Postanowiłem udawać „spłukanego” na randce, żeby zobaczyć, jak zareaguje.

Mam 38 lat. Mieszkam w stolicy i pracuję jako programista w dużej firmie informatycznej. Praca nie jest łatwa, ale wynagrodzenie jest na tyle dobre, że naprawdę nie mogę narzekać. Mam własne mieszkanie i samochód, a mój poziom życia jest komfortowy. Chodzę na siłownię, zdrowo się odżywiam i wyglądam młodziej, niż wskazuje na to mój wiek. Obecnie jestem singlem. Dlaczego? Ponieważ tak jest mi po prostu łatwiej. Przy mojej pracy i stylu życia jest to właściwie wygodniejsze. Byłem w kilku związkach, w tym w kilku długoterminowych, ale żaden z nich nie zakończył się małżeństwem — i szczerze mówiąc, nadal nie widzę w nim większego sensu.

Pewnego wieczoru, przeglądając portal randkowy, natknąłem się na pewien profil. Zdjęcia były świetne. Wyglądała na około 25–27 lat, miała błyszczące oczy, piękny uśmiech i zgrabną sylwetkę. Pomyślałem:

„Dobrze, dam jej polubienie”.

Minutę później dostałem wiadomość:

„Cześć”.
 

I tak wszystko się zaczęło. Nasza rozmowa była ożywiona. Odpowiadała szybko i wydawała się inteligentna. Następnego dnia zaproponowałem:

„Spotkajmy się. Jest ładna pogoda. Możemy gdzieś usiąść i porozmawiać”.

Zgodziła się i wybraliśmy miejsce spotkania.

Przyjechałem swoją mercedesem z 2024 roku i czekałem w środku. Nagle ktoś zapukał w szybę. Spojrzałem i zobaczyłem stojącą obok kobietę, która dawała mi znak ręką. Opuściłem szybę.

„Szukasz kogoś?”

„To ja, Katia. Pisaliśmy ze sobą”.

Oczy niemal wyszły mi z orbit. Dziewczyna ze zdjęć wyglądała zupełnie inaczej. Przede mną stała kobieta w wieku około 35–37 lat, po której wyraźnie było widać, że życie jej nie oszczędzało. Miała też silny regionalny akcent i, jak później się dowiedziałem, pochodziła z Penzy.

„Chwileczkę” — powiedziałem. — „Twoje zdjęcia profilowe w ogóle do ciebie nie pasują”.

„No cóż” — odpowiedziała. — „Były tam filtry, a nie wszystkie zdjęcia były moje. Ale nie martw się, na żywo wyglądam lepiej”.
 

Nic nie powiedziałem. Pomyślałem, że skoro już tu jestem, mogę zostać i zobaczyć, jaką jest osobą.

Wsiadła do samochodu i zaczęliśmy rozmawiać o życiu. Po chwili Katia rozpoczęła długi wywód:

„Ten portal jest pełen idiotów i spłukanych facetów. Nie potrafią zaprosić kobiety w żadne porządne miejsce, nie mogą zabrać jej na Bali, a jedyne, co proponują, to Penza. Szukam normalnego mężczyzny z Moskwy — kogoś odnoszącego sukcesy, kto będzie dawał mi pieniądze i obsypywał prezentami”.

Słuchałem, a potem zapytałem:

„A gdzie ja znajduję się na twojej liście?”

Rozejrzała się po samochodzie i skinęła głową.

„Cóż, twój samochód jest ładny i nowy, a do tego ma panoramiczny szklany dach. Doceniam to. Podoba mi się. Na razie jesteś trochę powyżej średniej”.

W myślach pomyślałem:

„Dziękuję, ciociu Katiu, że awansowałaś mnie do kategorii «nieco powyżej średniej»”.

Po chwili zaczęła mówić dalej:

„Tutaj wszyscy są spłukani. Nikt nie ma pieniędzy. Mężczyźni nie wiedzą, jak właściwie traktować kobietę. Nie potrafią nawet zapłacić za porządny manicure ani kupić jej torebki”.

Spojrzałem na jej dłonie. Rzeczywiście nie miała manicure, a paznokcie były obgryzione. Jej włosy były matowe, makijaż rozmazany, a ubrania pochodziły z popularnych sieciówek. Mimo to pouczała mnie na temat „spłukanych mężczyzn”.

Zaproponowałem:

„Chodźmy na kolację do restauracji. Znam miejsce, w którym świetnie gotują”.

Od razu się ożywiła.

„Oczywiście! Uwielbiam restauracje”.
 

Wtedy postanowiłem trochę się z nią podroczyć. W schowku miałem plik banknotów, około 50 tysięcy rubli. Wyjąłem je, przeliczyłem i powiedziałem:

„Proszę, weź. Kup sobie gumę do żucia”.

Uśmiechnęła się, szybko przeliczyła pieniądze i natychmiast schowała je do torebki.

„Jesteś poważnym mężczyzną. Od razu to widać”.

Potem zaczęła ze mną flirtować. Z trudem powstrzymywałem śmiech. Po chwili powiedziałem:

„Nie, słuchaj, mam jeszcze lepszy pomysł. Oddaj mi pieniądze”.

Zmrużyła podejrzliwie oczy.

„Dlaczego?”
 

„Nie martw się. Zaraz ci pokażę. Spodoba ci się”.

Niechętnie wyjęła pieniądze i mi je oddała. Przeliczyłem je i schowałem do kieszeni.

„No właśnie. Wiesz co? Postanowiłem zostać jednym z tych «biedaków», o których cały czas opowiadasz”.

„Co?!” — wykrzyknęła.

„Dokładnie to, co powiedziałem. Nie pójdziemy do restauracji. Pojedziemy do Vkusno i Tochka na burgera. Za napój zapłacisz sama, ale będę na tyle hojny, że postawię ci burgera”.

Wpadła w furię.

„Żartujesz?! Burger? Ja nigdy nie chodzę do takich miejsc! Czy ty w ogóle wiesz, kim jestem?”

Spojrzałem na nią i pomyślałem:

„Kobietą z Penzy, która przyjechała do Moskwy, używa cudzych zdjęć i zachowuje się jak królowa. Kim jesteś? Nikim”.

Nie powiedziałem tego jednak na głos. Tylko wzruszyłem ramionami.

„W takim razie najwyraźniej zupełnie inaczej patrzymy na życie”.

Jej twarz poczerwieniała.

„Jesteś taki sam jak wszyscy! Spłukany przegryw! Kretyn!”

Trzasnęła drzwiami tak mocno, że cały samochód się zatrząsł, po czym ruszyła przed siebie, znikając w promieniach zachodzącego słońca.
 

Zostałem w samochodzie i zacząłem się zastanawiać. Oczywiście prawdopodobnie mógłbym dać jej kilka tysięcy rubli i jeszcze tego samego wieczoru wylądować z nią w łóżku. Ale szczerze mówiąc, w ogóle mi się nie podobała — ani z wyglądu, ani z zachowania.

I tu pojawia się moje pytanie: skąd wzięła się ta nowa moda? Mieć 35 lat, zachowywać się jak „królowa”, żądać pieniędzy już na pierwszej randce, a przy tym, delikatnie mówiąc, być zupełnie przeciętną kobietą?