— Liz, musimy porozmawiać — powiedział Roma, wchodząc do mieszkania i kierując się prosto do kuchni, gdzie Liza przygotowywała kolację.
— Coś się stało? — zapytała, odwracając się i wycierając ręce w ściereczkę.
— Dzwoniła mama. Chce przyjechać do nas na tydzień — powiedział, siadając na stołku i unikając jej wzroku.
— No i? Niech przyjeżdża — Liza wzruszyła ramionami. — Kanapa w salonie jest rozkładana.
Roma zawahał się, bębniąc palcami o blat.
— No… i właśnie tu pojawia się problem. Poprosiła… Krótko mówiąc, czułaby się swobodniej, gdybyś na czas jej pobytu pojechała do swoich rodziców.
Liza znieruchomiała. Przez sekundę sądziła, że się przesłyszała.
— Poczekaj. Chcę się upewnić, że dobrze rozumiem. Chcesz, żebym pozwoliła twojej matce zamieszkać tutaj, podczas gdy sama wyjadę? — wpatrywała się w niego z niedowierzaniem.
— Nie przedstawiaj tego w ten sposób, Liz. Mama po prostu chce czuć się swobodnie. Chce spędzić ze mną trochę czasu i porozmawiać o czymś ważnym.
— Czyli ja przeszkadzam? We własnym domu?
— Przekręcasz moje słowa — powiedział Roma, pocierając czoło. — Ona przechodzi trudny okres. Mówi, że potrzebuje trochę prywatności.
— W naszym mieszkaniu? — Liza poczuła, jak narasta w niej złość. — Roma, od trzech lat razem spłacamy ten kredyt. Wybierałam każdy najmniejszy element, żeby to miejsce przypominało prawdziwy dom. A teraz mam wyjechać tylko dlatego, że twoja matka tak chce?
— To tylko tydzień, Liz. Dlaczego robisz z tego taki problem?
— Dlaczego robię z tego problem? — powtórzyła, krzyżując ręce na piersi. — Naprawdę mnie o to pytasz? A gdybym to ja poprosiła ciebie, żebyś wyjechał, bo moja matka chciałaby tu zostać?
— To nie to samo — odpowiedział wymijająco.
— A czym dokładnie się różni?
— Moja matka zawsze była wymagająca. Wiesz, jaka jest. Byłoby mi po prostu łatwiej, gdyby…
— Gdyby twoja żona po cichu zniknęła — dokończyła za niego Liza. — Przykro mi, ale nie. Nigdzie nie wyjeżdżam.
Roma wstał.
— Liza, proszę cię grzecznie. Mama już kupiła bilet.
— Nie mam nic przeciwko jej przyjazdowi. Ale ja zostaję tutaj.
— Dlaczego zawsze musisz wszystko komplikować? — W jego głosie pojawiła się irytacja.
— To ja wszystko komplikuję? — Liza z trudem wierzyła w to, co słyszy. — Twoja matka żąda, żebym zniknęła z własnego domu, a ty uważasz to za normalne?
— Ona tego nie zażądała. Poprosiła.
— I oczywiście od razu się zgodziłeś — powiedziała Liza, kręcąc głową. — Nawet wcześniej ze mną o tym nie rozmawiając.
— Przecież rozmawiam z tobą teraz.
— Nie. Ty mnie informujesz.
Spojrzeli na siebie i w tej chwili Liza z całkowitą jasnością zrozumiała, że nie była to zwykła domowa sprzeczka. To była próba dla ich małżeństwa.
— Nie wyjadę, Roma — powiedziała stanowczo. — I musimy poważnie porozmawiać o tym, dlaczego uważasz za normalne wyrzucanie mnie z domu tylko dlatego, że twoja matka tak chce.
— To nie jest tylko dlatego, że ona tak chce! — wybuchnął Roma. — Nawet nigdy nie próbowałaś jej zrozumieć!
— A ty próbowałeś kiedyś zrozumieć mnie?
Nie dodając ani słowa, Roma chwycił kurtkę i wyszedł, trzaskając za sobą drzwiami.
— On naprawdę to powiedział? — Marina, najlepsza przyjaciółka Lizy, patrzyła na nią z niedowierzaniem podczas wideorozmowy. — Poprosił cię, żebyś wyjechała na cały tydzień?
— Tak. Wyobrażasz sobie? — Liza siedziała skulona na kanapie, obejmując kolana. — Mieszkamy razem od trzech lat i nagle coś takiego.
— A jak układają się twoje relacje z teściową? Myślałam, że przynajmniej jesteście wobec siebie uprzejme.
— Uprzejme? — Liza zaśmiała się gorzko. — Nie widziałaś, jak ona na mnie patrzy. Według niej nigdy nie byłam wystarczająco dobra dla jej ukochanego synusia. „Elizabeth, z pewnością czytałaś Prousta? Jak można być tak niewykształconą?” — powiedziała, naśladując pretensjonalny głos teściowej. — A teraz najwyraźniej postanowiła całkowicie usunąć mnie z drogi.
— Co więc zamierzasz zrobić?
— Na pewno nie wyjadę.
— A Roma nadal nie wrócił?
— Nie. Pewnie jest u jakiegoś kolegi — westchnęła Liza. — Marina, nie rozumiem tego. Zawsze o wszystkim decydowaliśmy razem. A teraz nagle coś takiego…
— Mężczyźni są słabi wobec swoich matek — powiedziała filozoficznie Marina. — Zwłaszcza gdy mają tak dominującą matkę jak twoja Weronika Igoriewna.
— Och, proszę cię, „Igoriewna” — prychnęła Liza. — Zmieniła sobie patronimik, kiedy wyprowadziła się ze wsi do miasta. Była Werką Nikitiną, a nagle stała się Weroniką Igoriewną. Teraz zachowuje się, jakby urodziła się arystokratką.
— Skąd o tym wiesz?
— Powiedziała mi jedna z jej dawnych koleżanek. Olga Pietrowna. Pracowały razem wiele lat temu. Opowiadała, że Weronika Igoriewna całe życie próbowała uchodzić za bardziej wyrafinowaną, niż naprawdę była. Nawet jej zmarły mąż pochodził z prostej rodziny. Po prostu miał szczęście i dorobił się pieniędzy w latach dziewięćdziesiątych.
Rozległ się dzwonek do drzwi.
— Ktoś przyszedł. Porozmawiamy jutro?
Liza zakończyła połączenie i poszła otworzyć drzwi. Stała tam ostatnia osoba, którą chciała zobaczyć: sama Weronika Igoriewna. Wysoka, szczupła, nienagannie uczesana, z lodowatym uśmiechem na twarzy.
— Dobry wieczór, Elizabeth — powiedziała, mijając osłupiałą Lizę i wchodząc do środka. — Postanowiłam przyjechać dzień wcześniej. Mam nadzieję, że ci to nie przeszkadza.
Liza w milczeniu zamknęła drzwi i odwróciła się do nieproszonego gościa.
— Weroniko Igoriewno, gdzie jest Roma? Wie, że już przyjechałaś?
— Wysłałam mu wiadomość. Wkrótce tu będzie — odpowiedziała teściowa, rozglądając się po mieszkaniu. — Nadal nie zrobiliście remontu? Te wzory na tapecie okropnie gryzą się z meblami.
Liza powoli wzięła głęboki oddech. Nie minęła nawet godzina, a już się zaczynało.
— Weroniko Igoriewno, Roma powiedział mi, że chciałaś, żebym wyjechała na czas twojego pobytu. Czy to prawda?
Teściowa spojrzała na nią z teatralnym zdziwieniem.
— Roman musiał mnie źle zrozumieć. Powiedziałam tylko, że potrzebujemy trochę czasu wyłącznie dla siebie. Matka i syn, rozumiesz? Mamy do omówienia rodzinne sprawy.
— Roma i ja również jesteśmy rodziną — powiedziała spokojnie Liza. — A to mieszkanie jest naszym domem. Nie wyjadę.
Weronika Igoriewna zacisnęła usta.
— Co za brak manier, Elizabeth. Zawsze powtarzałam Romanowi, że zasługuje na kobietę o bardziej wyrafinowanym zachowaniu.
— Mam na imię Liza — odpowiedziała, czując, jak narasta w niej złość. — A jeśli chcesz tutaj zostać, będziesz musiała zaakceptować fakt, że ja również tu mieszkam.
W tym momencie dzwonek zabrzmiał ponownie. Roma.
— Mamo? Już jesteś? — zapytał, spoglądając ze zdziwieniem najpierw na matkę, a potem na żonę.
— Postanowiłam przyjechać wcześniej, kochanie — odpowiedziała ciepło Weronika Igoriewna, a jej twarz rozjaśnił uśmiech. — Stęskniłam się za tobą.
Roma objął matkę, a potem odwrócił się do Lizy.
— Już rozmawiałyście?
— Tak — odpowiedziała Liza. — Wyjaśniłam Weronice Igoriewnie, że zostaję tutaj.
— Elizabeth zachowuje się wyjątkowo niegościnnie — natychmiast wtrąciła się jego matka. — Nie takiego wychowania oczekiwałam po żonie mojego syna.
— Mamo, proszę — powiedział Roma, krzywiąc się. — Spróbujmy zachować spokój.
— Jestem całkowicie spokojna — odpowiedziała sucho Liza. — Chcę tylko zrozumieć, dlaczego twoja matka uważa, że ma prawo wyrzucać mnie z własnego domu.
— Elizabeth!
— Liza. Mam na imię Liza!
— Nigdy nie przyzwyczaję się do tak pospolitego zdrobnienia — powiedziała Weronika Igoriewna z wyraźną pogardą.
— Wystarczy! — Roma podniósł głos. — Liza, możemy porozmawiać przez chwilę?
Wyszli na korytarz.
— Co ty wyprawiasz? — syknął. — Mama dopiero co przyjechała, a ty już robisz scenę.
— To ja robię scenę? — Liza aż straciła oddech z oburzenia. — Przyjechała bez zapowiedzi i od razu zaczęła mnie obrażać!
— Jest zmęczona podróżą.
— Czyli mam tolerować wszystkie jej niegrzeczne uwagi?
— Mów ciszej — powiedział Roma, zerkając w stronę drzwi salonu. — Liza, proszę. Tylko tydzień. Zrób to dla mnie.
— Nie, Roma. To mój dom. Nie wyjadę.
Spojrzał na nią z wyraźnym rozczarowaniem i zabolało ją to bardziej niż wszystko inne.
— Dobrze — powiedział w końcu. — Zostań. Ale proszę, postaraj się z nią nie kłócić.
Następne dwa dni zamieniły się w koszmar. Weronika Igoriewna krytykowała wszystko — od samego mieszkania po sposób, w jaki Liza układała talerze na stole.
— W porządnych domach sztućce układa się zupełnie inaczej, Elizabeth — zauważyła podczas kolacji.
— W moim domu układa się je właśnie tak — odpowiedziała Liza.
— W twoim domu? — Weronika Igoriewna uniosła brew. — Z tego, co wiem, to Roman spłaca kredyt hipoteczny.
— Spłacamy go oboje.
— Tak, oczywiście. Twoja skromna pensja koordynatorki logistyki z pewnością ma ogromne znaczenie dla rodzinnego budżetu — odpowiedziała teściowa z protekcjonalnym uśmiechem.
— Mamo — przerwał jej Roma. — Nie rozmawiajmy o tym.
Weronika Igoriewna jednak mówiła dalej, jakby go nie usłyszała.
— Wiesz, Roman, niedawno spotkałam Lenoczkę Woroncową. Pamiętasz ją? Córkę profesora Woroncowa. Urocza dziewczyna. Teraz pracuje w galerii sztuki współczesnej. Pytała, co u ciebie.
Liza wstała od stołu.
— Pójdę na spacer — powiedziała, starając się zachować spokojny głos.
— Już? — zapytała Weronika Igoriewna z udawanym zdziwieniem. — A deser?
— Nie mam już apetytu — odpowiedziała Liza, chwytając torbę i wychodząc bez oglądania się za siebie.
Błąkała się po wieczornych ulicach, nie zwracając uwagi na to, dokąd idzie. Telefon zawibrował w jej kieszeni. Wiadomość od Antona, jednego ze współpracowników Romy.
„Cześć. Co u ciebie? Dawno się nie widzieliśmy. Może spotkamy się jutro po pracy? Muszę porozmawiać o czymś związanym z projektem.”
Anton zawsze był wobec niej troskliwy. Być może nawet odrobinę zbyt troskliwy. Jednak w tamtej chwili jego zaproszenie wydało jej się szansą na ucieczkę. Liza szybko odpisała:
„Cześć. Dobrze. Spotkajmy się o osiemnastej w kawiarni przy Leśnej.”
W kawiarni było cicho i prawie pusto. Anton już tam był, siedział przy stoliku obok okna.
— Wyglądasz na wykończoną — powiedział, kiedy usiadła.
— To był ciężki tydzień.
— Coś się stało?
Nie planowała opowiadać mu o swoim małżeństwie, ale ku własnemu zdziwieniu powiedziała mu wszystko: o wizycie, o żądaniu, żeby wyjechała, i o dziwnym zachowaniu Romy.
Anton słuchał uważnie, nie przerywając jej.
— Wiesz, to naprawdę nie jest normalne — powiedział, gdy skończyła. — Ani to, czego żąda twoja teściowa, ani to, że Roma ją popiera.
— Dokładnie tak samo myślę — przyznała Liza, czując ulgę, że ktoś wreszcie podziela jej punkt widzenia. — Ale Roma ciągle twierdzi, że przesadzam. Że to tylko tydzień.
— Tu nie chodzi o tydzień — powiedział Anton, kręcąc głową. — Chodzi o zasadę. Dziś wyrzuca cię na tydzień. A jutro co? Na miesiąc? Na zawsze?
Liza wcześniej nie patrzyła na to w ten sposób. Myśl, że Roma mógłby kiedyś wybrać matkę zamiast niej, ścisnęła ją w żołądku.
— Liz — powiedział nagle Anton, kładąc dłoń na jej ręce — od dawna chciałem ci coś powiedzieć. Zasługujesz na coś lepszego. Roma… jest w porządku, ale zawsze był maminsynkiem. Wszyscy w pracy o tym wiedzą.
— Co masz na myśli? — zapytała Liza, delikatnie cofając rękę.
— Po prostu… bardzo cię lubię, Liz. Naprawdę bardzo. I boli mnie, kiedy widzę, że ktoś traktuje cię w ten sposób.
Poczuła, że jej policzki robią się gorące. Zawsze podejrzewała, co do niej czuł, ale nigdy go do tego nie zachęcała.
— Anton, jestem mężatką. I mimo wszystko kocham swojego męża.
— Wiem — powiedział, odsuwając się. — Pamiętaj tylko, że masz przyjaciół. Ludzi, którzy najwyraźniej cenią cię bardziej niż on.
Przez chwilę rozmawiali jeszcze o pracy, po czym się rozstali. W drodze do domu Liza wciąż rozmyślała nad słowami Antona. Czy Roma naprawdę jej nie doceniał? I co właściwie działo się z ich małżeństwem?
Po powrocie do domu zastała Romę i Weronikę Igoriewnę rozmawiających z ożywieniem w kuchni. Rozmowa urwała się natychmiast, gdy weszła.
— Och, Elizabeth wróciła — powiedziała teściowa, zaciskając usta. — Jak udał się spacer?
— Dobrze — odpowiedziała Liza, kierując się do łazienki, ale Roma ją zatrzymał.
— Gdzie byłaś tak długo?
— Spotkałam się z kolegą — odpowiedziała, nie odwracając się. — Rozmawialiśmy o pracy.
— Z jakim kolegą? — Jego ton stał się podejrzliwy.
— Z Antonem.
— Z Antonem? — Roma podniósł głos. — Poważnie?
Liza odwróciła się do niego.
— Co w tym złego? Pracujemy nad tym samym projektem.
— O ósmej wieczorem? W kawiarni?
— Skąd ty wiesz…?
Roma wyjął jej telefon z kieszeni.
— Zostawiłaś go na stole. Ciągle dzwonił.
— Czytałeś moje wiadomości? — Liza spojrzała na niego z niedowierzaniem.
— Chciałem tylko wiedzieć, gdzie jesteś — odpowiedział defensywnie.
— Mogłeś zadzwonić i zapytać!
— Dzwoniłem. Nie odebrałaś.
— Telefon był wyciszony. Ale to nie daje ci prawa czytać moich wiadomości!
— Widzisz, Roman — wtrąciła się Weronika Igoriewna — mówiłam ci. Tylko kobieta z nieczystym sumieniem reagowałaby w taki sposób.
— Co? — wykrzyknęła Liza, odwracając się do niej. — Co dokładnie sugerujesz?
— Niczego nie sugeruję, moja droga. Stwierdzam jedynie fakt. Spotykasz się z innym mężczyzną, podczas gdy mój syn pracuje, żeby cię utrzymywać.
— To było spotkanie służbowe! Zapytaj Antona, skoro mi nie wierzysz!
— Och tak, a on oczywiście powie prawdę — powiedziała Weronika Igoriewna z sarkazmem.
Liza ponownie spojrzała na Romę.
— Naprawdę uważasz, że mogłabym cię zdradzić?
Nie odpowiedział, a jego milczenie mówiło więcej niż wszystkie słowa.
— Rozumiem — szepnęła ze ściśniętym gardłem. — Trzy lata małżeństwa i jesteś gotów uwierzyć, że jestem niewierna tylko dlatego, że wypiłam kawę z kolegą.
— Liza, poczekaj…
Ale ona już zniknęła w sypialni, trzaskając za sobą drzwiami.
Następnego ranka obudził ją dźwięk telefonu. Dzwonił Kirył, brat Romy.
— Cześć, bratowo. Jak się trzymasz?
— Okropnie — odpowiedziała szczerze Liza. — Twoja matka próbuje zniszczyć moje małżeństwo.
— Wiem. Roma zadzwonił do mnie wczoraj wieczorem i skarżył się, że spotykasz się z jakimś facetem.
— To był kolega. Rozmawialiśmy o pracy.
— Wierzę ci — powiedział spokojnie Kirył. — I w głębi duszy Roma też ci wierzy. Mama po prostu wie, jak manipulować ludźmi.
— Delikatnie mówiąc.
— Słuchaj, jutro przyjeżdżam do miasta. Spotkamy się? Mam plan, jak otworzyć Romie oczy na manipulacje mamy.
— Jaki plan? — zapytała Liza z powątpiewaniem.
— Wyjaśnię później. Bądź gotowa jutro o siódmej. I nic nie mów Romie.
Dzień minął w napiętym milczeniu. Liza wyszła wcześniej do pracy i wróciła późno. Roma spał w salonie, twierdząc, że nie chce budzić matki.
Następnego dnia Liza otrzymała wiadomość od Kiryła:
„Dziś o dziewiętnastej w Beludze. Będę czekał na waszą trójkę. Powiedz Romie, że zaprosiłem wszystkich na rozmowę pojednawczą.”
Kiedy Liza przekazała zaproszenie, Roma wyglądał na zaskoczonego, ale się zgodził. Weronika Igoriewna również, choć nie omieszkała zauważyć, że „w dobrym towarzystwie takie spotkania planuje się z wyprzedzeniem”.
Kirył siedział już przy stoliku, kiedy przyjechali. Uściskał brata, pocałował matkę w policzek i przyjaźnie objął Lizę.
— Cieszę się, że wszyscy przyszliście — powiedział, gdy usiedli. — Dawno nie spotkaliśmy się wszyscy razem.
Początkowo rozmowa była niezręczna. Roma był ponury, Liza spięta, a Weronika Igoriewna chłodna i powściągliwa. Tylko Kirył wydawał się zrelaksowany, żartował i opowiadał historie z pracy.
Po drugim daniu nagle spoważniał.
— Mamo, chciałem cię o coś zapytać. Czy to prawda, że powiedziałaś Tani Krawcowej, że planujesz rozdzielić Romę i Lizę?
Weronika Igoriewna omal nie zakrztusiła się winem.
— Co za bzdury! Gdzie to usłyszałeś?
— Od samej Tani — odpowiedział spokojnie Kirył. — Zadzwoniła do mnie wczoraj. Martwi się o ciebie. Powiedziała, że chwaliłaś się, iż manipulujesz Romą, żeby zwrócił się przeciwko Lizie.
— To… to nieprawda! — Weronika Igoriewna zbladła. — Tania wszystko przekręciła!
— Naprawdę? — powiedział Kirył, wyjmując telefon. — A jeśli odtworzę nagranie twojej rozmowy z nią? Tania nagrywa wszystkie rozmowy. Taki ma zwyczaj.
— Jakie nagranie? To absurd.
Kirył nacisnął przycisk odtwarzania.
„…Oczywiście, Tania, wszystko idzie zgodnie z planem. Już nakłoniłam go, żeby sprawdził jej telefon. Wkrótce uwierzy, że go zdradza. A kiedy się rozstaną, przedstawię mu córkę Larisy. To dopiero będzie odpowiednia partia.”
Roma powoli odwrócił się do matki.
— Mamo… co to jest?
— To wyrwane z kontekstu! — wyjąkała. — Żartowałyśmy!
— Nie, mamo — powiedział cicho Roma. — To nie był żart. Naprawdę próbowałaś zniszczyć moje małżeństwo. I prawie ci się udało.
Potem odwrócił się do żony.
— Liza, ja… nie wiem, co powiedzieć. Przepraszam.
Nagle Weronika Igoriewna wybuchnęła płaczem.
— Chciałam tylko twojego dobra, Roma! Ta dziewczyna nie jest ciebie warta! Nawet nie potrafi zachować się w towarzystwie!
— A ty, mamo? — zapytał nagle Kirył. — Ty, Werka z Niżnich Kotów, która zmieniła imię i patronimik, żeby brzmieć bardziej arystokratycznie?
— Co? — Weronika Igoriewna zerwała się z miejsca. — Jak śmiesz!
— Śmiem powiedzieć prawdę. Prawdę, którą sama powinnaś była wyznać już dawno. Zamiast tego udawałaś kogoś innego i próbowałaś zniszczyć szczęście własnego syna.
Chwyciła torebkę i wściekła wybiegła z restauracji. Roma siedział dalej ze spuszczoną głową.
— Przepraszam, Liza. Byłem kompletnym idiotą.
— Tak — powiedziała cicho. — Byłeś. I co teraz?
— Teraz… — Wziął ją za rękę. — Zrobię wszystko, żeby zasłużyć na twoje wybaczenie. Jeśli dasz mi szansę.
Liza spojrzała na Kiryła, który uśmiechnął się do niej zachęcająco.
— Dziękuję — powiedziała. — Gdyby nie ty…
— Zawsze wiedziałem, że mama jest manipulatorką — odpowiedział Kirył, wzruszając ramionami. — Czekałem tylko na odpowiedni moment, żeby ją zdemaskować. A tak przy okazji, Tania Krawcowa nie istnieje. Nagranie zrobiła moja znajoma aktorka. Mama sama się zdradziła swoją reakcją.
— Co mam teraz zrobić? — zapytał Roma. — Jak mam sobie poradzić z mamą?
— Wyznacz granice — powiedział stanowczo Kirył. — Jasne i konkretne granice. Inaczej nigdy się nie zatrzyma.
Dwa miesiące później Liza i Roma siedzieli w kuchni, rozmawiając o kolejnej wizycie Weroniki Igoriewny.
— Jesteś pewien, że to dobry pomysł? — zapytała Liza.
— Bez względu na wszystko nadal jest moją matką — westchnął Roma. — Ale tym razem wszystko będzie wyglądało inaczej. Zatrzyma się w hotelu. A kiedy tylko znowu zacznie manipulować, wizyta się skończy.
— Dobrze — powiedziała Liza, ściskając jego dłoń. — Ufam ci.
— Nie zawiodę cię — powiedział, patrząc jej w oczy. — Nigdy więcej nie postawię nikogo ponad tobą. Obiecuję.
Rozległ się dzwonek do drzwi.
— To ona — powiedziała Liza, biorąc głęboki oddech.
Roma poszedł otworzyć, a ona została w kuchni, patrząc przez okno. Ich małżeństwo przeszło prawdziwą próbę. Rana nie zagoiła się jeszcze całkowicie, ale oboje się zmienili. Roma nauczył się przeciwstawiać matce. Liza nauczyła się bronić własnych granic. A Weronika Igoriewna… cóż, musiała zaakceptować nowe zasady, jeśli chciała pozostać częścią ich życia.
— Liza! — zawołał Roma. — Chodź tutaj!
Uśmiechnęła się i poszła przywitać z teściową, z uniesioną głową i pewnością, że już nikt nigdy nie wyrzuci jej z własnego domu.