia. Było oczywiste, że dom ma teraz innego „dobrego opiekuna” — a raczej „dobrą gospodynię”. Wszystko wróciło do dawnego stanu: zaniedbane podwórko, zielona woda w basenie, chwasty w ogrodzie wyższe od człowieka, a zabudowania gospodarcze znów zapełniały się gratami.
Na początku Swietłana Iljiniczna próbowała radzić sobie sama, ale szybko zrozumiała, że to niemożliwe. Jej emerytura znikała w mgnieniu oka. Nikt już nie płacił jej rachunków. Nikt co tydzień nie zapełniał jej lodówki zakupami.
Kilka razy próbowała odbudować dawną relację z synem, ale nic z tego nie wyszło. Błagała go, by znów jej pomagał, a Maxim zawsze odmawiał — mówiąc, żeby zwróciła się do „wspaniałego Pawła” i „troskliwej Mariny”. Marina i jej mąż rzadko przyjeżdżali na daczę nawet wcześniej, a teraz przestali przyjeżdżać całkowicie — co było zrozumiałe: nie było to już miejsce odpoczynku, lecz coś, co wymagało mnóstwa pracy i pieniędzy.
W pewnym momencie Maxim zaproponował Marinie sprzedaż domu i podział pieniędzy: on odzyskałby kwotę, którą zainwestował, a ona zatrzymałaby resztę. Marina odmówiła, a ich matka również nie chciała wracać do miasta.
I tak właśnie żyją.
Teraz Maxim i Anya mają się dobrze, są spokojni i czekają na swoje pierwsze dziecko.
Marina i Paweł toną w długach i codziennych problemach.
A Swietłana Iljiniczna, nigdy nie rozumiejąc, gdzie popełniła błąd, musiała radzić sobie sama na wsi — często myśląc o tym, jak bardzo życie było wobec niej niesprawiedliwe.